Jeśli dowiesz się, że Twój dłużnik ma rozdzielność majątkową (czy to zawartą w formie aktu notarialnego czy orzeczoną wyrokiem) albo się rozwiódł, możesz zacząć działać !

Dlaczego?

Otóż dlatego, że taka sytuacja otwiera Ci drogę do wystąpienia do sądu z wnioskiem o dokonanie podziału jego majątku dorobkowego. Ze składników majątkowych jakie przypadną Twojemu dłużnikowi (a może będą tam i pieniądze) będziesz mogła zaspokoić swoje roszczenie. Pisałam już o tym w poście „Jak dobrać się do majątku dłużnika-jeden ze sposobów.” Musisz pamiętać jednak, że aby wystąpić ze sprawą o podział majątku Twojego dłużnika, wcześniej musisz uzyskać wyrok  stwierdzający Twoją wierzytelność. Czyli po prostu musi być wyrok, który wskazuje że sąd  zasądza od Twojego dłużnika na Twoją rzecz określone pieniądze.

Taka właśnie historia przydarzyła się panu Leonardowi i pani Barbarze.

Pan Leonard prowadził działalność gospodarczą, która niestety przynosiła straty. Jego żona natomiast była „zatrudniona na etacie.” Między małżonkami coraz częściej dochodziło do nieporozumień; pani Barbara żądała od męża aby zaprzestał prowadzenia działalności , bo to wpędza ich w coraz większe długi i zagraża rodzinie. Pan Leonard stał na stanowisku, że są to przejściowe problemy, które trzeba przeczekać. Ponieważ sytuacja się nie zmieniała małżonkowie podjęli decyzję o rozdzielności majątkowej. Uzyskali ją u notariusza, oczywiście z datą sporządzenia aktu notarialnego. Od tego czasu pani Barbara była już trochę spokojniejsza. Musisz jednak pamiętać, że długi jakie powstaną do daty sporządzenia aktu notarialnego są długami wspólnymi małżonków i nie ma tu znaczenia fakt zawarcia umowy o rozdzielność majątkową. Umowa rozdzielności działa na przyszłość, nie obejmuje okresu wcześniejszego. Tak więc pani Barbara zabezpieczyła się na przyszłość. Teraźniejszość jednak okazała się być bardzo trudna. Po chwilowej poprawie sytuacji , znowu zaczęło być źle. Pan Leonard coraz gorzej sobie radził z tą sytuacją; coraz częściej „zaglądał do kieliszka”. W rezultacie po pięciu latach od podpisania umowy o rozdzielność majątkową, do sądu wpłynęła sprawa o rozwód. Choć winę za rozkład pożycia bez wątpienia ponosił pan Leonard, małżonkowie rozwiedli się bez orzekania o winie.

W między czasie  spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, której dłużnikiem był pan Leonard wystąpiła do sądu ze sprawą o zapłatę. Spółka ta uzyskała nakaz zapłaty, który po uprawomocnieniu się został opatrzony klauzulą wykonalności na rzecz spółki. Pan Leonard nie odwoływał się od tego nakazu zapłaty, bo sprawa była oczywista. Tak więc spółka skierowała sprawę do komornika celem wyegzekwowania zasądzonej kwoty. W tym postępowaniu zajęte zostało spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu należące do obojga małżonków. Ten ruch dopiero pozwolił spółce na wystąpienie do sądu ze sprawą o podział majątku pana Leonarda i pani Barbary po to by zaspokoić swoje roszczenie z udziału przypadającego panu Leonardowi.

Ponieważ jedynym składnikiem majątku wspólnego małżonków było własnościowe prawo do lokalu, spółka będąca w tym postępowaniu wnioskodawcą wnosiła o dokonanie podziału majątku wspólnego pana Leonarda i pani Barbary w ten sposób, aby składnik majątkowy w postaci spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu przyznać panu Leonardowi ze spłatą na rzecz pani Barbary. Wnosili również o zasądzenie od obojga uczestników kosztów postępowania, w tym kosztów zastępstwa procesowego.

Przyznam, że to żądanie trochę mnie zdziwiło, gdyż ja uważałabym, że łatwiej byłoby zaspokoić się spółce ze spłaty jaka przysługiwałaby panu Leonardowi od byłej żony , a nie mieć kolejny problem ze sprzedażą mieszkania, by dopiero z uzyskanej kwoty zaspokoić swoje roszczenie.

Ponieważ sąd zawsze pyta o stanowiska wszystkich uczestników postępowania, zapytał również pana Leonarda. A pan Leonard chcąc przechytrzyć spółkę stwierdził, że uznaje wniosek co do zasady ale wnosi o przyznanie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu na rzecz byłej żony bez żadnych spłat na jego rzecz. Sprytnie! Pan Leonard uznał, że woli oddać wszystko byłej żonie, niż żeby cokolwiek z tego dostała spółka. Ale niestety jego intencje były również czytelne dla sądu.

Pani Barbara natomiast wnosiła o przyznanie jej spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu ze stosownym rozliczeniem z byłym mężem. Ponadto wnosiła o rozliczenie nakładów jakich dokonała na przedmiotowy lokal w postaci wymiany stolarki okiennej i drzwiowej oraz wykonania stałej zabudowy meblowej, uwzględnienie jej wierzytelności w stosunku do byłego męża z tytułu pokrycia za niego zobowiązań podatkowych w wysokości 30.150 zł. oraz rozliczenia wierzytelności z tytułu ciężarów poniesionych przez nią związanych z opłatami czynszowymi i energią elektryczną. W tym miejscu muszę dodać, że pomimo rozwodu pani Barbara i pan Leonard zamieszkiwali  dalej wspólnie w swoim mieszkaniu lecz pan Leonard nie partycypował w kosztach utrzymania mieszkania. Odnośnie zobowiązań podatkowych pana Leonarda, to spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu obciążone było hipoteką przymusową zwykłą w kwocie 40 243,61 zł. na rzecz Skarbu Państwa – Urzędu Skarbowego  jako zabezpieczenie spłaty należności podatkowych wynikających z działalności gospodarczej. Jak wcześniej zaznaczyłam pani Barbara spłaciła za męża kwotę 30.150 zł.

Bezspornym w sprawie był fakt dokonania nakładów na przedmiotowy lokal dokonany przez uczestniczkę postępowania w postaci wymiany stolarki okiennej i drzwiowej oraz stałej zabudowy meblowej. Również niewątpliwy był fakt poniesienia przez uczestniczkę postępowania opłat związanych z kosztami eksploatacyjnymi mieszkania oraz za energię elektryczną na łączną kwotę 17. 518,26 zł. Uczestniczka poniosła koszty, które obciążały oboje byłych małżonków, bowiem spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu stanowiło ich majątek wspólny, a ponadto oboje oni korzystali z mieszkania.

Zgodnie z art. 45 par. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego każdy z małżonków może żądać zwrotu wydatków i nakładów, które poczynił ze swego majątku osobistego na majątek wspólny. Niewątpliwie opłaty eksploatacyjne z tytułu posiadania wspólnego własnościowego prawa do lokalu obciążają obydwoje małżonków i fakt spełnienia tego świadczenia przez jedno z byłych małżonków rodzi jego uprawnienie do żądania zwrotu stosownej części od drugiego. Do chwili ustania wspólności małżeńskiej odpowiedzialność małżonków  za ich wspólne zobowiązania jest solidarna, natomiast z momentem ustania wspólności każdy odpowiada za swoje zobowiązania.  Skoro zatem pani Barbara po ustaniu wspólności ustawowej pokryła w/w należności na sumę 17.518,26 to połowę tej kwoty – czyli 8 .759,13 zł. winien ponieść uczestnik postępowania.

W toku postępowania pani Barbara wskazywała, że rozliczeniu w podziale majątku wspólnego winna podlegać również kwota 30.150 zł. jaką zapłaciła Urzędowi Skarbowemu jako spłata zaległych zobowiązań podatkowych pana Leonarda. Sąd jednak ten wniosek uznał za niezasadny. Z dokumentacji złożonej w toku sprawy wynika, że wszystkie tytuły wykonawcze  wystawione przez Urząd Skarbowy, stanowiące podstawę wpisu hipoteki i stwierdzające należności, które obecnie spłaca uczestniczka (pani Barbara) pochodzą z działalności gospodarczej prowadzonej przez jej byłego męża, które powstały w okresie po wyłączeniu przez uczestników postępowania wspólności majątkowej. Zatem pani Barbara dokonując spłat tych należności  za byłego męża poczyniła nakład ze swego majątku osobistego na majątek osobisty swojego byłego męża. A takich rozliczeń nie można dokonywać  w sprawie o podział majątku wspólnego tylko w odrębnej sprawie w trybie procesowym – o zapłatę.

Ustalając wartość majątku podlegającego podziałowi sąd wywołał opinię biegłego z zakresu szacowania nieruchomości z której wynika , że wartość spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu będącego przedmiotem tego postępowania wynosi 155.803 zł. Biegły ustalił ponadto, że wartość nakładów w postaci wymiany stolarki okiennej i drzwiowej oraz stałej zabudowy meblowej dokonanych przez uczestniczkę postępowania wynosi 12.464 zł. Jednakże biorąc pod uwagę, że biegły oceniał wartość lokalu wg aktualnego stanu, a nie wg stanu na datę ustania wspólności ustawowej małżeńskiej, należało pomniejszyć wartość  spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu o wartość nakładów, które zostały poczynione po ustaniu wspólności. 

Biegły w swojej opinii nie uwzględnił istniejącego obciążenia hipotecznego spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu będącego przedmiotem postępowania. Dział IV księgi wieczystej prowadzonej dla lokalu ujawnia hipotekę przymusową na kwotę 40.243,61 zł., jednakże należy pamiętać, że wierzytelność zabezpieczona tą hipoteką wygasła do kwoty 30.150 zł. wskutek spłacenia jej przez uczestniczkę postępowania. Zatem obciążenie hipoteczne jedynego składnika podlegającego podziałowi w tym postępowaniu powoduje konieczność  obniżenia jego wartości o sumę niespłaconej wierzytelności, a więc o 13.093,61 zł. ( 40.243,61-30.150=13.093,61 zł.)

Niespłacone długi, które obciążają majątek wspólny , przy podziale majątku wspólnego w zasadzie nie podlegają rozliczeniu. Jednakże inną kwestią jest ustalenie wartości przedmiotów wchodzących w skład majątku wspólnego i podlegających podziałowi. Przy szacowaniu składników majątku wspólnego należy uwzględnić obciążenie zmieniające rzeczywistą wartość tych składników majątkowych, w szczególności obciążenie o charakterze prawnorzeczowym, za które ponosi odpowiedzialność każdorazowy właściciel nieruchomości, zwłaszcza obciążenie hipoteką i prawami dożywocia. Wartość takich obciążeń odlicza się zarówno przy ustalaniu składników  majątku wspólnego , jak i przy zaliczaniu wartości przyznanej  jednemu z małżonków  nieruchomości na poczet przysługującego mu udziału w majątku wspólnym.

Sąd zatem ustalił, że wartość spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu wynosi ostatecznie 13o.245,39 zł. Dokonał tego odliczając od wartości tego prawa ustalonego przez biegłego czyli 155.803 zł. – wartość nakładów poczynionych przez uczestniczkę (stolarka okienna i drzwiowa itd) w kwocie 12.464 zł. oraz odjął pozostałą kwotę obciążenia hipotecznego w wysokości 13.093,61 zł.

Dokonując podziału majątku wspólnego sąd kierował się zgodnym wnioskiem uczestników, aby prawo do lokalu przyznać uczestniczce-pani Barbarze, jednakże sąd nie uwzględnił stanowiska pana Leonarda, aby na jego rzecz nie zasądzać spłat. Zrzeczenie się przez niego spłat stanowiłoby czynność podjętą z pokrzywdzeniem wierzyciela – czyli spółki, zatem sąd nie mógł dopuścić do takiego sposobu podziału majątku.

Sąd ustalił, że wartość całego majątku dorobkowego uczestników wynosi 130.245,39 zł. Zatem każdemu z uczestników winny przypaść składniki o wartości 65.122,69 zł.

Sąd zasądził tytułem spłaty od uczestniczki postępowania- pani Barbary na rzecz pana Leonarda kwotę 49.816,76 zł. Kwota ta została ustalona w ten sposób, że od połowy wartości prawa do lokalu – czyli 65.122,69 zł. sąd odjął połowę długu obciążającego oboje małżonków z tytułu opłat eksploatacyjnych w łącznej kwocie 17.518,26 zł. czyli kwotę 8.759,13 zł. przypadającą na uczestnika oraz połowę pozostałej do spłaty wierzytelności zabezpieczonej hipoteką przymusową na przedmiotowym prawie do lokalu w kwocie 6.546,805 zł. ( 13.093,61:2=6.546,805 zł.).

W tym postępowaniu sąd nie rozliczył kwoty 30.150 zł. jaką zapłaciła uczestniczka postępowania do urzędu skarbowego stanowiącą spłatę zobowiązań podatkowych uczestnika postępowania, ponieważ był to nakład z majątku osobistego uczestniczki na majątek osobisty jej byłego męża. Zobowiązanie to bowiem powstało po dokonaniu rozdzielności majątkowej.

Dzisiejszy wpis jest ku przestrodze; by pochopnie nie podejmować decyzji, bo to co dziś jawi się jako super rozwiązanie za rok może okazać się porażką.

Pewnie już to mówiłam, że w sprawie o podział majątku jeśli małżonkowie (a częściej jednak byli małżonkowie  są zgodni co do podziału składników majątkowych, to  zawierają umowę w formie aktu notarialnego u notariusza. W umowie tej dzielą się majątkiem tak jak wcześniej uzgodnili.  Natomiast gdy jest spór, to niestety muszą wnieść sprawę do sądu.

Historia którą chcę Ci opowiedzieć jest o małżeństwie, które podzieliło się majątkiem u notariusza. Po pewnym czasie Pani  jednak przemyślała sprawę i uznała, że to był duuuży błąd. Postanowiła więc „ratować sytuację”…

Wszystko zaczęło się od tego, że od pewnego czasu Pan zaczął podejrzewać żonę o romans. Nie wchodząc w szczegóły, małżonkowie postanowili się rozejść i podzielić majątkiem. A było czym się dzielić, bo małżonkowie „inwestowali w ziemię”. Nie były to przypadkowe inwestycje. Pani oprócz tego, że była nauczycielką była radną w gminie, gdzie zajmowała się między innymi gospodarką nieruchomościami i miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Tak więc była obeznana z tematem obrotu nieruchomościami i ich wartością. Chociaż małżonkowie byli bardzo przedsiębiorczy i zaradni, gdyż prowadzili działalność gospodarczą, której przedmiotem była działalność gastronomiczna i handlowa, nie stać ich było na tak ogromne inwestycje. Tak więc wspomagali się kredytami i pożyczkami od znajomych. Suma summarum – na dzień dokonywania podziału majątku u notariusza ich zadłużenie wynosiło około 500.000 zł.

Sama przyznasz, że sporo ale sporo było też gruntów.

Tu muszę na chwilę przerwać wątek o majątku, aby powiedzieć Ci kilka zdań o Pani.

Otóż, Pani miała matkę, która wychowała ją w uzależnieniu od siebie i posłuszeństwie. Gdy wyszła za mąż, zamieniła dominującą matkę na dominującego męża. Matka jednak nie chciała zrezygnować ze swojej  roli i cały czas „monitorowała „jej małżeństwo i wszelkie podejmowane przez nią decyzje. Pani zdawała sobie z tego sprawę, więc kiedy podjęła decyzję o rozwodzie i podziale majątku postanowiła nie wtajemniczać w to matki. Miała już dosyć mądrych rad i wtrącania się we wszystko.

Zależało jej przede wszystkim na tym, by wyjść z małżeństwa bez obciążeń finansowych z tytułu posiadanych zobowiązań. Strony uzgodniły więc, że Pan przejmując majątek ureguluje wszystkie zobowiązania finansowe, natomiast Pani będzie mogła zabrać samochód i rzeczy stanowiące wyposażenie zajmowanego domu według uznania i potrzeb. Małżonkowie wspólnie przygotowali niezbędne dla rozwodu i podziału majątku dokumenty.

Sprawa o rozwód przebiegła sprawnie i bez zakłóceń; strony zgodnie oświadczyły, że nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia, że się nie kochają i do siebie nie wrócą. W związku z takim stanowiskiem sąd orzekł rozwód.

W miesiąc po wniesieniu sprawy rozwodowej (ale jeszcze przed wyrokiem orzekającym rozwód) strony udały się do notariusza, gdzie umową ustanowiły rozdzielność majątkową oraz dokonały podziału majątku wspólnego. Na mocy tej umowy wszystkie nieruchomości (czyli grunty, był tam również grunt z budynkiem) przejął mąż. W umowie tej strony oświadczyły, iż porozumienie to zaspokaja w całości ich roszczenia z tytułu podziału całego majątku dorobkowego. Dla celów pobrania opłaty małżonkowie podali wartość przedmiotu umowy na kwotę  910.000 zł.

Jak się o tym dowiedziała matka Pani zaczęło się „trzęsienie ziemi”. Krzyczała na córkę, wyrzucała jej, że po takim podziale została „goła”, że jest nieodpowiedzialna, bo wszystko zostawiła mężowi. Po naradzie ze swoją koleżanką zadecydowała, że córka pójdzie do psychiatry. No i poszła; w miesiąc po rozwodzie opowiadała psychiatrze (w obecności matki) jakie to miała problemy małżeńskie, jak chcąc ratować małżeństwo zgodziła się na podział majątku. Opowiadała różne, z obiektywnego punktu widzenia nieprawdziwe rzeczy, choć może ona sama w to wierzyła. Tak czy siak, lekarz orzekł, że jest to reakcja sytuacyjna depresyjna i że Pani ma osobowość zależną.

W tym miejscu muszę dodać, że po rozwodzie Pani wraz z córką wyprowadziła się do swojej matki. Ale lekko nie miała; ciągle słuchała wyrzutów jaka jest beznadziejna i co zrobiła. Nie mogąc tego wytrzymać wyprowadziła się wraz z dzieckiem na stancję.

Po upływie pół roku od orzeczenia rozwodu Pan wypłacił z banku kwotę 430.000 zł. i przekazał ją byłej żonie na zakup mieszkania. Zależało mu bowiem, aby Pani nie wyjechała z córką do innego miasta, gdyż chciał zachować z dzieckiem stały kontakt.

Ten miły gest ze strony Pana prawie zbiegł się w czasie z pismem jakie otrzymał od byłej żony w którym uchylała się ona od skutków prawnych swojego oświadczenia woli złożonego u notariusza w umowie o podział majątku wspólnego, powołując się na podstęp. W treści pisma wskazywała, że podpisując akt notarialny była w głębokim przeświadczeniu, że jeżeli podpisze umowę jej małżeństwo nie ulegnie rozwiązaniu. Jednak w dwa tygodnie później wycofała swoje oświadczenie, wskazując iż jej stanowisko zawarte w tym piśmie jest niezasadne i nieaktualne. Byłemu mężowi powiedziała, że to pierwsze pismo było napisane pod namową matki i prosiła, by o cofnięciu  nic  matce nie mówić.

Jak widzisz w sprawie bez przerwy coś się działo; wizyty u psychiatry, odwołanie oświadczenia woli odnośnie podziału majątku u notariusza. Matka nie dawała za wygraną, nie mogła się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Uważała, że przez rozwód i taki podział majątku rodzina stała się pośmiewiskiem lokalnej społeczności, a córka straciła reputację jako nauczyciel.

Po zawarciu umowy o podział majątku wspólnego Pan rozpoczął prowadzenie działalności gospodarczej o profilu gastronomicznym i handlowym, a nadto przystąpił do sprzedaży posiadanych nieruchomości osiągając znaczny dochód.

TEGO BYŁO JUŻ ZA DUŻO !

Pani uzbrojona w prywatną opinię psychiatryczną wniosła sprawę  do sądu o podział majątku wspólnego.W treści złożonego wniosku podnosiła, że umowa o podział majątku dorobkowego, zawarta przez strony  była w istocie nieważna. Jako przyczynę nieważności wskazała sprzeczność z zasadami współżycia społecznego, stan wyłączający świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli oraz podstęp, którego dopuścił się były mąż. Wskazała, że wobec nieważności dokonanego uprzednio podziału, zachodzi konieczność ponownego rozliczenia majątku wspólnego stron.

Sąd dopuścił więc dowód z opinii biegłego sądowego – lekarza psychiatry oraz psychologa. Biegły stwierdził, że brak jest podstaw do przyjęcia, iż w dniu podpisywania umowy o podział majątku wspólnego wnioskodawczyni  (Pani)  znajdowała się w stanie zaburzeń psychicznych o charakterze psychotycznym, które w istotny sposób rzutowałyby na jej zdolność świadomego albo swobodnego powzięcia decyzji i wyrażenia woli. Biegły przyjął,że wnioskodawczynię cechuje osobowość pasywno-zależna, która jednakże nie ma wpływu na ważność zawartej czynności prawnej.

W tej sytuacji sąd oddalił wniosek o podział majątku wspólnego i obciążył wnioskodawczynię kosztami.

Sąd stanął na stanowisku, iż pomiędzy stronami został przeprowadzony umowny podział majątku wspólnego, co wyłącza co do zasady możliwość dokonania podziału w trybie postępowania sądowego. Następnie sąd skoncentrował się na wykazywaniu wnioskodawczyni okoliczności potwierdzających, iż działała ona z pełnym rozeznaniem przystępując do aktu notarialnego umowy o podział majątku. W tym celu wskazał na wspólne przygotowywanie dokumentów dotyczących sprawy rozwodowej i umowy o podział majątku, przywoływał zeznania świadków potwierdzających rozeznanie wnioskodawczyni co do przedsiębranych czynności.

Świadkowie ci, którymi byli bliscy znajomi wnioskodawczyni wskazywali, iż wnioskodawczyni godziła się na przejęcie przez uczestnika nieruchomości bez zagwarantowania w umowie jakiejkolwiek spłaty na jej rzecz właśnie ze względu na ogromne zobowiązania finansowe. Jako osoba zajmująca się w gminie gospodarką nieruchomościami miała wiedzę na temat ich wartości.Fakt , że w krótkim czasie po akcie notarialnym ceny na nieruchomości gruntowe bardzo wzrosły, nie może stanowić podstawy do zmiany ważnego aktu notarialnego. Zdaniem sądu dokonany przez strony podział majątku nie wiązał się z pokrzywdzeniem którejkolwiek ze stron.

Apelację od tego orzeczenia wywiodła wnioskodawczyni zaskarżając je w całości oraz wnosząc o jego zmianę poprzez ustalenie, że w skład majątku dorobkowego stron wchodzą nieruchomości o łącznej wartości 11.000.000 zł. (!) i ruchomości o łącznej wartości 206.540 zł. i orzeczenie obowiązku spłaty od uczestnika na rzecz wnioskodawczyni kwoty 5.603.270 zł. tytułem wyrównania udziałów w majątku dorobkowym,  jako wniosek ewentualny wnosiła o uchylenie zaskarżonego postanowienia w całości i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Sąd II instancji nie podzielił zarzutów apelacji i utrzymał zaskarżone postanowienie w mocy. Ponadto zasądził od wnioskodawczyni na rzecz uczestnika kwotę 3.600 zł. tytułem kosztów postępowania apelacyjnego.

Patrząc na to z boku trzeba powiedzieć, że Pani poniosła totalną klęskę. Przegrała sprawę w dwóch instancjach , zapłaciła  poważne kwoty tytułem kosztów postępowania sądowego , poniosła koszty swojego pełnomocnika ( też znaczne ). Jednym słowem straciła nerwy, czas i pieniądze. A co najbardziej dołujące, to świadomość , że podjęło się decyzję zbyt szybko , bez rozważenia całości sprawy. Pani myślała tylko o tym aby wyjść z  podziału majątku bez długów i to jej się udało. Ale straciła na tym prawie 5.000.000 zł.

***************

MOJA  RADA

Zanim podejmiesz decyzję o sposobie podziału majątku, przemyśl wszystkie możliwe sytuacje i potencjalne następstwa podjętych przez Ciebie decyzji. Jeśli okaże się, że źle wybrałaś, to pamiętaj, że tego nie da się odwrócić. Nie zadręczaj się jednak tym, nie kombinuj jak by to zmienić, bo skończy się to tak jak w opisanej sprawie; stracisz nerwy, czas i pieniądze.

Jeśli natomiast naprawdę padłaś ofiarą podstępu, błędu, groźby lub działałaś w stanie wyłączającym świadome albo swobodne podjecie decyzji i wyrażenia woli możesz to wszystko „odkręcić”. Wprawdzie jest to długa i trudna droga ale jedynie skuteczna.

Nie wiem czy wiesz, że można zbyć (czyli sprzedać  bądź podarować) swój udział w spadku bez zgody pozostałych spadkobierców. Inaczej rzecz się przedstawia gdy rozporządzamy udziałem w przedmiocie należącym do spadku.

W sprawie o której chcę Ci opowiedzieć małżonkom przysługiwało lokatorskie prawo do lokalu, czyli po prostu mieli mieszkanie lokatorskie w spółdzielni mieszkaniowej. Takie mieszkanie nie może być przedmiotem obrotu – czyli nie można go sprzedać ani podarować, ani nawet odziedziczyć. Po śmierci najemców (lub głównego najemcy) można odziedziczyć wkład mieszkaniowy związany ze spółdzielczym lokatorskim prawem do lokalu. Nie oznacza to jednak, że rodzina nie ma praw do lokalu po śmierci członka spółdzielni. Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych daje im roszczenie o przyjęcie do spółdzielni i zawarcie umowy o ustanowienie lokatorskiego prawa do lokalu. Po śmierci członka spółdzielni o mieszkanie lokatorskie może starać się w pierwszej kolejności współmałżonek, a dopiero potem dzieci oraz inni bliscy mieszkający z nim w chwili jego śmierci.

W przedmiotowej sprawie najpierw zmarła matka. Spadek po niej na podstawie ustawy nabył mąż oraz  córka i dwóch synów po 1/4 części każde z nich.

W niedługim czasie po sprawie o stwierdzenie nabycia spadku, córka złożyła do spółdzielni mieszkaniowej pismo, w którym oświadczyła, że w drodze spadku po matce nabyła prawo do jej majątku w 1/4 części, które wyceniła na 2.633,46 zł. , a dotyczące wkładu mieszkaniowego, i że przenosi je na ojca. W imieniu ojca natomiast wysłała do swoich braci przekazy pocztowe, każdy na kwotę 2.633,46 zł. z informacją iż jest to spłata wkładu mieszkaniowego.

Możesz sobie wyobrazić zdziwienie i wściekłość braci na takie postępowanie siostry, w sytuacji gdy wiedzieli oni, że siostra wykorzystała ojca. Od śmierci matki ojciec regularnie nadużywał alkoholu; tak często był pijany i tak bardzo bezwolny, że bez problemu można go było do wszystkiego namówić. Bracia wprawdzie pieniądze przyjęli ale wcale nie potraktowali tej spłaty jako podziału spadku.

Jeden z braci postanowił wykorzystać „patent” siostry i najpierw sam złożył do spółdzielni mieszkaniowej oświadczenie, że w drodze spadku po matce nabył prawo do jej majątku w 1/4 części  i że przenosi je na swoją córkę – Magdę. Następnie namówił ojca, który również złożył takie oświadczenie do spółdzielni, że swój udział w spadku po żonie przenosi na wnuczkę Magdę.

Ponieważ w między czasie ojciec został częściowo ubezwłasnowolniony i jego opiekunem prawnym został ojciec Magdy, uzyskał on zezwolenie sądu na wystąpienie do spółdzielni mieszkaniowej o zezwolenie na przepisanie wkładu mieszkaniowego należącego do częściowo ubezwłasnowolnionego ojca – na wnuczkę Magdę.

W związku ze składaniem w spółdzielni mieszkaniowej oświadczeń o darowiznach części wkładu mieszkaniowego, żadne ze spadkobierców nie uzyskało zgód pozostałych spadkobierców na dokonywanie darowizn. A tego wymaga prawo, gdyż jak wcześniej zaznaczyłam taka czynność jest właśnie rozporządzeniem udziałem w przedmiocie należącym do spadku.

Zarówno córka (która przecież darowała swój udział w spadku na rzecz ojca) jak i wnuczka Magda złożyły do spółdzielni wnioski o przyjęcie ich w poczet członków. Żadna z nich nie została przyjęta, a spółdzielnia poinformowała je o konieczności rozstrzygnięcia tej kwestii przez sąd.

Dziesięć lat później zmarł ojciec i spadek po nim nabyły dzieci: córka i dwóch synów po 1/3 każde z nich.

W ten sposób spółdzielnia mieszkaniowa przymusiła spadkobierców do wniesienia sprawy o dział spadku .

W skład spadku po matce wchodzi udział w wysokości 1/2 w prawie do wkładu mieszkaniowego związanego ze spółdzielczym lokatorskim prawem do lokalu , który to wkład spadkobiercy na sprawie o podział spadku wycenili na 204.000 zł. (Tak więc 1/2 to 102.000 zł.)

W skład spadku po ojcu wchodzi udział 5/8 części w prawie do wkładu mieszkaniowego związanego ze spółdzielczym lokatorskim prawem do lokalu o wartości 127.500 zł.  (Udział 5/8 ojca wynika z faktu dziedziczenia po swojej żonie udziału wynoszącego 1/4 części.)

W niniejszej sprawie sąd dokonał działów spadków po zmarłej matce i ojcu i uznał za bezskuteczne czynności rozporządzające udziałami w przedmiocie należącym do spadku.  

Zgodnie z przepisem art. 1036 kc

spadkobierca może za zgodą pozostałych spadkobierców rozporządzić udziałem w przedmiocie należącym do spadku. W braku zgody któregokolwiek z pozostałych spadkobierców rozporządzenie jest bezskuteczne o tyle, o ile naruszałoby uprawnienia przysługujące temu spadkobiercy na podstawie przepisów o dziale spadku.

Rozporządzenie przez spadkobiercę udziałem w przedmiocie należącym do spadku – obejmuje wszelkie czynności prawne, zarówno odpłatne jak i nieodpłatne, prowadzące do wyzbycia się takiego udziału lub obciążenia go. Stanowi to istotną odmienność w zestawieniu z rozporządzeniem udziałem we współwłasności. Rozwiązanie takie jest niewątpliwie skutkiem przynależności poszczególnych przedmiotów do spadku, jako jednolitego kompleksu majątkowego, co przy nieograniczonym prawie współspadkobiercy do rozporządzania udziałem w każdym przedmiocie spadkowym mogłoby prowadzić do naruszenia praw pozostałych współspadkobierców.

Bezskuteczność rozporządzenia udziałem w przedmiocie należącym do spadku powoduje, że sąd orzekający o dziale spadku może traktować ten przedmiot tak, jakby udział w nim należał nadal do współspadkobiercy, jakby więc nie został zbyty.

W niniejszej sprawie bezspornym jest , że ani córka darując swój udział ojcu, ani ojciec darując swój udział wnuczce Magdzie ani brat darując swój udział córce Magdzie nie uzyskali zgody pozostałych współspadkobierców na dokonanie darowizn. A zatem nie doszło do żadnych przesunięć majątkowych, które byłyby skuteczne i zmieniały porządek dziedziczenia i miały wpływ na działy spadków.

W tej sytuacji, sąd merytoryczne rozstrzygnięcie ograniczył do działów spadków po matce i po ojcu. W toku postępowania siostra i bracia osiągnęli porozumienie i złożyli zgodny wniosek co do działów spadków. Taki zgodny wniosek działowy jest preferowanym przez ustawodawcę sposobem działu spadku. Jest on też co do zasady wiążący dla sądu, który w takiej sytuacji wyda postanowienie odpowiadające treści wniosku. Warunkiem jest by projekt podziału nie sprzeciwiał się prawu ani zasadom współżycia społecznego, ani też nie naruszał w sposób rażący interesu osób uprawnionych.

Ponieważ żadna z powyższych okoliczności nie zachodziła, dlatego sąd prawo do wkładu mieszkaniowego związanego ze spółdzielczym lokatorskim prawem do lokalu o wartości 204.000 zł. przyznał w całości na wyłączną własność córce. Wskutek dziedziczenia po rodzicach , rodzeństwu przysługiwały udziały po 1/3 wartości wkładu mieszkaniowego, a zatem udział każdego z nich wynosił 68.000 zł. Tak więc siostra została zobowiązana do spłaty swoich braci.

Jeżeli w sprawie działowej ustalone zostają spłaty lub dopłaty, sąd oznaczy termin i sposób ich uiszczenia, wysokość i termin uiszczenia odsetek, a w razie potrzeby także sposób ich zabezpieczenia.Trzeba pamiętać, że w przypadku rozłożenia dopłat i spłat na raty terminy ich uiszczenia nie mogą łącznie przekraczać lat 10. W wypadkach zasługujących na szczególne uwzględnienie sąd na wniosek dłużnika może odroczyć termin rat już wymagalnych. Chcę jednak zwrócić uwagę, że terminy spłat orzekane przez sąd są naprawdę krótkie. Sąd wychodzi bowiem  z założenia, że sprawy działowe trwają dość długo i jest to wystarczający czas aby zgromadzić niezbędne środki na spłaty. Odraczając spłatę np. na 6 miesięcy sąd wskazuje , iż okres ten wystarcza z kolei na uzyskanie kredytu bankowego.

W przedmiotowej sprawie sąd rozłożył zasądzone kwoty dla obydwu braci na raty:

  • pierwsze w kwotach po 35.000 zł. w terminie jednego miesiąca od uprawomocnienia się postanowienia;
  • drugie w kwotach po 33.000 zł. w terminie sześciu miesięcy od uprawomocnienia się postanowienia

Czy to rozstrzygnięcie pogodziło rodzeństwo, które przecież miało różne plany co do mieszkania, tego nie wiem. Myślę, że pogodzi ich jedynie terminowa spłata należności orzeczonych przez sąd. A z tym może być różnie.

W sprawie, o której chcę Ci opowiedzieć, majątkiem wspólnym małżonków był dom wolnostojący wraz z działką. Posłuchaj…

Po śmierci męża, pani Danuta wniosła sprawę o stwierdzenie nabycia spadku i na mocy postanowienia sądu nabyła wraz z synem spadek po 1/2 części.

Mając jednak problemy finansowe pożyczyła od swojej znajomej znaczną kwotę pieniędzy. Wszystko odbyło się lege artis, więc nie było problemów dowodowych. Problemem natomiast okazała się spłata pożyczki. Koleżanka wielokrotnie zwracała się do pani Danuty o zwrot przeterminowanego długu, ale bezskutecznie.Wniosła więc sprawę do sądu i oczywiście uzyskała korzystne dla siebie rozstrzygnięcie. Konsekwencją tego było wszczęcie przeciwko pani Danucie przez jej koleżankę postępowania egzekucyjnego w oparciu o wydany wyrok opatrzony klauzulą wykonalności.

Musisz wiedzieć, że taka sprawa nie jest prosta, bo przecież jak wcześniej nadmieniłam pani Danuta w wyniku spadkobrania nie stała się właścicielką całego majątku, tylko udziału po mężu w wysokości 1/2 części. Drugim udziałowcem był jej syn. W takiej sytuacji  należy w ramach tego postępowania złożyć wniosek o zajęcie przysługującego dłużnikowi  prawa do żądania działu spadku.  Co też koleżanka – wierzycielka zrobiła.  

Czym to skutkuje?

Ano tym, że dłużnik-spadkobierca nie może wnieść do sądu sprawy o dział spadku. W wyniku takiego zajęcia dłużnik nie będzie mógł skutecznie w stosunku do wierzyciela rozporządzić zajętym prawem ani prawami majątkowymi , które wskutek działu mu przypadną. Nie wiem czy wiesz , że swoim udziałem w spadku można rozporządzić (czyli np. sprzedać go ) bez zgody pozostałych spadkobierców. Tak więc gdyby nie zajęcie prawa do żądania działu spadku, pani Danuta mogłaby wykonać ruch, który by pozbawił jej koleżankę możliwości wyegzekwowania swoich pieniędzy. Bo sprzedając swój udział w spadku doprowadziłaby do tego , że nowy nabywca stałby się współwłaścicielem wspólnie z jej synem. I od nikogo w tej sytuacji nie można by egzekwować długo.

A tak, to właśnie koleżanka , która jest wierzycielem nabyła uprawnienie do żądania działu spadku.

Ale pojawił się pewien problem, który przeoczyła koleżanka-wierzycielka.

To ważne co teraz powiem, bo ten błąd zniweczył starania wierzycielki.

Mianowicie; w wypadku gdy w skład spadku wchodzi udział spadkodawcy w majątku objętym małżeńską wspólnością ustawową, do dokonania działu spadku niezbędne jest uprzednie albo jednoczesne z działem spadku , połączone w tym samym postępowaniu, przeprowadzenie podziału majątku wspólnego małżonków, chyba że w innym postępowaniu rozstrzygnięto tę kwestię.

Czyli, żeby przeprowadzić dział spadku, wcześniej trzeba przeprowadzić podział majątku.

W sprawie, którą opisuję wierzycielka – koleżanka pani Danuty zgłosiła taki wniosek, a mianowicie wystąpiła o dokonanie podziału majątku wspólnego pani Danuty i jej zmarłego męża oraz ustalenie, iż ich udziały w tym majątku wspólnym są równe.

W ocenie sądu nie wykazała jednak, że przysługuje jej uprawnienie do wystąpienia z takim wnioskiem albowiem nie udowodniła, iż dokonała zajęcia tego prawa.

Mówiąc po prostu; wierzycielka chcąc dokonać podziału spadku po mężu pani Danuty by móc wyegzekwować swoje roszczenie z udziału należącego do pani Danuty powinna:

  1. uzyskać zajęcie przysługującego pani Danucie prawa do żądania działu spadku po mężu (to zrobiła)
  2. uzyskać zajęcie przysługującego pani Danucie prawa do żądania podziału majątku wspólnego spadkodawcy i pani Danuty (tego nie zrobiła).

Podział majątku jest ważny, bo w tej sprawie sąd ustala czy udziały małżonków w majątku wspólnym są równe.Dopóki nie zostanie więc przesądzone jakie są ostatecznie udziały spadkodawcy i jego małżonka w majątku wspólnym, dopóty nie jest możliwe ustalenie przez sąd spadku składu i wartości spadku. (To sąd musi zrobić z urzędu).

Ponieważ wierzycielka nie uzyskała prawa do żądania podziału majątku – bo z takim wnioskiem nie występowała, sąd oddalił wniosek o podział majątku wspólnego oraz dział spadku. Czyli wierzycielka przegrała sprawę.

Wiem, że taki błąd bardzo boli, tym bardziej że nie zawsze potrafimy spojrzeć na problem tak szeroko. Łatwo z perspektywy, mając ogląd na całą sprawę oceniać, ale będąc w środku nie zawsze wszystko jest tak oczywiste.

Moim zdaniem ta sprawa nie jest jednak do końca przegrana. Wierzycielka powinna wystąpić o zajęcie prawa do żądania podziału majątku wspólnego spadkodawcy i pani Danuty i ponownie wystąpić ze sprawą o podział majątku i dział spadku.

***********************

PAMIĘTAJ:

Mając taką sytuację jak opisana wyżej, musisz w postępowaniu egzekucyjnym wystąpić o zajęcie 2 praw:

  • prawa do żądania działu spadku, i
  • prawa do żądania podziału majątku.

Podział gospodarstwa rolnego

Maryla Kuna - adwokat15 sierpnia 2017Komentarze (0)

Dzisiejszy wpis będzie o dwóch braciach, którym rodzice darowali gospodarstwo rolne. Rodzice zwykle chcą dobrze, chcą sprawiedliwie, tak by po ich śmierci nie było konfliktów. Ale kiedy zostaje się współwłaścicielem konflikty są wpisane w życie. Tak też było i w tym wypadku. Posłuchaj …

Dopóki żyli rodzice wszystko funkcjonowało poprawnie, za wyjątkiem może relacji „damsko-męskich”. Gospodarstwo miało prawie 26,5 ha, więc było co robić. Trochę brakowało czasu na nawiązywanie znajomości i poszukiwania partnerki życiowej. Ojciec trzymał wszystko mocną ręką, więc synowie się nie sprzeciwiali. Dopiero po śmierci rodziców starszy syn znalazł swoją „drugą połówkę”. Jeszcze przez kilka lat bracia wspólnie prowadzili gospodarstwo, ale i młodszy w końcu się ożenił. Wybór wdowy z pięciorgiem małoletnich dzieci na towarzyszkę życia nie jawi się jako wymarzony, ale każdemu co innego w duszy gra. Był to rok 1999 kiedy młodszy brat wyprowadził się do żony i jej dzieci. Od tego czasu już nie pomagał w rodzinnym gospodarstwie. Mieszkał w odległości 30 km i po prostu związał się z gospodarstwem żony.

Minęło 7 lat i młodszy brat postanowił zmienić sytuację prawną gospodarstwa. Wniósł sprawę o zniesienie współwłasności gospodarstwa rolnego. Chyba podyktowane to było nie najlepszymi relacjami z żoną i jej dziećmi. Postanowił więc wrócić do gospodarstwa, spłacić brata i samemu gospodarzyć. Ostatecznie brał pod uwagę podział gospodarstwa na dwa mniejsze (w końcu to 26,5 ha), pobudowanie się i rozpoczęcie nowego życia.Do rozliczenia zgłosił kwotę 56.689 zł. z tytułu wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z gospodarstwa rolnego przez jego brata w zakresie przekraczającym jego udział  przez okres 7 lat oraz kwotę 42.165,72 zł. z tytułu dopłat unijnych jakie pobrał brat.

Starszy brat natomiast nie chciał podziału gospodarstwa, chciał spłacić brata z połowy gospodarstwa, nie godził się ze zwrotem połowy dopłat unijnych. Sam natomiast zgłosił roszczenie o zwrot połowy wartości nakładów jakie poniósł na majątek wspólny w kwocie 29.000 zł.  Na kwotę te składał się koszt remontu budynku mieszkalnego i wrót do stodoły.

Rozstrzygając niniejszą sprawę sąd musiał najpierw ustalić wartość gospodarstwa rolnego, gdyż to musi zrobić z urzędu. Następnie zastanowić się w jaki sposób zniesie współwłasność (która opcja zwycięży; czy podziału na pół, czy spłata), na koniec rozważyć zasadność i wysokość roszczeń związanych ze współwłasnością (a więc wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z  gospodarstwa w zakresie przekraczającym udział uczestnika [starszego brata], dopłat unijnych i nakładów na remont domu i wrót do stodoły).

Rozważając każdą z opcji na wniosek stron, sąd musi mieć pełne dane do wydania rozstrzygnięcia. Dlatego też musi przeprowadzić wszystkie dowody (zgłoszone przez strony), które na koniec mogą okazać się nieprzydatne do rozstrzygnięcia, ale tego sąd na początku nie wie. Specjalnie zwróciłam Ci uwagę , że wnioski dowodowe muszą zgłaszać strony, bo tylko w pewnych sytuacjach  sąd dopuszcza dowody z urzędu.

Tak więc w tej sprawie sąd musiał przeprowadzić dowody z opinii następujących biegłych:

  • biegłego rolnika – na okoliczność czy podział gospodarstwa rolnego jest zgodny z zasadami prawidłowej gospodarki
  • biegłego rzeczoznawcy – na okoliczność ustalenia wartości gospodarstwa rolnego (ziemi, budynków, maszyn, inwentarza)
  • biegłego geodety, który zaprojektował podział nieruchomości
  • biegłego rzeczoznawcy, który wyszacował poszczególne działki
  • ten sam biegły oceniał również nakłady starszego brata poczynione na remont domu i wrót do stodoły
  • biegłego  rzeczoznawcy  celem dokładnego wyliczenia wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z gospodarstwa

Jak już sąd miał wszystkie opinie biegłych, przesłuchał świadków, to wydał postanowienie.

Orzekł w nim, że wszystkie wchodzące w skład gospodarstwa nieruchomości o łącznej powierzchni 26,34 ha przyznał na rzecz starszego brata. Zasądził od starszego brata na rzecz młodszego dopłatę w wysokości 401.766, 50 zł. rozkładając płatność na dwa lata. Sąd oddalił roszczenie młodszego brata z tytułu wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z gospodarstwa w zakresie przekraczającym udział starszego brata oraz roszczenie z tytułu pożytków  rozumianych jako dopłaty bezpośrednie do produkcji rolnej. Sąd uwzględnił natomiast roszczenie starszego brata z tytułu nakładów poniesionych na nieruchomości i zasądził od młodszego brata na rzecz starszego  kwotę 14.504 zł. stanowiącą połowę poniesionych nakładów.

Opowiem Ci czym się sąd kierował wydając takie orzeczenie.

Otóż, w pierwszym rzędzie trzeba zdać sobie sprawę z tego, że zniesienie współwłasności gospodarstwa rolnego, to szczególne zniesienie, bo inne zasady obowiązują przy zniesienie przez sąd a inne w przypadku zniesienie współwłasności u notariusza. Sąd musi badać czy podział gospodarstwa między współwłaścicieli nie byłby sprzeczny z zasadami prawidłowej gospodarki. W tym celu wywołuje opinię biegłego rolnika. W przedmiotowej sprawie biegły wypowiedział się, że taki podział byłby sprzeczny z zasadami prawidłowej gospodarki. Pomniejszenie gospodarstwa wg biegłego skazuje je na wegetację.

A więc pierwszą kwestię sąd rozstrzygnął. Uznał, że skoro gospodarstwa nie można podzielić, to trzeba je przyznać jednej osobie, tylko komu? Rozważył sytuację rodzinną i majątkową obydwu braci i uznał, że starszy brat daje zarówno lepszą gwarancję prawidłowego gospodarowania jak również większą gwarancję terminowej spłaty z gospodarstwa (w końcu chodziło o kwotę prawie 402.000 zł.)  Stąd rozstrzygnięcie o spłatach.

Odnośnie wniosku młodszego brata o zapłatę wynagrodzenia przez uczestnika (starszego brata) z tytułu bezumownego korzystania przez niego z całości gospodarstwa przez okres 7 lat, sąd stanął na stanowisku , że jest to roszczenie niezasadne. O takie wynagrodzenie może wystąpić osoba pozbawiona możliwości korzystania z gospodarstwa. W przedmiotowej sprawie taka sytuacja nie miała miejsca; młodszy brat dobrowolnie wyprowadził się do żony. Od tego czasu nigdy nie żądał dopuszczenia go do współposiadania przedmiotowego gospodarstwa, tak więc miał możliwość  korzystania z niego tylko tego nie robił. Tak więc żadne pieniądze mu się nie należą.

Podobnie sąd oddalił roszczenie młodszego brata o wypłacenie połowy wartości dopłat unijnych jakie przez te lata pobierał wyłącznie starszy brat. W pierwszym rzędzie sąd zwrócił uwagę, że dopłaty te nie są ani pożytkami prawa ani pożytkami naturalnymi, przyjął że mają naturę administracyjną. Sąd przytaczając różne ustawy wyprowadził wniosek, że przyznanie płatności unijnych jest ściśle powiązane z osobą producenta rolnego  i ukierunkowane na konkretny cel , tak więc nie ma podstaw do podziału tych środków. Służą one wyrównaniu konkurencyjności producentów rolnych na obszarze Unii Europejskiej . Niezależnie od tego wskazał, że płatności unijne są należnością o charakterze administracyjnoprawnym , a nie cywilnoprawnym więc nie powinny być rozliczane w tym postępowaniu.

Sąd uznał za usprawiedliwione żądanie starszego brata o zwrot połowy wartości nakładów jakie poczynił on na remont domu i wrota do stodoły, stąd zasądził kwotę 14.504 zł.

Jak się domyślasz tym rozstrzygnięciem poczuł się skrzywdzony młodszy brat, więc złożył apelację.Niestety sąd okręgowy utrzymał w całości rozstrzygnięcie sądu rejonowego podzielając wszystkie jego argumenty.

Młodszy brat wychodząc z sądu stwierdził, że nie ma sprawiedliwości. A Ty co o tym sądzisz ?