Wiesz, kiedy przychodzi do mnie człowiek i mówi, że musi dokonać działu spadku po zmarłym współmałżonku, bo dzieci domagają się spłat, to jest mi zawsze bardzo przykro. Nietrudno wczuć się w położenie tego najczęściej starego człowieka, który zamiast dożyć spokojnej starości, musi martwić się jak stawić czoła takiej sytuacji. Młody człowiek nie zastanawia się, jakie to jest ogromne wyzwanie dla jego rodzica, skąd weźmie pieniądze na spłatę, a co się stanie jeśli tych pieniędzy nie zdobędzie? W wieku 70 lat samo życie dla wielu osób jest wyzwaniem, a co dopiero mierzenie się z takimi sprawami!

Więc jeśli to możliwe, nie dręczmy naszych rodziców podziałami, spłatami, kredytami. Pozwólmy im w spokoju dopełnić życia. A potem…. ruszymy do boju po spadek.

To tyle, jeśli chodzi o refleksję nad życiem starych ludzi.

I a propos działu spadku – oczywiście prawdziwa historia.

Pani Grażyna miała już dość żądań swojego najstarszego syna o podział spadku po zmarłym ojcu i wniosła sprawę o dział spadku. Dzieci było pięcioro, ale tylko Stanisław domagał się „swojego”.

W skład spadku wchodziło gospodarstwo rolne, które odziedziczyła pani Grażyna jako żona w udziale 5/20 części oraz dzieci – każde po 3/20 części.

W skład tego gospodarstwa wchodziła między innymi działka nr 351 zabudowana budynkiem mieszkalnym, budynkiem gospodarczym, garażem murowanym i drewnianym oraz szklarnią. Działka wraz zabudowaniami stanowiła współwłasność pani Grażyny i jej zmarłego męża, tak więc dziedziczenie dotyczyło tylko udziału 1/2  po zmarłym.

Budynek mieszkalny był budynkiem jednorodzinnym, trójkondygnacyjnym z mieszkalną sutereną, w którym pomieszczenia na piętrze zajmował Stanisław z rodziną, pomieszczenia na parterze zajmowała pani Grażyna wraz z dwoma synami, a pomieszczenia w suterenie zajmowała córka Marianna.

Już w odpowiedzi na wniosek Stanisław zażądał ustanowienia odrębnej własności lokali w budynku mieszkalnym. We wpisie pt. Wyodrębnienie własności lokali jako forma zniesienia współwłasności pisałam, że w budynku jednorodzinnym można wyodrębnić własność tylko dwóch lokali, choćby nawet warunki pozwalały na wyodrębnienie większej ilości. Ponieważ w przedmiotowej sprawie Sąd Rejonowy uznał za usprawiedliwione, co do zasady żądanie Stanisława o ustanowienie odrębnej własności lokali, wydał postanowienie wstępne w którym upoważnił go do wykonania – tymczasowo na jego koszt niezbędnych robót adaptacyjnych, szczegółowo określonych w postanowieniu  oraz opinii pisemnej biegłego rzeczoznawcy majątkowego, tak by wyodrębnienie tych lokali było możliwe. Jako alternatywny wniosek, Stanisław proponował przyznanie jemu całości majątku ze spłatą na rzecz pozostałych spadkobierców.

Ponieważ była to sprawa o zniesienie współwłasności i dział spadku, tak więc jeśli Sąd przychyliłby się do żądania Stanisława mógłby on doprowadzić (w pewnej perspektywie czasowej) do pozbycia się całej swojej rodziny z gospodarstwa, które było przecież dorobkiem życia jego rodziców. Czy to byłoby sprawiedliwe ?

Przepisy o zniesieniu współwłasności gospodarstwa rolnego wskazują, że najpierw Sąd rozważa podział fizyczny gospodarstwa między współwłaścicieli. Ale niestety orzecznictwo w tej kwestii nie jest jednolite i nigdy nie wiadomo czy podział fizyczny w danych okolicznościach będzie uznany za zgodny z zasadami prawidłowej gospodarki rolnej czy uznany zostanie za sprzeczny z takimi zasadami. W konsekwencji może nie dojść do takiego podziału. Dalszym kryterium jest prowadzenie gospodarstwa rolnego albo stałej w nim pracy przez osobę ubiegającą się o przyznanie jej gospodarstwa rolnego. Tak naprawdę w sprawie, o której pisz , to Stanisław prowadził spadkowe gospodarstwo z uwagi na wiek matki, ale ona w dalszym ciągu w nim pracowała. Tak więc byłaby jakaś szansa.

Tak czy siak, Sąd Rejonowy w pierwszym rzędzie skłonił się do wyodrębnienia własności lokali. Uzasadnił to pierwszeństwem podziału fizycznego rzeczy wspólnej, a za taki podział rozumiane jest wyodrębnienie własności lokali. Stwierdził, że taki podział przez wyodrębnienie własności dwóch lokali jest możliwy i uzasadniony potrzebami mieszkaniowymi Stanisława i jego 6-osobowej rodziny oraz pozostałych uczestników postępowania. Sąd wziął również pod uwagę niewielkie możliwości finansowe stron co miałoby ogromne znaczenie w razie ewentualnych spłat i dopłat.

Pani Grażyna poczuła się zagrożona tym wstępnym rozstrzygnięciem Sądu i wniosła apelację.

Sąd Okręgowy podzielił jej zarzuty i zmienił zaskarżone postanowienie, oddalając wniosek o ustanowienie odrębnej własności lokali.

Rodzina odetchnęła z ulgą.

Sąd Okręgowy wskazał, że przeciwko dokonanemu przez Sąd I instancji podziałowi przemawia bardzo mały udział uczestnika – Stanisława w dzielonej działce i zabudowaniach mieszkalnych, wynoszący jedynie 5%, podczas gdy udział wnioskodawczyni wynosi 75%. Ta dysproporcja nie pozwalała zdaniem Sądu Okręgowego na podział przez wydzielenie dwóch odrębnych lokali mieszkalnych. Sąd drugiej instancji uznał również, iż Sąd Rejonowy nie rozważył możliwości dokonania przez Stanisława nakładów na wyodrębnienie lokali ani możliwości dokonania przez niego spłat, jak również tego, że w razie przyznania całej nieruchomości wnioskodawczyni będzie ona musiała spłacić tylko uczestnika, a więc jedynie 5% wartości i pomogą jej w tym pozostali uczestnicy , którzy zrzekli się spłat. Natomiast w razie podziału uczestnik-Stanisław nie będzie w stanie dokonać spłaty, gdyż jego sytuacja majątkowa nie daje takiej rękojmi, skoro wielokrotnie żądał przed Sądem zwolnienia od kosztów sądowych .

Sąd Okręgowy zarzucił również Sądowi I instancji, że dopuszczalność wyodrębnienia dwóch lokali przyjął w oparciu o opinię biegłego do spraw wyceny nieruchomości, który nie ma wiadomości specjalnych w tym zakresie, a oceny takiej dokonać można wyłącznie w oparciu o opinię biegłego z zakresu budownictwa i architektury. Zdaniem Sądu Okręgowego, Sad Rejonowy nie wyjaśnił również w sposób dostateczny potrzeb mieszkaniowych Stanisława, co było konieczne przy przyjęciu, że właśnie potrzeby mieszkaniowe jego i jego rodziny uzasadniają podział. Ustalenie, że nie posiada on innych możliwości mieszkaniowych nie zostało skonfrontowane z zarzutami wnioskodawczyni i pozostałych uczestników oraz wypisami z ksiąg wieczystych  z których wynika, iż w toku postępowania żona Stanisława podarowała ich synowi nieruchomość w miejscowości T, a więc rodzina Stanisława może tam zamieszkać. Przeciwko podziałowi przemawiał też zdaniem Sądu Okręgowego konflikt panujący w rodzinie stron.

Brzmi rozsądnie – nie uważasz ? Ale niestety niezgodnie z prawem!

Dura lex sed lex- twarde prawo ale prawo

Od powyższego postanowienia skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego wniósł Stanisław.

A Sąd Najwyższy „przejechał się” po Sądzie Okręgowym i uchylił jego postanowienie, w którym oddalił on wniosek o ustanowienie odrębnej własności lokali. Sąd Najwyższy przekazał sprawę Sądowi Okręgowemu do ponownego rozpoznania.

Sąd Najwyższy stwierdził, że podział fizyczny rzeczy jest podstawowym sposobem, zniesienia współwłasności, wyraźnie preferowanym przez ustawodawcę. Dlatego przy zniesieniu współwłasności Sąd powinien brać pod uwagę przede wszystkim ten sposób wyjścia ze współwłasności, chyba  że współwłaściciele zgodnie żądają przyznania rzeczy jednemu z nich, bądź sprzedaży rzeczy.

Podziałem rzeczy jest również ustanowienie odrębnej własności lokali, a warunkiem jego dopuszczalności jest samodzielność lokali powstałych w wyniku podziału. Odmowa zniesienia współwłasności przez podział rzeczy , w tym przez ustanowienie odrębnej własności lokali może mieć miejsce jedynie WYJĄTKOWO i tylko w razie wystąpienia okoliczności określonych w art. 211 k.c.

Art. 211 k.c. stanowi:

Każdy ze współwłaścicieli może żądać, ażeby zniesienie współwłasności nastąpiło przez podział rzeczy wspólnej, chyba że podział byłby sprzeczny z przepisami ustawy lub ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem rzeczy albo, że pociągałby za sobą istotną zmianę rzeczy lub znaczne zmniejszenie jej wartości.

Czyli – gdy choć jeden z uczestników żąda podziału fizycznego rzeczy, w tym wypadku poprzez wyodrębnienie własności lokali, to Sąd musi taki fizyczny podział przeprowadzić, o ile nie jest on sprzeczny z przepisami ustawy lub ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem rzeczy, albo może pociągać za sobą istotną zmianę rzeczy lub znaczne zmniejszenie jej wartości.

Tak więc niestety, ponieważ Stanisław zgłosił żądanie ustanowienia odrębnej własności lokali, to o ile nie będzie przeciwwskazań, Sąd takiego podziału musi dokonać. I nie ważne, że Stanisław ma tylko 5%  udziału w dzielonej działce a wnioskodawczyni ma 75%, ani to że strony są w konflikcie. Skoro przepis ustawy daje pierwszeństwo podziałowi fizycznemu, to Sąd musi się do tego przepisu zastosować.

Tak więc widzisz , nawet współczujący Sąd nie może nagiąć prawa.

Sąd Najwyższy w uzasadnieniu stwierdził, że sprzeczne ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem domu, w którym dwie rodziny zaspokajają potrzeby mieszkaniowe i możliwe jest wyodrębnienie lokali, byłoby przyznanie domu jednemu ze współwłaścicieli i pozbawienie drugiego mieszkania, w którym mieszkał. Nawet okoliczność, że współwłaściciel jest posiadaczem mieszkania zaspokajającego obecnie jego potrzeby mieszkaniowe sama przez się nie uzasadnia odmowy ustanowienia przez Sąd odrębnej własności lokali. Podobnie nie mogą usprawiedliwiać odmowy ustanowienia odrębnej własności lokali same tylko konfliktowe stosunki między współwłaścicielami.

Tak więc niewątpliwie Stanisław dopnie swego , najprawdopodobniej otrzyma kondygnację w domu i wiele na to wskazuje , że i całe gospodarstwo. Ale czy zdoła spłacić swoją matkę i rodzeństwo ?

Czas pokaże.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o wpływ separacji faktycznej na podział majątku byłych małżonków, trafiłam na orzeczenie Sądu o którym nie mogę przestać myśleć. Z pewną skruchą muszę przyznać, że nie sfera rozważań prawnych Sądu tak mnie wciągnęła a po prostu stan faktyczny sprawy. To jest historia o kochaniu „za bardzo” i skutkach takiego uczucia dla obu stron. Zaraz Ci o tym opowiem.

Najpierw jednak o wpływie separacji faktycznej  na późniejszy podział majątku.

Nie mam dobrych wiadomości dla tych, którzy uważają , że skoro kilka lat żyją w rozłączeniu, to wszystko co kupią w takim okresie za własne, zarobione pieniądze – jest ich. Niestety nadal jest wspólne. Podobnie jak i zgromadzone środki finansowe. Jedynym ratunkiem, aby podczas podziału majątku Sąd nie podzielił tych składników po równo dla obojga małżonków  jest próba ustalenia nierównych udziałów w majątku wspólnym.

O ustaleniu nierównych udziałów w majątku wspólnym pisałam już wcześniej w poście pt. Nierówne udziały w majątku wspólnym czyli jak może zaskoczyć Cię sąd.

Celowo użyłam określenia „próba” , gdyż sam fakt separacji faktycznej i nabywania w tym czasie dóbr z zamiarem by weszły one do majątku osobistego nie jest wystarczającym powodem orzeczenia o nierównych udziałach. Ale innego wyjścia nie ma, więc trzeba próbować.

A teraz o sprawie – zacytuję Ci obszerny (trochę przez mnie zmieniony) fragment uzasadnienia Sądu, który obrazuje czym są „ważne powody” usprawiedliwiające wystąpienie z wnioskiem o ustalenie nierównych udziałów w majątku wspólnym. Zawsze miałam z tym problem. Po przeczytaniu tego uzasadnienia już nie mam. Na potrzeby niniejszego wpisu zmieniam również imiona stron postępowania.

Małżonkowie – pan Edward i pani Anna, rozwiedli się po 29 latach pożycia.

Pan Edward pracował w policji. Od początku miał problemy z alkoholem, który spożywał na służbie. Był za to karany dyscyplinarnie. Pan Edward pracę w policji rozpoczął od komisariatu policji w miejscowości A.  Potem dostał mieszkanie w miejscowości B., do którego przeprowadził się z rodziną. Stamtąd został dyscyplinarnie przeniesiony do C., a następnie do D. , do którego dojeżdżał 50-60 km . Podjął wtedy naukę w liceum wieczorowym , którego nie ukończył.  W siedem lat po ślubie małżonkowie przeprowadzili się do kolejnej miejscowości . Namówił ich do tego brat wnioskodawczyni , który chciał by siostra mieszkała bliżej rodziny.

Pan Edward awansował na komendanta komisariatu policji i skończył kurs aspirancki. Niedługo potem miał miejsce incydent, podczas którego nieznani sprawcy próbowali odebrać panu Edwardowi samochód. Wnioskodawca (czyli pan Edward) był wtedy w mundurze i użył broni służbowej wobec napastników. Pojechał na komisariat policji zgłosić zdarzenie. Postawiono mu zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. Został zatrzymany. Wszczęto przeciwko niemu postępowanie dyscyplinarne, które zostało umorzone.

Pan Edward przez rok przebywał na zwolnieniu lekarskim z powodu depresji. Stracił posadę komendanta i został przeniesiony do kolejnej miejscowości. Dojeżdżał codziennie do pracy do czasu aż razem z kolegą wyłudzili od pokrzywdzonego nagrodę za ujęcie sprawców włamania. Pan Edward został za to prawomocnie  skazany na karę grzywny . Przez 3 miesiące przebywał w areszcie  śledczym. Otrzymywał 50% wynagrodzenia, które wpływało na wspólny rachunek małżonków. Po zakończeniu postępowania karnego, przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Na emeryturze dorabiał rozwożąc gaz.

Pan Edward nie był dobrym mężem; od początku oszukiwał swoją żonę  Annę. Częste nieobecności w domu tłumaczył służbą, podczas gdy faktycznie spotykał się z kolegami lub kobietami. Wielokrotnie zdradzał wnioskodawczynię . Z jednego ze związków pozamałżeńskich , urodziło mu się dziecko, na którego utrzymanie łożył przez 25 lat. Uczestniczka postępowania o córce wnioskodawcy dowiedziała się przypadkowo, kiedy znalazła korespondencję z Sądu. Chciała odejść od męża ale ostatecznie wybaczyła mu ze względu na ich wspólne dziecko oraz obietnice poprawy.

Wnioskodawca nie zmienił się jednak. Z pracy wracał pod wpływem alkoholu i nadal spotykał się z innymi kobietami. Kiedy uczestniczka postępowania była w sanatorium przyprowadził do ich wspólnego mieszkania kobietę. Ojciec uczestniczki postępowania zastał ich w niedwuznacznej sytuacji. Pani Anna nie odeszła od niego. Kochała męża; wybaczała mu wszystko. Bardzo przeżywała jego problemy w pracy, które odbijały się szerokim echem w miejscowości w której mieszkali. Pani Anna korzystała z pomocy psychologicznej. Kiedy wnioskodawca przebywał w areszcie śledczym pani Anna bardzo martwiła się o niego, gdyż pisał w listach, że chce odebrać sobie życie. Uczestniczka wynajęła mu obrońcę i wielokrotnie odwiedzała w areszcie zawożąc niezbędne rzeczy. Gdy wszystko się zakończyło, małżonkowie odnowili przysięgę małżeńską.

W krótkim czas po tym pani Anna  zauważyła brokat na twarzy męża i zapytał skąd on się tam wziął. Wnioskodawca przyznał się, że od 5 lat spotyka się z inną kobieta i ona spodziewa się z nim dziecka (!!). Od razu oznajmił, że  chce odejść i ułożyć sobie życie na nowo. Pani Anna była w szoku, starała się  zatrzymać męża, prosiła by jej nie zostawiał. W kilka dni później pan Edward wyprowadził się z mieszkania. Zabrał rzeczy osobiste i samochód. Więcej się nie pokazał. Pani Anna liczyła , że wnioskodawca do niej wróci, nie mogła pogodzić się z rozpadem małżeństwa. Była gotowa mu wszystko wybaczyć. Załamała się, korzystała z pomocy psychiatrycznej. W trzy tygodnie później pan Edward złożył pozew o ustanowienie rozdzielności majątkowej , a po kolejnych kilu miesiącach pozew o rozwód.

I co Ty na to?

Dla mnie szok!!! To co mnie najbardziej zbulwersowało, to odnowienie przysięgi małżeńskiej w sytuacji permanentnej zdrady  (i kolejnego pozamałżeńskiego  „dziecka w drodze „). Nie mogę pojąć takiej relacji. Bez wątpienia to był toksyczny i wyniszczający związek.  Zastanawiam się , co musiałoby się stać, żeby ta kobieta przestała go kochać?  A może tak kochać potrafią tylko niektórzy. I mówię to bez sarkazmu.

Już Julian Tuwim w 1933 r. napisał , a Hanka Ordonówna zaśpiewała:

Miłość ci wszystko wybaczy

Smutek zamieni ci w śmiech

Miłość tak pięknie tłumaczy

Zdradę i kłamstwo i grzech……..      

Czyż to nie małżeństwo pani Anny ?

Tak czy siak, pana Edwarda mało interesowały uczucia żony i wnosząc sprawę o podział majątku dorobkowego miał nadzieję, na „sprawiedliwy podział”. A tu niespodzianka: w odpowiedzi na wniosek, pełnomocnik reprezentujący panią Annę wniósł o ustalenie nierównych udziałów w majątku wspólnym w proporcji  30% dla wnioskodawcy, a 70% dla uczestniczki. Muszę przyznać, że pan mecenas bardzo przytomnie się zachował, bo taki wniosek w tamtym momencie nie wydawał się wcale taki oczywisty. Ale się udało i orzeczenie o ustaleniu nierównych udziałów utrzymał w mocy również Sąd Okręgowy.

Dlatego mówię, że się udało, ponieważ w orzeczeniach Sądów spotykam się ze stanowiskiem, które w skrócie można streścić w ten sposób, że Sąd przyjmuje, że późniejsze naganne zachowanie współmałżonka, nie ma wpływu na ustalenie nierównych udziałów, gdyż wtedy kiedy majątek był tworzony (zwykle w pierwszych latach małżeństwa), to obydwoje małżonkowie pracowali, a więc nie ma podstaw do ustalania nierównych udziałów. A w późniejszym czasie już nic nie kupowali wspólnie. Sądy zdają się nie zauważać tego, że małżonkowie w późniejszym czasie dlatego nie pomnażają majątku, bo jedno z nich  zarobione przez siebie pieniądze wydaje tylko na siebie. A to też jest powód ustalenia nierównych udziałów w majątku wspólnym.

W tej sprawie było inaczej.

Sąd przytoczył art. 43 par. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (k.r.o.) z którego wynika, że udziały małżonków w majątku wspólnym są równe. Wyjątek od tej podstawowej reguły ustawodawca przewidział w art. 43 par. 2 k.r.o. Z treści tego przepisu wynika, że z ważnych powodów każdy z małżonków może żądać, ażeby ustalenie udziałów w majątku wspólnym nastąpiło z uwzględnieniem stopnia, w którym każdy z nich przyczynił się do powstania tego majątku. Przy ocenie, w jakim stopniu każdy z małżonków przyczynił się do powstania majątku wspólnego, uwzględnia się także nakład osobistej pracy przy wychowaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym. W świetle przywołanego przepisu ustalenie nierównych udziałów w majątku wspólnym dopuszczalne jest jedynie w razie łącznego wystąpienia dwóch przesłanek, a mianowicie :

  1. istnienia ważnych powodów oraz
  2. różnego stopnia przyczynienia się każdego z małżonków do powstania majątku wspólnego.

Przesłanki te pozostają do siebie  w takim wzajemnym stosunku, że żadne „ważne powody” nie stanowią podstawy takiego orzeczenia, jeżeli stopień przyczynienia się małżonków do powstania majątku wspólnego jest równy, a jednocześnie – nawet różny stopień przyczynienia się małżonków do powstania tego majątku nie stanowi podstawy ustalenia nierównych udziałów, jeżeli nie przemawiają za tym „ważne powody”.

Jak wskazuje się w orzecznictwie ” ważne powody” dotyczą oceny zachowania małżonka i spowodowanych przez niego takich stanów rzeczy, które stanowią przyczynę niższej wartości majątku wspólnego niż ta, która wystąpiłaby, gdyby postępował właściwie. Chodzi tutaj przede wszystkim o nieprawidłowe, rażące lub uporczywe nieprzyczynianie się do zwiększenia majątku wspólnego, pomimo posiadanych możliwości zdrowotnych i zarobkowych.

Za ważne uznane mogą być tylko takie powody, których doniosłość wynika z zasad współżycia społecznego. Przy ocenie istnienia ważnych powodów należy mieć na uwadze całokształt postępowania małżonków w czasie trwania wspólności majątkowej w zakresie wykonywania ciążących na nich obowiązków względem rodziny. Wprawdzie wina w rozpadzie związku małżeńskiego nie została objęta hipotezą omawianej regulacji, niemniej w orzecznictwie wyrażono słuszny pogląd, iż wina małżonka jest elementem, który powinien być brany pod uwagę przy ocenie, czy za ustaleniem nierównych udziałów  przemawiają „ważne powody” analizowane z punktu widzenia zasad współżycia społecznego.

Natomiast pod pojęciem „przyczynienia się” małżonków do powstania majątku wspólnego, należy rozumieć nie tylko działania małżonków prowadzące bezpośrednio do powiększenia substancji majątku wspólnego, ale całokształt ich starań o założoną przez zawarcie małżeństwa rodzinę i zaspokojenie jej potrzeb. O stopniu tego przyczynienia się nie decyduje wyłącznie wysokość zarobków lub innych dochodów osiąganych przez małżonków, lecz także i to, jaki użytek czynią oni z tych dochodów, czy gospodarują nimi należycie i nie trwonią ich lekkomyślnie. Określając stopień przyczynienia należy także uwzględnić nakład pracy przy wychowaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym.

Przekładając te teoretyczne rozważania na grunt niniejszej sprawy, Sąd stwierdził, że postawa jaką prezentował wnioskodawca w czasie trwania małżeństwa stron, była rażąco nieprawidłowa, a zarazem spowodowała pomniejszenie majątku wypracowanego przez małżonków. Sąd Okręgowy zwrócił uwagę przede wszystkim na okoliczność, że wnioskodawca przez 25 lat trwania związku małżeńskiego stron płacił alimenty na swoje dziecko ze związku pozamałżeńskiego, prowadził „podwójne życie” oszukując i zdradzając swoją żonę, pozostając w związkach nieformalnych  z innymi kobietami, a przez okres ostatnich pięciu lat pomagał finansowo swojej obecnej żonie i jej dzieciom.

Wobec tego zdaniem Sądu w tej konkretnej sprawie zaistniały „ważne powody”w rozumieniu art. 43 par. 2 k.r.o. Sąd Okręgowy uwzględnił również okoliczności związane z przebiegiem pracy zawodowej wnioskodawcy, a mianowicie zaniedbywanie obowiązków służbowych  przez co wielokrotnie był karany dyscyplinarnie i przenoszony w inne miejsca służbowe. Ponadto Sąd przypomniał zawieszenie wnioskodawcy w czynnościach służbowych w trakcie trwania postępowania karnego i otrzymywanie w związku z tym 50% uposażenia. Rodzina wnioskodawcy poniosła wydatki na koszty postępowania karnego oraz na zapłacenie za niego kary grzywny. Doprowadziło to w konsekwencji do przejścia wnioskodawcy na wcześniejszą emeryturę. Zdaniem Sądu przebieg pracy zawodowej wnioskodawcy niewątpliwie potwierdza, że nie wykorzystywał on w pełni swoich możliwości zarobkowych, pozbawił się bowiem możliwości awansu i tym samym zwiększenia swoich dochodów. W konsekwencji nie przyczyniał się do powstania majątku dorobkowego małżonków w należyty sposób, stosownie do swoich możliwości zarobkowych.

Uważam, że to bardzo sprawiedliwe i wyważone orzeczenie.

Innego zdania był wnioskodawca, który zaskarżył postanowienie Sądu , ale jak się domyślasz nieskutecznie.

I można by powiedzieć, że to tyle w tej sprawie.

Pozostaje tylko odpowiedź na pytanie: czy odpowiednią rekompensatą za tak wielką miłość i poświęcenie jest udział 70%  w majątku dorobkowym?….

*****

Ps. Majątek stron został oszacowany na 199.000 zł. (sto dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy zł.)

Udział w kamienicyZewsząd słyszy się, aby inwestować w nieruchomości, bo to po pierwsze dobra lokata kapitału, a co najważniejsze przynosząca dochody.

Kiedy więc pani Hannie i panu Wiesławowi nadarzyła się okazja kupna udziału w kamienicy od spadkobiercy, niewiele myśląc wzięli kredyt i kupili. Bardzo się cieszyli, że na parterze budynku są lokale użytkowe, bo to oznaczało regularne wpływy z czynszu i bezproblemową spłatę kredytu. Ponieważ kamienica miała dobrą lokalizację, sami planowali tam zamieszkać.

Tak więc po zakupie udziału w nieruchomości, powiadomili pozostałych spadkobierców o swoim istnieniu, chcieli się spotkać i uzgodnić nowe zasady rozliczeń, a tu NIC !  Spadkobiercy „nabrali wody w usta”, nikt się nie chciał z nimi spotykać a tym bardziej zmieniać istniejącego sposobu podziału kwot uzyskiwanych z czynszów.

Ponieważ spłata kredytu nagliła, a oczekiwanych pieniędzy nie było – małżonkowie wnieśli sprawę do Sądu.

Sprawa w Sądzie

Za pośrednictwem swojego pełnomocnika, wnieśli o:

  1. zniesienie współwłasności zabudowanej nieruchomości przez wyodrębnienie własności lokali i podział do użytkowania części wspólnych,
  2. zasądzenie równowartości pożytków pobranych z tej nieruchomości przez pozostałych współwłaścicieli,
  3. wynagrodzenie z tytułu niemożności korzystania z nieruchomości.

Spadkobiercy wnieśli o oddalenie wniosku zarzucając, że dotyczy on w istocie jednego składnika masy spadkowej, w odniesieniu do której dopuszczalne jest jedynie przeprowadzenie postępowania o dział spadku.

Sąd Rejonowy oddalił wniosek o zniesienie współwłasności

W uzasadnieniu Sąd I instancji wskazał, że współwłasność  masy spadkowej w postaci spadku nabytego przez kilku spadkobierców nie stanowi współwłasności, która może być zniesiona zgodnie z art. 210 i nast. k.c. oraz art. 617 i nast. k.p.c.

Art. 210 k.c. stanowi: 

Natomiast art. 617 k.p.c.  stanowi: We wniosku o zniesienie współwłasności należy dokładnie określić rzecz mającą ulec podziałowi oraz przedstawić dowody prawa własności.

Zdaniem Sądu wyklucza to dopuszczalność prowadzenia postępowania o zniesienie współwłasności nieruchomości będącej przedmiotem postępowania. Nabywca udziału w przedmiocie spadkowym nie może żądać zniesienia współwłasności tylko tego przedmiotu, w którym nabył udział. Jeżeli nie zachodzą przeszkody do wydzielenia mu nabytej części przedmiotu spadkowego, może to nastąpić jedynie w toku postępowania o dział spadku. Przeprowadzenie postępowania o dział spadku jest niezbędne zdaniem Sądu także z tego względu, że tylko w takim postępowaniu mogą być rozstrzygnięte zarzuty znajdujące podstawę w art. 1036 k.c.

Pisałam o tym w poście zatytułowanym Rozporządzenie udziałem w przedmiocie należącym do spadku” oraz „Uprawnienie przysługujące spadkobiercy a skarga pauliańska

O oddaleniu wniosku zadecydował bak legitymacji Małżonków do złożenia wniosku o dział spadku .

No i jest pat

Bo Sąd nie wskazał drogi prawnej dla Małżonków, powiedział tylko, że zniesienie współwłasności – nie jest możliwe i dział spadku również – nie jest możliwy z uwagi na brak legitymacji do wytoczenia sprawy po stronie Małżonków.  A więc w jaki sposób Małżonkowie mogliby realizować swoje prawa jako współwłaściciele? Było rzeczą oczywistą, że spadkobiercy nie wniosą sprawy o dział spadku, a z tego orzeczenia wynikało, że tylko oni mogą to zrobić.

Stanowisko to zaakceptował Sąd Okręgowy. Sąd ten wskazał, że gdy podstawą ujawnienia prawa zbycia co do udziału we własności nieruchomości jest postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku, to nabywca ma świadomość, że zbywca jest jednym ze współuprawnionych i musi liczyć się z konsekwencjami wynikającymi z art. 1036 k.c., którego nieznajomość nie podlega ochronie.

Nie można było tak tego zostawić i Małżonkowie wnieśli skargę kasacyjną.

Sąd Najwyższy wydał postanowienie z dnia 20 stycznia 2012 r. w którym rozwiał wszelkie wątpliwości.

„Nabywca udziału w przedmiocie spadkowym nie ma legitymacji do wystąpienia z wnioskiem o dział spadku po poprzednim właścicielu tego przedmiotu, natomiast może on żądać  zniesienia współwłasności , w której pozostaje”.

Nareszcie!!!

Całkowicie odmiennie niż Sąd Rejonowy i Sąd Okręgowy, Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że zniesienie współwłasności nieruchomości należącej do spadkobierców oraz niebędącego spadkobiercą nabywcy udziału w nieruchomości może nastąpić na wniosek tego nabywcy na podstawie art. 210 i nast. k.c. oraz art. 617 k.p.c.

W uzasadnieniu uchwały  Sąd Najwyższy wskazał, że nabywca udziału w nieruchomości spadkowej niewątpliwie staje się jej współwłaścicielem, zgodnie bowiem z art. 1036 k.c. spadkobierca może za zgodą pozostałych spadkobierców rozporządzić udziałem w przedmiocie należącym do spadku. Brak zgody któregokolwiek z pozostałych spadkobierców nie powoduje jednak nieważności rozporządzenia, lecz jego bezskuteczność i to tylko o tyle, o ile naruszałoby ono uprawnienia przysługujące temu spadkobiercy na podstawie przepisów o dziale spadku. Dopóki zatem Sąd nie uzna, że doszło do takiego naruszenia, dopóty zbycie udziału jest w pełni skuteczne. Oznacza to, że wnioskodawcy (czyli Małżonkowie), co do zasady są legitymowani do wszczęcia postępowania o zniesienie współwłasności, gdyż uprawnienie to przysługuje każdemu współwłaścicielowi niezależnie od zgody innych współwłaścicieli (art. 210 zdanie pierwsze k.c.)

Tak więc sama widzisz – skończyło się dobrze. Nie zazdroszczę jednak Małżonkom drogi jaką musieli przebyć,  by móc skorzystać ze swojej własności.

Ale dziś już wiemy: jeśli kupisz udział w kamienicy od spadkobiercy i Twoje starania polubownego załatwienia sprawy z pozostałymi spadkobiercami nie przyniosą efektu, nie zwlekaj – wnieś sprawę o zniesienie współwłasności. 

skarga pauliańskaKiedy fachowy pełnomocnik wnosi sprawę do sądu, zdarza się, że ma wątpliwość co do podstawy prawnej na której opiera swoje żądanie. Podstawa prawna to inaczej przepis ustawy – w tym wypadku kodeksu cywilnego w oparciu o który wywodzi roszczenie. Czasami jest tak, że pod jeden stan faktyczny podpadają różne przepisy. Na przykład jeśli starsza pani została oszukana i podarowała swoje własnościowe mieszkanie, to czy należy wnieść sprawę o unieważnienie umowy czy o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem, gdyż nowa właścicielka została już wpisana do księgi wieczystej.

Podobny dylemat miał pełnomocnik w sprawie o której chcę Ci opowiedzieć. I nie są to tylko wydumane problemy, gdyż zła podstawa powództwa bardzo często równa się oddaleniu powództwa z wszelkimi negatywnymi konsekwencjami, w tym obciążeniem przegrywającej strony kosztami sądowymi i kosztami zastępstwa procesowego drugiej strony. A to bardzo boli…

W tej sprawie powód – pan Wiktor, reprezentowany przez fachowego pełnomocnika, w pozwie skierowanym przeciwko pozwanej – pani Grażynie wniósł o:

  1. uznanie za bezskuteczną w stosunku do niego warunkowej umowy sprzedaży nieruchomości położonej w K., zawartej między jego bratem – Markiem a pozwaną panią Grażyną w dniu 9 kwietnia, jako zawartej z pokrzywdzeniem powoda.
  2. zasądzenie od pozwanej na rzecz powoda kosztów procesu, w tym kosztów zastępstwa procesowego wg norm przepisanych.
  3. ponadto powód wnosił o udzielenie zabezpieczenia roszczenia poprzez ustanowienie zakazu zbywania przez pozwaną nieruchomości stanowiącej przedmiot pozwu.

Już mówię o co chodziło. Otóż, pan Wiktor i pan Marek byli rodzonymi braćmi. Z tym, że pan Wiktor nie został uznany przez swojego ojca – Jana. Jego matka żyła z panem Janem w konkubinacie lecz kwestii ojcostwa nie załatwili. Kiedy umarł pan Jan okazało się,że na mocy testamentu jedynym swoim spadkobiercą uczynił syna Marka! [więcej o dziedziczeniu w kontekście podziału majątku przeczytasz tutaj]

Szok!

Natychmiast więc matka Wiktora, wówczas jeszcze niepełnoletniego wniosła sprawę o ustalenie ojcostwa. Sprawa była i pilna i ważna, bo majątek był bardzo duży.

Zanim jednak zapadł wyrok ustalający ojcostwo pana Jana w stosunku do syna Wiktora, pan Marek mając poświadczenie dziedziczenia postanowił sprzedać część spadkowej nieruchomości (o wartości 150.000 zł.) pani Grażynie. Natychmiast po pozytywnym ustaleniu ojcostwa i zmianie przez Sąd aktu poświadczenia dziedziczenia uwzględniającego również jako spadkobiercę pana Wiktora, sprzeciwił się on sprzedaży spadkowej nieruchomości.

To dopiero początek.

Powód czyli pan Wiktor oparł swoje roszczenie przeciwko pozwanej – pani Grażynie na treści art. 527 i nast. kc regulujących instytucję skargi pauliańskiej.

Art. 527 k.c. stanowi:

„par.1. Gdy wskutek czynności prawnej dłużnika dokonanej z pokrzywdzeniem wierzycieli osoba trzecia uzyskała korzyść majątkową, każdy z wierzycieli może żądać uznania tej czynności za bezskuteczną w stosunku do niego, jeżeli dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli, a osoba trzecia o tym wiedziała lub przy zachowaniu należytej staranności mogła się dowiedzieć.

par.2. Czynność prawna dłużnika jest dokonana z pokrzywdzeniem wierzycieli, jeżeli wskutek tej czynności dłużnik stał się niewypłacalny albo stał się niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed dokonaniem czynności.

par.3. Jeżeli wskutek czynności prawnej dłużnika dokonanej z pokrzywdzeniem wierzycieli uzyskała korzyść majątkową osoba będąca w bliskim z nim stosunku, domniemywa się, że osoba ta wiedziała, iż dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli.

par.4. Jeżeli wskutek czynności prawnej dłużnika dokonanej z pokrzywdzeniem wierzycieli korzyść majątkową uzyskał przedsiębiorca pozostający z dłużnikiem w stałych stosunkach gospodarczych, domniemywa się, że było mu wiadome, iż dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli.”

Po doręczeniu odpisu pozwu, pozwana czyli pani Grażyna wnosiła o oddalenie powództwa i zasądzenie od powoda czyli pana Wiktora na jej rzecz kosztów procesu, w tym kosztów zastępstwa procesowego. Sąd Okręgowy w pierwszym rzędzie zabezpieczył roszczenie powoda poprzez ustanowienie zakazu zbywania przez pozwaną nieruchomości stanowiącej przedmiot pozwu.

Innego zdania był Sąd Apelacyjny, który na skutek zażalenia złożonego przez pozwaną, zmienił zaskarżone postanowienie i wniosek o zabezpieczenie oddalił. W uzasadnieniu tego orzeczenia Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę, iż żądanie ustalenia bezskuteczności czynności – w stanie faktycznym niniejszej sprawy – może nastąpić jedynie na podstawie art. 1036 k.c. w drodze postępowania o dział spadku, a nie w trybie procesowym. Sąd ten wyraził również pogląd, iż dla udzielenia ochrony ze skargi pauliańskiej konieczne jest sprecyzowanie wierzytelności i to wierzytelności pieniężnej- zaś brak takiego sprecyzowania nie pozwala na uznanie roszczenia o uznanie umowy za bezskuteczną na podstawie art. 527 k.c.

No i „pozamiatane” !!

Gdyby pełnomocnik pana Wiktora był doświadczonym prawnikiem, to po otrzymaniu takiego postanowienia wiedziałby, że wprawdzie sprawa jest na początku drogi, ale finał jest do przewidzenia- przegra sprawę!!! Wskazał złą podstawę prawną.

Asekuracyjne, w tym samym czasie pełnomocnik pana Wiktora założył drugą sprawę, mianowicie złożył wniosek do Sądu Rejonowego o dział spadku po swoim ojcu i zniesienie współwłasności, w którym również wnosił między innymi o ustalenie przez Sąd na podstawie art. 1036 k.c., że sprzedaż przez pana Marka nieruchomości zgodnie z umową z dnia 9 kwietnia jest bezskuteczna w stosunku do niego, jako czynność dokonana bez zgody wnioskodawcy będącego współspadkobiercą masy spadkowej po ojcu.

A więc były dwie sprawy o to samo, aczkolwiek sprawa o dział spadku miała znacznie szersze spektrum niż sprawa ze skargi pauliańskiej.

Art.1036 k.c. stanowi:

„Spadkobierca może za zgodą pozostałych spadkobierców rozporządzić udziałem w przedmiocie należącym do spadku. W braku zgody któregokolwiek z pozostałych spadkobierców rozporządzenie jest bezskuteczne o tyle o ile naruszałoby uprawnienia przysługujące temu spadkobiercy na podstawie przepisów o dziale spadku.”

Sąd Okręgowy, jak należało się spodziewać oddalił powództwo o uznanie za bezskuteczną w stosunku do pana Wiktora warunkowej umowy sprzedaży nieruchomości i zasądził od powoda na rzecz pozwanej kwotę 7.247 zł. tytułem zwrotu kosztów postępowania.

Pan Wiktor nie chciał się pogodzić z tym rozstrzygnięciem i złożył wniosek o sporządzenie na piśmie uzasadnienia wyroku. Z uzasadnienia tego dowiedział się, że przesłankami warunkującymi możliwość skorzystania przez uprawnionego z ochrony pauliańskiej są:

  1. istnienie godnego ochrony interesu wierzyciela w postaci wierzytelności
  2. dokonanie przez dłużnika czynności prawnej z osobą trzecią
  3. pokrzywdzenie wierzyciela wskutek czynności prawnej dokonanej przez dłużnika
  4. dokonanie przez dłużnika czynności ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela
  5. uzyskanie wskutek tej czynności korzyści majątkowej przez osobę trzecią
  6. działanie osoby trzeciej w złej wierze.

Dla zastosowania skargi pauliańskiej wszystkie wymienione przesłanki muszą wystąpić kumulatywnie. Sąd ponadto podkreślił, że korzystanie ze skargi pauliańskiej wymaga przede wszystkim istnienia wierzytelności podlegającej ochronie. Wierzytelność ta musi być zaskarżalna i mieć charakter pieniężny oraz być skonkretyzowana. Tymczasem w pozwie złożonym w niniejszej sprawie, powód takiej konkretnej wierzytelności wobec pozwanej, która ma być egzekwowana ze spornej nieruchomości gruntowej w ogóle nie wskazał – nie wiadomo zatem czy taka wierzytelność w ogóle istnieje i jaka jest jej wysokość.

Brak zatem sprecyzowania wierzytelności nie pozwala na uznanie roszczenia powoda o uznanie umowy z dnia 9 kwietnia za bezskuteczną na podstawie art. 527 k.c. co powoduje, że już tylko z tej przyczyny powództwo winno zostać oddalone. Niezależnie od powyższego, Sąd Okręgowy podzielił stanowisko Sądu Apelacyjnego wyrażone w uzasadnieniu postanowienia oddalającego wniosek o udzielenie zabezpieczenia, zgodnie z którym zgłoszone przez powoda (pana Wiktora) żądanie ustalenia bezskuteczności czynności prawnej nie jest w ogóle dopuszczalne w trybie procesowym ze skargi pauliańskiej. Sąd zwrócił uwagę, iż domaganie się ustalenia bezskuteczności czynności może nastąpić jedynie w postępowaniu o dział spadku, albowiem dopiero wtedy okazuje się, czy uprawnienia spadkobiercy, który nie wyraził zgody na zbycie przedmiotu należącego do spadku zostały naruszone i w jaki sposób.

W związku z tym ustalenie tej okoliczności na wcześniejszym etapie wymagałoby badania okoliczności, które decydują o rozstrzygnięciu postępowania o dział spadku i dlatego nie jest dozwolone. Sąd Okręgowy zauważył, że przed Sądem Rejonowym toczy się z wniosku pana Wiktora postępowanie o dział spadku po jego ojcu – Janie, w którym wnosi on między innymi o ustalenie przez Sąd na podstawie art. 1036 k.c., że sprzedaż przez pana Marka nieruchomości zgodnie z umową z dnia 9 kwietnia jest bezskuteczna w stosunku do niego, jako czynność dokonana bez jego zgody. Sytuacja zatem, w której toczyłyby się przed dwoma różnymi Sądami równoległe postępowania z inicjatywy powoda o uzyskanie ochrony prawnej w identycznym zakresie, jest nie do zaakceptowania.

W tym stanie rzeczy, Sąd uznał roszczenie powoda o uznanie bezskuteczności zaskarżonej umowy za nieuzasadnione, co nie przesądza w żadnej mierze wykazania tego rodzaju okoliczności w postępowaniu działowym. Bez ustalenia majątku spadkowego po panu Janie w ogóle nie można ustalić, czy powód został pokrzywdzony zaskarżoną umową sprzedaży. Nie znany jest majątek spadkowy po panu Janie, a więc nie można ustalić, czy powód ma jakiekolwiek roszczenie względem pozwanej. Te okoliczności mogą i będą dopiero wyjaśnione w trakcie postępowania toczącego się przed Sądem Rejonowym w sprawie o dział spadku po panu Janie.

Te argumenty nie przekonały pełnomocnika pana Wiktora, złożył więc apelację.

Niestety, Sąd Apelacyjny uznał apelację za całkowicie nieuzasadnioną, co skutkowało jej oddaleniem i zasądzeniem dalszych kosztów na rzecz pozwanej, tym razem w wysokości 2.700 zł.

W pierwszym rzędzie Sąd Apelacyjny ponownie podkreślił, że powód nie określił konkretnej wierzytelności wobec pozwanej- jej wysokości, która ma być egzekwowana ze spornej nieruchomości gruntowej. Brak sprecyzowania wierzytelności nie pozwala więc na uznanie roszczenia powoda o uznanie umowy z dnia 9 kwietnia za bezskuteczną na podstawie art. 527 k.c. Z powyższego jasno wynika, ze to nieskonkretyzowanie wierzytelności, a nie przyjęcie że wierzytelność w ogóle powodowi nie przysługuje stało się jednym z powodów oddalenia powództwa.

Ponadto Sąd Odwoławczy stwierdził, że art. 527 i nast. k.c. chroni wyłącznie wierzytelności pieniężne. Takie ograniczenie przedmiotu ochrony pauliańskiej wynika z faktu, iż znajduje ona zastosowanie tylko w razie niewypłacalności dłużnika. Przez wierzytelności pieniężne należy rozumieć nie tylko wierzytelności, które od początku opiewały na świadczenie pieniężne, lecz także wierzytelności o wartości pieniężne, np. roszczenie o wyrównanie szkody wyrządzonej nienależytym wykonaniem zobowiązania. Istotne jest to, że wierzytelność podlegająca ochronie musi być zaskarżalna. Ponadto musi być skonkretyzowana- czyli musi istnieć, należy wskazać tytuł prawny wierzytelności i jej wysokość. Musi to być realna wierzytelność a nie hipotetyczna.

Sąd Apelacyjny zarzucił powodowi brak skonkretyzowania wierzytelności, a do tego nie wiadomo zdaniem Sądu czy i kiedy pan Marek stanie się dłużnikiem pana Wiktora w wyniku działu spadku. Składniki masy spadkowej po ich ojcu nie są znane i nie można wykluczyć, że w drodze podziału nawet bez spłat powód uzyska to co wynika z dziedziczenia w 1/2 po ojcu. Kardynalnym argumentem jest również i ten, że powód nie wskazuje na niewypłacalność lub pogorszenie stanu wypłacalności swojego brata tylko na uszczuplenie masy spadkowej co nie mieści się w przesłankach z art. 527 k.c.

Te wszystkie argumenty zadecydowały o oddaleniu apelacji.

Co do obciążenia pana Wiktora kosztami procesu, Sąd stwierdził, iż powód winien liczyć się z takim wynikiem postępowania apelacyjnego znając stanowisko Sądu Apelacyjnego wyrażone w postępowaniu zażaleniowym oraz wyczerpujące wywody Sądu Okręgowego poparte orzecznictwem Sądu Najwyższego. Dążenie do wykazania swej racji za wszelką cenę wbrew jasnym poglądom judykatury nie może prowadzić do konieczności poniesienia kosztów postępowania apelacyjnego przez pozwaną.

Jeśli masz w sobie choć trochę empatii, to bez problemu wczujesz się w położenie każdego z małżonków. Wybór któremu z nich będziesz kibicować należy do Ciebie. W każdym przypadku była to ” jazda bez trzymanki”, bo emocje towarzyszące każdemu z małżonków były duże.

Powództwo przeciwegzekucyjne

To było „kulturalne małżeństwo”. Kulturalne, czyli takie które rozwiodło się bez orzekania o winie i podzieliło się majątkiem u notariusza.

W chwili podziału głównym składnikiem majątku wspólnego pani Sylwii i pana Jacka był stanowiący odrębną nieruchomość lokal mieszkalny o powierzchni 76 metrów kw., z którym to lokalem był związany udział w częściach wspólnych budynku i urządzeniach służących do wspólnego użytku wszystkich właścicieli lokali oraz udział w prawie własności działki na której znajdował się budynek.

Zanim doszło do rozwodu i podziału majątku, małżonkowie zawarli umowę z sąsiadami, że będą uprawnieni do wyłącznego korzystania ze strychu położonego nad ich lokalem. Natychmiast po zawarciu umowy zaadaptowali strych na cele mieszkaniowe, bez podjęcia wymaganych przez prawo budowlane czynności związanych z przebudową. Od tego czasu strych traktowali jako swoją własność, która w sposób znaczący podwyższa wartość ich mieszkania.

Podczas sporządzania umowy o podział majątku, notariusz zakwestionował ich prawo do przebudowanego strychu, tak więc strony przyjęły wartość rynkową lokalu bez strychu. Dla celów podatkowych małżonkowie zaniżyli wartość mieszkania przyjmując, że jest warte 250.000 zł., choć w ich ocenie warte było ponad 400.000 zł.  W skład majątku wchodził także 7-letni samochód o wartości około 22.000 zł., a także meble i urządzenia gospodarstwa domowego.

Małżonkowie posiadali także zobowiązanie z tytułu umowy kredytu mieszkaniowego zawartego z Bankiem, którego zabezpieczeniem była ustanowiona na lokalu mieszkalnym hipoteka kaucyjna do kwoty 258.065,10 zł. Kredyt ten był udzielony we frankach szwajcarskich i na dzień podziału majątku pozostała do spłaty równowartość  200.000 zł. Małżonkowie oświadczyli, że ich udziały w majątku wspólnym są równe i nie są obciążone żadnymi innymi ograniczonymi prawami rzeczowymi, zobowiązaniami ani roszczeniami osobistymi osób trzecich.

W paragrafie 3 umowy o podział majątku wspólnego oświadczyli, że dokonują podziału majątku wspólnego w ten sposób, że:

  1. stanowiący odrębną nieruchomość lokal mieszkalny wraz z udziałem w nieruchomości wspólnej, stanowić będzie wyłączną własność pani Sylwii
  2. samochód osobowy , stanowić będzie wyłączną własność pana Jacka

Pani Sylwia i pan Jacek oświadczyli, że powyższy podział majątku następuje za spłatą na rzecz pan Jacka kwoty 100.000 zł.

Ponadto pani Sylwia oświadczyła, że:

  1. zobowiązuje się dokonać spłaty kwoty 100.000 zł. na rzecz pana Jacka w terminie 6 miesięcy licząc od dnia zawarcia umowy czyli od 16 listopada.
  2. zobowiązuje się do spłacenia kredytu, wynoszącego na dzień sporządzenia aktu notarialnego wraz z oprocentowaniem 200.000 zł., zabezpieczonego hipoteką kaucyjną i co do tych zobowiązań poddała się egzekucji z art. 777 par. 1 pkt 4 k.p.c.

Pani Sylwia i pan Jacek oświadczyli także, że podział jest ostateczny i nie będą z tego tytułu wysuwać wobec siebie żadnych roszczeń i pretensji.

Odrębnie ustalili, że meble i urządzenia gospodarstwa domowego stanowiące wyposażenie lokalu mieszkalnego stanowią wyłączną własność  pani Sylwii, co było formą rozliczenia za samochód, który otrzymał w wyniku podziału majątku wspólnego pan Jacek.

Wszyscy odetchnęli z ulgą, że poszło tak sprawnie i szybko. Pani Sylwia liczyła, że jak się postara, to sprzeda mieszkanie przynajmniej za 600.000 zł. – w końcu to mieszkanie dwupoziomowe w dużym mieście. Spłaci byłego męża i bank i zostanie jej jeszcze 300.000 zł., to na pewno za tą kwotę znajdzie jakieś fajne mieszkanie.

Pan Jacek ucieszył się, że ma to już „z głowy”. Wprawdzie kokosów nie zarobił, ale na początek drogi życiowej  z nową Wybranką Serca, to też dobrze.

Ustalenia pani Sylwii

Pani Sylwia zbyt długo nie odpoczywała, zaraz po Nowym Roku podjęła kroki celem ustalenia wartości nabytego w drodze umowy z byłym mężem lokalu. W tym celu zwróciła się do biura handlu nieruchomościami, gdzie dowiedziała się, że jej mieszkanie warte jest około 342.000 zł!

To był SZOK!, „wściekła „się okropnie, poczuła się oszukana, „wystawiona do wiatru”. Nie wiedziała co ma zrobić, cały jej plan życiowy runął w jednej chwili. Nie wiedziała na kogo ma być wściekła; czy na siebie, że wcześniej nie ustaliła tej wartości czy na byłego męża, że ją wprowadził w błąd. W chwilach szczerości z samą sobą przypominała sobie rozmowy z byłym mężem o wartości ich mieszkania.  Wtedy bardziej wypowiadali „pobożne życzenia” odnośnie wartości mieszania niż prezentowali wobec siebie określoną wiedzę na temat cen lokali w tej okolicy. Ale ktoś przecież musiał być winny. Wypadło na byłego męża. Zastanawiała się „co z tym fantem zrobić”.

Poszła więc po poradę do adwokata i natychmiast wcieliła ją w życie.

Mianowicie, złożyła w formie pisemnej oświadczenie, które przesłała byłemu mężowi, że uchyla się od skutków prawnych wynikających z jej oświadczenia z dnia 16 listopada, złożonego w formie aktu notarialnego, w zakresie w jakim zobowiązała się do zapłaty  kwoty 100.000 zł. jako spłatę dla pana Jacka  z tytułu spłaty udziału w majątku wspólnym oraz spłacania kredytu wynoszącego na dzień 16 listopada 200.000 zł. oraz oświadczenia, że podział dokonany tym aktem notarialnym jest ostateczny i nie będzie z tego tytułu wysuwać wobec pana Jacka żadnych roszczeń i pretensji. Oświadczyła ponadto, że oświadczenie z dnia 16 listopada zostało złożone przez nią pod wpływem błędu wskutek podstępnego wywołania u niej przez pana Jacka mylnego wyobrażenia o istniejącym stanie rzeczy, czym skłonił ją do złożenia takiego oświadczenia.

Czyli po prostu wycofała się z wszystkich ustaleń!

Kiedy pan Jacek odebrał z poczty przesyłkę poleconą i w końcu zrozumiał o co chodzi, „szlag go trafił.”  Natychmiast złożył w sądzie rejonowym wniosek o nadanie klauzuli wykonalności paragrafowi 3 punktowi a) aktu notarialnego sporządzonego dnia 16 listopada, co do obowiązku zapłaty kwoty 100.000 zł.na jego rzecz. W niedługi czas potem otrzymał postanowienie nadające klauzulę wykonalności. W oparciu o ten tytuł wykonawczy złożył do komornika sądowego wniosek o wszczęcie postępowania egzekucyjnego.

W toku postępowania egzekucyjnego prowadzonego przez komornika sądowego, została sporządzona wycena lokalu mieszkalnego należącego do pani Sylwii wraz z udziałem w nieruchomości wspólnej. Biegła określiła wartość rynkową tego lokalu na kwotę 315.181 zł. O niekorzystnej wycenie nieruchomości w postępowaniu egzekucyjnym pisałam w poście pt. Podział majątku poprzez sprzedaż w drodze licytacji.

Pani Sylwia nie mogła dopuścić do licytacji, bo straciłaby zbyt dużo. Rozumiał to również pan Jacek, a ponadto wiedział, że jak druga licytacja nie dojdzie do skutku, to „zaczną się dla niego schody”. Wolał się więc dogadać.

24 września pani Sylwia i pan Jacek zawarli w formie aktu notarialnego umowę o zmianie umowy o podział majątku wspólnego, w ramach której oświadczyli, że dokonują zmiany paragrafu 3 umowy o podział majątku wspólnego z dnia 16 listopada. Praktycznie zmiana polegała na rozłożeniu na trzy raty kwoty 100.000 zł. którą pani Sylwia w dalszym ciągu zobowiązała się spłacić byłemu mężowi w ciągu kolejnych trzech lat do końca każdego roku, oczywiście wraz z odsetkami w razie zwłoki w płatności którejkolwiek z rat.

Pani Sylwia i pan Jacek ponadto oświadczyli, że pozostałe postanowienia umowy z dnia 16 listopada pozostają bez zmian. W związku z takim obrotem sprawy pan Jacek złożył wniosek o umorzenie postępowania egzekucyjnego prowadzonego przez komornika przeciwko pani Sylwii.

Pod koniec grudnia pani Sylwia przekazała panu Jackowi pierwszą ratę w wysokości 33.300zł.

Ponieważ dalszych rat pan Jacek się nie doczekał, ponownie złożył wniosek do sądu o nadanie klauzuli wykonalności kolejnemu aktowi notarialnemu z dnia 24 września, obejmującemu obowiązek zapłaty kolejnej raty w wysokości 33.300 zł. Taką klauzulę uzyskał i znowu rozpoczęło się postępowanie egzekucyjne.

W kolejnym kroku pani Sylwia „pojechała po bandzie”.

Pouczona przez adwokata wniosła pozew przeciwko panu Jackowi domagając się pozbawienia wykonalności tytułu wykonawczego w postaci aktu notarialnego z dnia 16 listopada i 24 września zaopatrzonych w klauzulę wykonalności przez sąd rejonowy. Patrząc na to z boku trudno nie zauważyć , że postąpiła nie fair. Ale to tylko moja ocena.

Pani Sylwia jako powódka, żądanie pozbawienia wykonalności tytułu wykonawczego w postaci aktu notarialnego z dnia 16 listopada, zaopatrzonego w klauzulę wykonalności opierała przede wszystkim na zarzucie , iż nie istnieje obowiązek stwierdzony powyższym tytułem egzekucyjnym, albowiem skutecznie uchyliła się od zawartego w umowie z dnia 16 listopada oświadczenia woli, co doprowadziło do nieważności powyższej czynności prawnej.

Na tym samym zarzucie oparte jest żądanie pozbawienia wykonalności drugiego z tytułów wykonawczych, tj. aktu notarialnego z dnia 24 września, również zaopatrzonego w klauzulę wykonalności. Powódka wskazywała bowiem, że jej oświadczenie woli zawarte w powyższym akcie notarialnym nie mogło doprowadzić do powstania zobowiązania, ponieważ nie jest możliwa zmiana umowy, która przestała istnieć.  Dodatkowo pani Sylwia w zakresie tytułu wykonawczego w postaci aktu notarialnego z dnia 16 listopada podniosła zarzut, że zaistniały okoliczności powodujące , że zobowiązanie nie może być egzekwowane, gdyż na skutek zmiany umowy z dnia 16 listopada doszło do rozłożenia należności na raty, a ponadto zobowiązanie częściowo wygasło w następstwie spełnienia przez nią świadczenia w wysokości 33.300 zł., a więc istnieją podstawy pozbawienia wykonalności tytułu wykonawczego na podstawie art. 840 par. 1 pkt 2 k.p.c.

Na pierwszy rzut oka brzmi przekonująco.

Ale może najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie – co to jest tytuł wykonawczy, gdyż on stanowi podstawę egzekucji.

Otóż, tytuł wykonawczy to jest między innymi wyrok, ugoda, akt notarialny, w którym dłużnik poddał się egzekucji , zaopatrzony w klauzulę wykonalności. Czyli: wyrok+ klauzula wykonalności=tytuł wykonawczy

akt notarialny+ klauzula wykonalności=tytuł wykonawczy, i inne.

Klauzula wykonalności, to urzędowy akt sądu stwierdzający, że dany dokument jest tytułem wykonawczym wskutek czego wszelkie urzędy lub osoby których może dotyczyć, obowiązane są podporządkować mu się i udzielić pomocy przy jego realizacji. A tak po prostu, to duża pieczątka na ostatniej stronie wyroku czy aktu notarialnego upoważniająca do wszczęcia egzekucji.

A więc żądając pozbawienia tytułu wykonawczego wykonalności, zmierzamy do tego aby nie można było wyegzekwować w postępowaniu egzekucyjnym określonego świadczenia.

Artykuł 840 par. 1 pkt.1 k.p.c. stanowi, że:

Dłużnik może w drodze powództwa żądać pozbawienia tytułu wykonawczego wykonalności w całości lub w części albo ograniczenia, jeżeli:

przeczy zdarzeniom, na których oparto wydanie klauzuli wykonalności, a w szczególności gdy kwestionuje istnienie obowiązku stwierdzonego tytułem egzekucyjnym niebędącym orzeczeniem sądu albo gdy kwestionuje przejście obowiązku mimo istnienia formalnego dokumentu stwierdzającego to przejście;

Zasadniczy spór dotyczył ówczesnego stanu świadomości stron co do wartości lokalu mieszkalnego podlegającego podziałowi. Sąd Okręgowy wziął pod uwagę, że wg powódki zawierając umowę podziału majątku była ona przekonana, że ta nieruchomość jest warta około 600.000 zł., gdyż taką kwotę podał jej pozwany, czemu jednak sam pozwany zaprzeczył.

Sąd nie dał wiary twierdzeniom powódki, że pozostawała ona pod wpływem błędnych informacji podanych przez pozwanego. Z punktu widzenia zasad logiki i doświadczenia życiowego nie można dać wiary twierdzeniom powódki, że nie analizowała propozycji pozwanego co do podziału majątku wspólnego i bezkrytycznie mu ufała w sprawach majątkowych. Brak jest podstaw do uznania, że pozwany wiedział, że rzeczywista wartość lokalu mieszkalnego jest znacznie niższa niż przyjęta przez strony i świadomie w tym zakresie doprowadził do powstania u powódki błędnego przekonania. W konsekwencji nie można przypisać mu podstępnego działania w rozumieniu art. 86 k.c..

W ocenie Sądu Okręgowego umowa z dnia24 września stanowiła odrębną czynność prawną w stosunku do umowy z dnia 16 listopada.  Sąd wprawdzie  przyznał, że nie jest dopuszczalna zmiana umowy, która jet dotknięta nieważnością, gdyż taka nieważna czynność prawna nie wywołuje skutków prawnych, jednak możliwe jest ponowne dokonanie tej samej czynności prawnej.

W przedmiotowej sprawie z treści umowy z dnia 24 września wynika, że strony zawierając powyższą umowę dokonały zmiany paragrafu 3 umowy o podział majątku wspólnego z dnia 16 listopada  nadając mu nowe brzmienie, a jednocześnie postanowiły, że pozostałe postanowienia umowy z dnia 16 listopada pozostają bez zmian. To, zdaniem Sądu oznaczało, że powódka mając świadomość, że uprzednio złożyła oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych umowy z dnia 16 listopada – sama uznała, że wiąże ją powyższa umowa o podziale majątku wspólnego ze zmianami wynikającymi z umowy z dnia 24 września. Podkreślenia jednocześnie wymaga, że powódka nigdy nie uchyliła się od skutków swego oświadczenia zawartego w umowie z dnia 24 września. Było zresztą znamienne, że powódka przystąpiła do wykonywania postanowień tej umowy.

Przytaczając te wszystkie argumenty Sąd Okręgowy oddalił powództwo pani Sylwii i zasądził od powódki na rzecz pozwanego kwotę 3.617 zł. tytułem kosztów procesu.

Pan Jacek odetchnął z ulgą.

Ale na krótko, bo pani Sylwia za pośrednictwem swojego pełnomocnika złożyła apelację. Obiektywnie muszę powiedzieć, że nie pozbawioną racji .

Sąd Apelacyjny jednak praktycznie nie podzielił podniesionych tam zarzutów. Po przeprowadzonej rozprawie stanął na stanowisku, że tytuł wykonawczy w postaci aktu notarialnego z dnia 16 listopada zaopatrzony w klauzulę wykonalności nadaną postanowieniem Sądu Rejonowego, należy pozbawić wykonalności, skutkiem czego egzekucja na podstawie tego aktu notarialnego nie może być prowadzona.

Pozostałe zarzuty pozwanej Sąd uznał za chybione. W ocenie Sądu Apelacyjnego Sąd Okręgowy wyczerpująco opisał przyczyny, dla których nie można uznać, iż powódka uchyliła się od skutków oświadczenia woli złożonego w oświadczeniu z dnia 16 listopada. Zdaniem Sądu Apelacyjnego czynność ta była ważna i skuteczna, albowiem powódka nie zdołała dowieść, że składając przedmiotowe oświadczenie działała pod wpływem błędu. W związku z ustaleniem, że umowa z dnia 16 listopada była ważna i skuteczna, ważna i skuteczna była również umowa z dnia 24 września. Powódka nie złożyła oświadczenia o uchyleniu się od jej skutków, nie było więc podstaw do uznania zasadności kwestionowania przez powódkę obowiązku z niej wynikającego.

Skutkiem takiego stanowiska było oddalenie apelacji w pozostałym zakresie.

Co ja o tym sądzę?

Myślę, że pani Sylwia dzieląc się z byłym mężem majątkiem tak bardzo była pewna swojego wyobrażenia na temat wartości mieszkania, że nie sprawdziła tego u źródła. Odkrycie przez nią prawdy było bardzo bolesne, bo tak naprawdę po spłaceniu banku i męża pozostawała z niczym. Czy miała jednak prawo „ratować się” kosztem byłego męża ?

Pozostawiam to Twojej ocenie.