Rozliczenie konkubinatu – kilka praktycznych uwag

Maryla Kuna - adwokat18 października 2017Komentarze (0)

Rozliczenie konkubinatu

Często po latach wspólnego życia przychodzi czas rozstania a wraz z nim rozliczeń. To trudny okres; nie dość, że nasz związek się rozpadł, to jeszcze partner nie chce się podzielić wspólnym dorobkiem. Argumenty są zawsze podobne: to ja na wszystko zapracowałem, to moi rodzice dali , pokaż mi choć jedną fakturę na swoje nazwisko… itd., itd.  Wtedy nie pozostaje nic innego jak  wniesienie sprawy do sądu.

Rozliczenie konkubinatu, tak jak pisałam w poprzednim poście pt. Konkubinat czyli cudny czas w życiu wyzwolonej kobiety nie jest to proste, bo o ile w sprawie o podział majątku między małżonkami ich udziały w tworzonym majątku są równe, to w konkubinacie już nie. Tu musisz udowodnić swój wkład w każdą zakupioną rzecz. Jeśli tego udziału nie potrafisz wykazać, to przegrałaś! I nieważne czy dzielisz fortunę czy naprawdę bardzo skromny dorobek. Zasady są zawsze takie same i emocje również.

Musisz pamiętać, że rzeczy nabywane przez konkubentów w czasie trwania ich nieformalnego związku nie stają się automatycznie przedmiotami objętymi współwłasnością. Pomiędzy konkubentami nie powstaje wspólność majątkowa, tak jak pomiędzy małżonkami. Również zarobki konkubentów nie wchodzą w skład majątku wspólnego. Nabywając poszczególne rzeczy, składniki majątkowe, konkubenci  nabywają je co do zasady dla siebie, chyba że nabywają je wspólnie lub ze wspólnych środków. Wówczas stają się współwłaścicielami takiej rzeczy w częściach ułamkowych, wynikających z konkretnej umowy. Jeżeli konkubenci wspólnie nabyli nieruchomość, wówczas również stają się jej współwłaścicielami w częściach ułamkowych (może to być po 1/2 ale również i w innym ułamku). Jeśli  natomiast nieruchomość nabył tylko jeden z nich, a drugi czynił  nakłady na tę nieruchomość z własnych środków , może domagać się zwrotu poczynionych nakładów.

Ale pamiętaj – wszystko musisz udowodnić! Nie mogą to być ogólnikowe opowieści o Twoim wkładzie w zakup poszczególnych rzeczy, bo przegrasz. To mają być prawie matematyczne wyliczenia.

Swój wkład udowadniasz zeznaniami świadków, którzy wskażą konkretne kwoty jakie wydatkowałaś na daną rzecz, daty  zakupu  i inne okoliczności. Okoliczności te udowadniasz również  dokumentami (np. bankowymi ) i fakturami.

W tym miejscu zapytasz – a kto to pamięta po tylu latach?  Sama nie pamiętasz ile dana rzecz kosztowała, a co dopiero świadkowie. No cóż, ale taki urok tej sprawy…

Jeśli to Ty wniosłaś sprawę o rozliczenie konkubinatu, to Ty musisz wykazać zasadność swojego żądania skierowanego przeciwko pozwanemu, czyli mówiąc po prostu musisz wskazać w jaki sposób strony nabyły poszczególne ruchomości, z jakiego źródła pochodziły środki na ich zakup, jaką miały wartość w chwili zakupu i jaką wartość mają dzisiaj. Musisz sobie zdawać sprawę z tego, że przez czas wspólnego użytkowania , rzeczy te straciły  swoją wartość ekonomiczną (przynajmniej w części). Bez wątpienia nadają się do użytku ale gdybyś chciała je sprzedać mogłyby nie znaleźć nabywcy z uwagi na stopień zużycia. Tak więc ich wartość jest dużo niższa niż z dnia zakupu. A skoro tak, to występujesz o zapłatę ich wartości z chwili zakończenia konkubinatu.

Może Cię to mniej zainteresuje, ale powinnaś wiedzieć, że w kodeksie cywilnym nie ma konkretnych przepisów o rozliczaniu konkubinatu, tak więc sądy rozliczając konkubinat stosują odpowiednio przepisy o :

  1. współwłasności w częściach ułamkowych i znoszeniu tej współwłasności,
  2. rozliczeniach spółki cywilnej,
  3. bezpodstawnym wzbogaceniu,
  4. nienależnym świadczeniu.

Wybór jednego ze wskazanych uregulowań uzależniony jest od okoliczności konkretnej sprawy, a także od przedmiotu rozliczeń. Jednakże co do zasady, co do roszczeń z tytułu nabytych wspólnie nieruchomości i rzeczy ruchomych jak również z tytułu nakładów dokonanych na te przedmioty , należy stosować przepisy o zniesieniu współwłasności. Natomiast co do roszczeń z tytułu nakładów dokonanych przez jednego z konkubentów na wchodzące w skład wspólnego gospodarstwa przedmioty majątkowe należące do drugiej z tych osób, zastosowanie powinny znaleźć przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu.

Tu drobna uwaga; zdarza się czasami , że konkubenci zamieszkują w mieszkaniach lub domach stanowiących własność członków ich rodziny np. babci czy rodziców. Jeśli zaistniałaby taka sytuacja , to wówczas zwrotu nakładów związanych z remontem  przeprowadzonym w danym lokalu należy domagać się nie od konkubina w sprawie o rozliczenie konkubinatu, a w osobnej sprawie o zapłatę skierowanej p-ko właścicielowi mieszkania, bo to on został bezpodstawnie wzbogacony.

I sprawa najważniejsza – roszczenia z tytułu nakładów przedawniają się z upływem roku od dnia zwrotu rzeczy! 

Tak więc jeśli coś wyremontowałaś z własnych środków lub partycypowałaś w jakimś procencie w tych nakładach, to jeśli to Ty wyprowadziłaś się od partnera, to masz tylko rok na wytoczenie sprawy. Po tym czasie Twoje roszczenie się przedawni i nie odzyskasz ani grosza.

Sama widzisz,że rozliczanie konkubinatu to dość trudne przedsięwzięcie. Jeśli więc przewidujesz problemy w swoim związku, to przeczytaj ten post przynajmniej dwa razy i zacznij gromadzić dowody. Opowiadaj osobom bliskim o swoim życiu, zakupach itd. bo to będą kiedyś Twoi świadkowie.

konkubinatJeśli jesteś nowoczesną kobietą, żyjącą w wolnym związku, ten post jest dla Ciebie. 

Ty bardziej niż kto inny potrafisz docenić zalety swojego partnera, nie jest Ci potrzebny żaden „papierek” (czytaj ślub), aby być z Nim na dobre i na złe. Wprawdzie jest Wam ciężko, bo się dorabiacie, wielu rzeczy musisz sobie odmawiać, ale przecież kiedyś to się zmieni. Jak tylko dzieci podrosną pójdziesz do pracy i wtedy o wiele łatwiej będzie Twojemu partnerowi ze spłatą kredytu. A teraz jest czas wielkiej miłości, dumy z tego, że dajecie radę, wspieracie się i możecie być przykładem dla wielu par, szczególnie dla tych które uważają, że konkubinat to coś gorszego. Czasami myślisz sobie, że Twój związek jest taki fajny i trwały, bo nie ma tego „papierka”, że partnerzy w konkubinacie, to ludzie którzy naprawdę chcą być ze sobą. Chcą a nie muszą !

Zapamiętaj więc ten czas, te emocje i uczucia, które Ci dziś towarzyszą, bo one kiedyś spowszednieją i niepostrzeżenie odejdą. Tak jest w wielu związkach i bez znaczenia jest czy jest to małżeństwo czy konkubinat. Różnica polega na tym, że w konkubinacie znacznie prościej jest się rozstać.  Ale… za to o wiele trudniej jest podzielić się majątkiem.

Dlaczego?

Bo konkubinat nie jest pod ochroną tak jak związek małżeński. Ustawodawca zadbał by rozwiązania prawne sprzyjały założonej rodzinie. I nawet podział majątku żeby był prostszy i z założenia sprawiedliwy.

I tak, jak wychodzisz za mąż, to z mocy prawa powstaje między małżonkami wspólność majątkowa obejmująca przedmioty majątkowe nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków lub przez  jednego z nich. Czyli możesz nigdy nie pracować zawodowo, zajmując się domem i dziećmi a i tak należy Ci się z mocy prawa 1/2 waszego majątku. Nie musisz nic udawadniać kiedy, z jakich środków i za ile dana rzecz została zakupiona (mówię to w pewnym uproszczeniu, ale co do zasady tak jest; wszystko na pół). Tak więc jeśli kiedyś mąż  powie Ci , że wszystko jest jego, bo tylko on na to pracował, to odpowiedz mu…… co chcesz, ale musisz wiedzieć, że połowa jest Twoja. Właśnie dlatego, że Ty zajmowałaś się dziećmi i domem, Twój mąż mógł pracować nawet na dwa etaty. On ciężko pracował w pracy, Ty ciężko pracowałaś w domu. Spłata kredytu za mieszkanie nie jest odczuwalna tylko przez Twojego męża, ale przez całą Waszą rodzinę. Zazwyczaj obniża się standard życia; nie jeździcie na wakacje, oszczędzacie na wszystkim. Skutki spłaty kredytu ponosi cała rodzina.

Podobnie jest w konkubinacie; skutki zaciągniętego kredytu ponosi również cała rodzina, z tą jednak różnicą, że inaczej wygląda sprawa podziału majątku.

Pamiętaj, konkubinat  niszczy osobę słabszą ekonomicznie!!!

Wiem, brzmi strasznie, ale tak jest. Polskie prawo nie reguluje instytucji konkubinatu i rozliczeń między konkubentami. Nie oznacza to bynajmniej, że nie ma możliwości podzielenia się majątkiem. Oczywiście jest, ale zasady są zupełnie inne.

Każda ze stron musi udowodnić swój wkład w zakup danej rzeczy; ile rzecz kosztowała, kiedy była kupiona i z czyich pieniędzy została zakupiona. Specjalnie podkreśliłam słowo „udowodnić”, bo ono oddaje sens tego co się dzieje na sprawie o podział majątku konkubentów. Posługując się przykładem zakupu mieszkania w kredycie – jeśli Twój partner wziął kredyt na mieszkanie i sam go spłacił, to mieszkanie jest Jego i choćbyś z nim mieszkała 100 lat NIGDY nie staniesz się współwłaścicielką (chyba, że podaruje Ci udział w tym mieszkaniu lub je odziedziczysz na mocy testamentu). Tak więc może się tak zdarzyć, że po wielu latach konkubinatu zostaniesz z niczym! Zdarzy się tak wtedy, gdy tylko Twój partner będzie pracował i kupował wszystkie dobra, a Ty nie mając środków nie będziesz się dokładać albo gdy swoją pensję będziesz przeznaczała głównie na swoje potrzeby lub nawet na potrzeby rodziny.

Tak więc sama widzisz, że w małżeństwie kredyt jest spłacany, by mieszkanie stało się własnością małżonków, zaś w konkubinacie, by stało się własnością tego kto spłaca kredyt.

Wiedząc już o tym możesz od dzisiaj pilnować, by faktury były wystawiane na Was obydwoje, by dokumentować, że masz również wkład w tworzenie wspólnego majątku. Ale myślę, że to nie buduje związku. Bez wątpienia może być źródłem konfliktów, gdyż dla każdego będzie  czytelne, że zabezpieczasz się na przyszłość, na wypadek gdyby Wasz związek się rozpadł.

Co możesz więc zrobić by ewentualny podział majątku był sprawiedliwy?

Przede wszystkim sporządzić ze swoim partnerem umowę cywilną określającą sposób rozliczania się i regulującą wszelkie kwestie finansowe , ewentualnie… wyjść za mąż.

Mam nadzieję, że ten post uświadomił Ci problem. Na co dzień spotykam się w swojej pracy z problemem rozliczania konkubinatu i niedowierzaniem konkubin gdy słyszą, że nic im się nie należy. Szczególnie bolesne jest to w przypadku śmierci partnera żyjącego w wieloletnim nieformalnym związku. Pamiętaj – rodzina zmarłego szybko będzie chciała się Ciebie pozbyć.  Gdy np. mieszkanie było zmarłego, to Tobie nic się nie należy, nie dziedziczysz, nie ma żadnej spłaty. Nikt nie ma obowiązku zapewnienia Ci jakiegokolwiek lokalu. Przemyśl to.

W kolejnym poście opowiem Ci prawdziwą sądową historię rozliczenia konkubinatu.

Trzymam kciuki za Twoje wybory.

Lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnegoSprawa, o której chcę Ci dziś opowiedzieć bardzo mnie poruszyła. Może dlatego, że mam jeszcze w pamięci jak długo czekało się na „własne ” mieszkanie i jak długo trwało zbieranie wkładu na lokatorskie prawo do lokalu. Najczęściej to rodzice zakładali dzieciom książeczki mieszkaniowe, na które latami zbierali pieniądze, dzięki czemu dorosłe dziecko szybciej dostawało mieszkanie. Myślę, że w świadomości wielu osób, które w ten sposób otrzymały mieszkanie jest silnie zakorzenione przekonanie, że to jest „jego mieszkanie”.

W tej sprawie wnioskodawczyni przed zawarciem związku małżeńskiego otrzymała lokatorskie prawo do lokalu. Prawo to powstało z połączenia dwóch kawalerek. Kiedy wnioskodawczyni  wyszła za mąż wraz z nią zamieszkał jej małżonek i ich wspólne dzieci. Małżeństwo jednak się nie układało. Nie widząc innego rozwiązania wnioskodawczyni opuściła wspólne miejsce zamieszkania i wyjechała do pracy za granicą. Nie było jej 5 lat. Po powrocie mąż nie wpuścił jej do domu uniemożliwiając wspólne zamieszkanie. Nie było innego wyjścia; pozostał rozwód i podział majątku.

Rozstrzygnięcie w sprawie o podział majątku ją zszokowało!

Sąd przyznał spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu uczestnikowi postępowania z obowiązkiem spłaty na rzecz wnioskodawczyni. Przyjmując, że uczestnik postępowania korzystał z lokalu ponad swój udział , sąd określił wynagrodzenie należne wnioskodawczyni i je rozliczył (korzystanie z lokalu ponad udział wynikało z faktu uniemożliwienia wnioskodawczyni zamieszkania w domu po powrocie z zagranicy). Sąd rozliczył także płacone przez uczestnika należności czynszowe i dokonane nakłady.

Od tego orzeczenia apelację złożyła wnioskodawczyni, niestety ją przegrała. Przegrała również kasację.

A teraz od początku; postaram się omówić wszystkie „grzechy”, jakie zostały popełnione w tej sprawie – ku przestrodze i zapamiętaniu.

Po pierwsze określając wartość wkładu zgromadzonego na koncie lokalu mieszkalnego, sąd dopuścił dowód z opinii biegłego do spraw rachunkowości aby ustalić jaka jest aktualna wartość wkładu, gdyż wkład ten zgromadzony był ponad 30 lat temu. W apelacji od tego orzeczenia wnioskodawczyni nie kwestionowała sposobu obliczenia wartości lokatorskiego prawa do lokalu i to był błąd. Nie jestem w stanie powiedzieć jaka byłaby wartość wkładu wyliczona wg wskazań Sądu Najwyższego, ale podstawą wyceny spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego przy podziale majątku jest jego potencjalna cena rynkowa. Myślę, że ta cena byłaby wyższa niż wynikająca z przeszacowania przez biegłą.

Sprawa następna, to przyznanie  mieszkania uczestnikowi postępowania. Sąd stanął na stanowisku, że uczestnik od ponad 30 lat stale zamieszkuje w przedmiotowym lokalu wraz z dziećmi, partycypuje w kosztach jego utrzymania i dokonuje nakładów na lokal. Sąd podniósł również, że jego sytuacja majątkowa gwarantuje z dużym prawdopodobieństwem spłatę udziału wnioskodawczyni. Podobnie jak wnioskodawczyni, nie dysponuje on prawem do innego lokalu. Na jego korzyść przemawiała trudna sytuacja materialne wnioskodawczyni i małe prawdopodobieństwo, że podołałaby spłacie gdyby to jej przyznano prawo do lokalu mieszkalnego. Jak widzisz bez znaczenia pozostawał fakt, że środki na pokrycie wkładu mieszkaniowego zostały zgromadzone na książeczce mieszkaniowej wnioskodawczyni jeszcze przed zawarciem związku małżeńskiego.

Trudno w tym miejscu nie zadać pytania – dlaczego wobec tego nie rozdzielono tych dwóch kawalerek, tak by każdy z małżonków otrzymał małe bo małe, ale jednak mieszkanie?

Ano właśnie. W pierwszym rzędzie należy stwierdzić, że spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu może zostać podzielone. Ale takie roszczenie musi zostać wyraźnie wyartykułowane przez stronę postępowania. Sąd nie może się tego domyślać, bądź  sam decydować za stronę. W przedmiotowej sprawie uczestnikowi „chodził po głowie taki pomysł”czego wyrazem był wniosek uczestnika o zwrócenie się sądu do spółdzielni z pismem, czy możliwy jest podział tego lokalu na dwa mniejsze. Spółdzielnia odpowiedziała, że nie jest wykluczony, jednak jego przeprowadzenie jest uwarunkowane koniecznością dopełnienia szeregu formalności i koniecznością poniesienia  w związku z tym znacznych kosztów.

W aktach sprawy znajduje się informacja, że orientacyjny koszt robót związanych z rozdziałem lokalu na dwa mniejsze wyniósłby około 30.000 zł. I to był tak naprawdę ostatni moment dla wnioskodawczyni na zajęcie stanowiska, że żąda przyznania jej prawa do lokalu spółdzielczego, ewentualnie podziału tego prawa. W konsekwencji powinna wnosić o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego sądowego, który jednoznaczne wypowiedziałby się co do możliwości technicznych takiego podziału oraz kosztów z tym związanych. Sąd nie miał obowiązku przeprowadzania takich dowodów z urzędu wobec braku ze strony wnioskodawczyni i uczestnika postępowania żądania takiego właśnie sposobu zniesienia współwłasności.  Zgłoszenie tego żądania w postępowaniu apelacyjnym okazała się być spóźnione, w związku z tym nie było przedmiotem rozpoznania przez sąd.

Kolejnym zarzutem wnioskodawczyni pod adresem wydanego przez sąd rejonowy orzeczenia było ustalenie zbyt niskiego wynagrodzenia od uczestnika postępowania za korzystanie przez niego z lokalu mieszkalnego ponad jego udział. Wnioskodawczyni oczekiwała, że sąd weźmie pod uwagę, że opuszczenie przez nią mieszkania i wyjazd na 5 lat za grancę spowodowany był nagannym zachowaniem się uczestnika i de facto zmuszeniem jej do opuszczenia mieszkania. Liczyła więc, że wynagrodzenie będzie naliczone również za ten 5 letni okres.

Wnioskodawczyni zapomniała o jednym; że tą okoliczność powinna jeszcze udowodnić, czego tak naprawdę nie zrobiła. O ile w przypadku niemożności zamieszkania w domu po przyjeździe z zagranicy, wnioskodawczyni dysponowała dokumentami w postaci pism składanych na policję i do prokuratury oraz zeznaniami świadków, o tyle co do konieczności opuszczenia mieszkania brak było jakichkolwiek dowodów poza jej oświadczeniem. Tylko dla porządku powiem, że kwota wynagrodzenia za korzystanie z mieszkania przez uczestnika ponad jego udział, wyliczona została w oparciu o wysokość czynszu jaki byłby możliwy do uzyskania przy wynajęciu mieszkania.

Jak wcześniej wspomniałam sąd rozliczył także płacone przez uczestnika należności czynszowe czyli po prostu zasądził od wnioskodawczyni na rzecz uczestnika połowę opłat czynszowych za okres przez który wnioskodawczyni nie zamieszkiwała w przedmiotowym lokalu. Z rozstrzygnięciem tym wnioskodawczyni również nie mogła się zgodzić. Sąd jednak stał na stanowisku (utrwalonym w orzecznictwie Sądu Najwyższego), że okoliczność, że wnioskodawczyni nie korzystała z lokalu mieszkalnego nie zwalniała jej z obowiązku ponoszenia, w odpowiednim ułamku, opłat związanych z tym lokalem.

Wnioskodawczyni „przegapiła” jeszcze jedną okoliczność wiążącą się z pieniędzmi. Otóż składając zeznania wskazała, że otrzymała zwrot pieniędzy w kwocie 4.123.286 st.zł. ze swojej książeczki mieszkaniowej, które to pieniądze zostały przeznaczone na połączenie kawalerek, które utworzyły lokal będący przedmiotem postępowania. Po takim stwierdzeniu wnioskodawczyni powinna złożyć wniosek o rozliczenie nakładu dokonanego z jej majątku odrębnego na majątek wspólny. I roszczenie to udowodnić, bo nie wystarczy tylko stwierdzić fakt, ponieważ sąd w takiej sytuacji nie działa z urzędu. Sąd ustala wartość nakładów poczynionych z majątku wspólnego na majątek osobisty jednego z małżonków bez względu na inicjatywę dowodową uczestników postępowania, natomiast w drugą stronę to nie działa. ( czyli nie ustala z urzędu nakładów z majątku osobistego na majątek wspólny). Tak więc wnioskodawczyni „straciła” kolejne pieniądze.

Jak widzisz było trochę błędów ale również niepotrzebnych nadziei wynikających z nieznajomości prawa. Pamiętaj żeby każdy swój pomysł finansowy przekuć w żądanie rozliczenia przez sąd, bo bez Twojego wyraźnego żądania sąd nie podejmie żadnych kroków.

W styczniu tego roku Sąd Najwyższy wydał postanowienie, które rewolucjonizuje dotychczasowy sposób ustalania wartości wchodzącego w skład majątku wspólnego spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego, obciążonego hipoteką która zabezpiecza udzielony małżonkom kredyt bankowy.

Na czym ta rewolucja polega ?

Otóż, na pominięciu wartości obciążenia hipotecznego.

Już tłumaczę, ale najpierw tytułem wyjaśnienia powiem , że nie tak dawno temu popełniłam wpis pt.: Kredyt hipoteczny we frankach a spłata z mieszkania, czyli jak po wielu latach można zostać z niczym. W świetle powyższego orzeczenia Sądu Najwyższego przedstawiony w moim poście sposób ustalania wartości mieszkania jest już nieaktualny, na co zwrócił mi uwagę pan Paweł komentując ten wpis. Dziękuję, bo skorzystałam ja i przyszli czytelnicy, a to ważne bo czytelnicy ufają naszej wiedzy.

A więc do rzeczy:

Sąd Rejonowy orzekając w sprawie z wniosku pani Magdy z udziałem jej byłego męża Tomasza o podział majątku wspólnego ustalił, że w skład majątku wspólnego wchodzi między innymi spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego o wartości 350 000 zł. Sąd ustalił również, że oboje małżonkowie zawarli z PKO BP umowę kredytu hipotecznego w kwocie 89 230,77 franków szwajcarskich za który nabyli to prawo do lokalu. Stwierdzając, że udziały byłych małżonków w majątku wspólnym są równe, przyznał panu Tomaszowi własnościowe prawo do lokalu i zasądził  na rzecz pani Magdy spłatę w wysokości połowy wartości  tego prawa czyli 175 000 zł.

Sąd I instancji przyjął za miarodajną rynkową wartość spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu ustaloną przez biegłego na kwotę 350 000 zł. Nie uwzględnił okoliczności, że prawo to jest obciążone hipoteką na rzecz PKO BP S.A. zabezpieczającą spłatę udzielonego na zakup tego mieszkania kredytu. Wskazał, że w sprawie o podział majątku wspólnego byłych małżonków, sąd dokonuje podziału składników majątkowych (aktywów), natomiast nie rozstrzyga o zaciągniętych przez oboje małżonków w czasie trwania wspólności ustawowej niespłaconych jeszcze długach oraz nie dokonuje „podziału”zobowiązań byłych małżonków, w tym także poprzez potrącenie przyszłych zobowiązań.

Sąd Rejonowy podniósł, że oboje małżonkowie są stroną umowy kredytowej, co oznacza, że ich zobowiązanie ma charakter solidarny, a podział majątku nie wpływa na obowiązek dłużników osobistych spłaty tego kredytu zgodnie z umową. Przyszłe raty kredytu są zobowiązaniem niewymagalnym w chwili orzekania o podziale majątku, wymagalność poszczególnych rat powstaje bowiem dopiero w dniu ustalonym w harmonogramie spłat kredytu. Spłata wymagalnych rat kredytu przez oboje małżonków lub przez jednego z nich po dokonaniu podziału majątku wspólnego, może być podstawą do regresu między nimi jako dłużnikami solidarnymi na podstawie art. 376 kc oraz w razie sporu – podstawą dochodzenia rozliczeń z tego tytułu w postępowaniu sądowym, albowiem nie stoi temu na przeszkodzie art. 567 par. 3 w zw. z art. 688 w zw. z art. 618 par. 3 kpc.

To rozstrzygnięcie Sądu I instancji jest sprzeczne z dotychczasową linią orzeczniczą wszystkich sądów ale przede wszystkim z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego. W licznych orzeczeniach Sąd Najwyższy przyjmował, że przy szacowaniu składników majątku wspólnego należy uwzględnić obciążenie zmieniające rzeczywistą wartość tych składników majątkowych, w szczególności obciążenie o charakterze prawnorzeczowym, za które ponosi odpowiedzialność każdorazowy właściciel nieruchomości, zwłaszcza obciążenie hipoteką i prawami dożywocia. Wartość takich obciążeń odliczało się zarówno przy ustalaniu wartości składników  majątku wspólnego , jak i przy zaliczeniu wartości przyznanej jednemu z małżonków nieruchomości na poczet przysługującego mu udziału w majątku wspólnym.

Pomimo tego Sąd Okręgowy podzielił ustalenia faktyczne i oceny prawne Sądu Rejonowego i oddalił apelację pana Tomasza w zakresie zarzucającym niewłaściwy sposób ustalenia wartości mieszkania, bez pomniejszenia jej o pozostałą do spłaty część kredytu zabezpieczonego hipoteką .

Pan Tomasz  postanowił więc poszukać sprawiedliwości w Sądzie Najwyższym!

Na próżno !

Sąd ten omówił plusy i minusy  obydwu sposobów ustalania wartości własnościowego prawa do lokalu obciążonego hipoteką i suma summarum zaakceptował rozstrzygnięcie sądu rejonowego.

Tak więc czekam co będzie dalej, która z koncepcji ustalania wartości spółdzielczego prawa do lokalu zwycięży. Jak będą orzekać sądy, czas pokaże. Pamiętać jednak należy, że nasze prawo nie opiera się o wcześniejsze rozstrzygnięcia sądów – nie decyduje tu precedens lecz przepis ustawy. Bez wątpienia wiążące są uchwały pełnego składu danej izby (cywilnej, karnej itd.) lub uchwały zapadające w składzie 7 sędziów.  To rozstrzygnięcie z jakim mamy do czynienia w tej sprawie, to postanowienie. Tak więc nie wszystkie sądy muszą podzielać pogląd wyrażony w tym orzeczeniu i stosować się do niego.

W tej sprawie matka z synem walczą o spadek w postaci gospodarstwa rolnego.  Dla pana Jacka – spadkodawcy byli dziadkami. Jego udział w spadku to 3/4 części. Jego matka – pani Halina ma udział wynoszący 1/4 części, spadkodawcy byli jej rodzicami.

Ale od początku ;

Rodzice pani Haliny mieli sześcioro dzieci  i bardzo małe gospodarstwo rolne. Było więc oczywiste, że nie zostaną oni na gospodarce i muszą poszukać własnej drogi życiowej. Uczyli się i kształcili, a na koniec wszyscy za wyjątkiem pani Haliny poszli do miasta.

Lata mijały, pani Halina wyszła za mąż ale dalej mieszkała w tej samej wsi i pomagała swoim rodzicom w ich gospodarstwie. Kiedy zmarli obydwoje rodzice, pani Halina postanowiła uporządkować sprawy majątkowe. Wniosła więc sprawę o stwierdzenie nabycia spadku po obydwojgu rodzicach. Rozpoznając taką sprawę  sąd ustala kto najpierw zmarł i ustala krąg spadkobierców po danej osobie oraz udział jaki im przypada w spadku, a następnie procedurę tą powtarza w stosunku do drugiego spadkodawcy. W przedmiotowej sprawie sąd stwierdził, że najpierw zmarła matka pani Haliny i spadek po niej nabyli: mąż w 5/20 częściach oraz dzieci spadkodawczyni (czyli sześcioro osób), które dziedziczyły po 3/20 części. W punkcie drugim ustalił kto dziedziczy gospodarstwo rolne.

Musisz wiedzieć, że do lutego 2001 r. nie wszyscy mogli dziedziczyć gospodarstwo rolne z ustawy. Dziedziczyli gospodarstwo tylko ci, którzy w chwili otwarcia spadku (czyli śmierci spadkodawcy):

  1. stale pracowali bezpośrednio przy produkcji rolnej albo
  2. mieli przygotowanie zawodowe do prowadzenia produkcji rolnej , albo
  3. byli małoletni bądź też pobierali naukę zawodu lub uczęszczali do szkół, albo
  4. byli trwale niezdolni do pracy – (czyli mieli grupę inwalidzką)

Ta „wyliczanka” wskazuje, że te dzieci, które poszły do miasta i zdobyły zawód, a do rodziców na wieś przyjeżdżały tylko na wakacje – nie dziedziczyły gospodarstwa rolnego. Przyznasz,że to niesprawiedliwe. Przecież była to ich „ojcowizna”. Często tak naprawdę jedyny składnik majątku spadkowego. No cóż, takie były wówczas czasy i takie prawo.

Sytuacja zmieniła się po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, (tak, tak to ten sam Trybunał o którym dziś jest tak głośno)  który orzekł niezgodność z konstytucją cytowanego przez mnie przepisu  (1059 kc). Od tego czasu dzieci spadkodawcy dziedziczą  gospodarstwo rolne z ustawy bez względu na to czy mają wykształcenie rolnicze czy nie.

Ale do rzeczy – odnośnie gospodarstwa rolnego, sąd stwierdził, że nabyli je w częściach równych po 1/2  mąż spadkodawczyni (czyli ojciec pani Haliny ) i pani Halina.

W dalszej kolejności sąd stwierdził prawa do spadku po ojcu pani Haliny. Ponieważ sporządził on testament, cały spadek po nim przypadł jego wnukowi Jackowi. W przypadku dziedziczenia gospodarstwa rolnego na mocy testamentu nie obowiązywał artykuł 1059 kc. czyli nie trzeba było spełniać żadnych warunków aby odziedziczyć gospodarstwo rolne.

Po stwierdzeniu nabycia spadku po rodzicach pani Haliny okazało się, że pan Jacek ma udział wynoszący 3/4 części, zaś jego matka – czyli pani Halina 1/4 części. Do podziału było gospodarstwo o wielkości 0,81 ha.  Zarówno pan Jacek jak i pani Halina chcieli to gospodarstwo dla siebie.

W tym miejscu muszę dodać ,że kilka lat wcześniej pan Jacek wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie uległ bardzo poważnemu wypadkowi w wyniku którego został sparaliżowany. Do chwili działu spadku mieszkał wraz z rodziną za granicą, nie pracował , utrzymywał się z zasiłku dla niepełnosprawnych i zasiłku opiekuńczego. W związku ze swoją sytuacją zdrowotną od kilku lat nie był w kraju i nie interesował się przedmiotowym gospodarstwem. Jego matka natomiast po rozwodzie z jego ojcem zamieszkała w spadkowym gospodarstwie , czyniła liczne nakłady zarówno na dom jak i gospodarstwo.Sąd ustalił, że ma ona kwalifikacje rolnicze, gdyż ukończyła zasadniczą szkołę rolniczą , od wielu lat jest w posiadaniu przedmiotowego gospodarstwa rolnego, ponosi bieżące koszty utrzymania domu i płaci podatki.

Biegły wycenił  nakłady pani Haliny  na 29 830,00 zł.

Całe zaś gospodarstwo  wycenił na 94 690,00 zł. Kwota ta stanowi wartość spadku wycenianą z chwili  jego otwarcia -czyli z chwili śmierci spadkodawcy, a według cen aktualnych. Tak się wycenia wszystkie składniki majątkowe. Bo jeśli np. dom w chwili śmierci spadkodawcy był zniszczoną „ruinką” a na skutek nakładów jednego ze spadkobierców  poważnie zyskał na wartości, to taka wycena jest najbardziej sprawiedliwa. Czyli nakładów nie bierze się pod uwagę.

I jeszcze jedna uwaga odnośnie współwłasności; współwłaściciele ponoszą wydatki i ciężary związane z rzeczą wspólną  proporcjonalnie do wielkości udziałów. Oznacza to tylko tyle, że jeśli np. dach wymaga wymiany, to musi być wymieniony na koszt wszystkich współwłaścicieli stosownie do ich udziałów i bez znaczenia jest czy dany współwłaściciel mieszka w tym domu czy nie. Musi płacić. Tak więc to matka pana Jacka mogłaby domagać się od niego zwrotu wartości pewnych nakładów poczynionych przez nią a związanych przecież z rzeczą wspólną.

Na podstawie opinii powołanego w sprawie biegłego sąd ustalił, że podział przedmiotowego gospodarstwa rolnego , jak również działki siedliskowej nie jest zasadny z uwagi na całokształt czynników społeczno-gospodarczych, niewielką powierzchnię gospodarstwa, a także kierunki rozwoju określone przez Gminę.

Sąd więc musiał zdecydować komu przyznać w całości gospodarstwo.

Pan Jacek argumentował, że ma wyższy udział, wynoszący 3/4 części, zatem to jemu należy przyznać całą nieruchomość. Zwłaszcza, że po śmierci dziadka, do momentu gdy wyjechał za granicę to wyłącznie on zajmował się będącym przedmiotem spadku domem, opłacał podatki, czynił remonty. Natomiast jego matka nigdy nie interesowała się tym gospodarstwem ani swoimi dziećmi. Wyjeżdżała za granicę, nadużywała alkoholu, jego natomiast oraz jego rodzeństwo wychowywali rodzice ojca. Obecnie także większość czasu wnioskodawczyni spędza w Niemczech. Dodał ponadto, że chce wrócić do Polski i zamieszkać w przedmiotowy domu , gdyż jest on parterowy i w związku z tym mógłby się po nim swobodnie poruszać na wózku inwalidzkim. Zakwestionował nakłady poczynione przez jego matkę  twierdząc , że wykonali je jego bracia.

Sąd po rozważeniu całości materiału zgromadzonego w aktach uznał,że gospodarstwo rolne w całości przyzna wnioskodawczyni z obowiązkiem spłaty na rzecz uczestnika postępowania.

W uzasadnieniu sąd wykazywał, że zgodnie z przepisami pierwszeństwo do uzyskania gospodarstwa rolnego w całości uzyskuje ten ze współwłaścicieli, który je prowadzi lub stale  w nim pracuje, chyba że interes  społeczno-gospodarczy przemawia za wyborem innego współwłaściciela. Z tego też względu przyznał gospodarstwo wnioskodawczyni, bo to ona od wielu lat jest w posiadaniu gospodarstwa rolnego, które stanowi jej centrum życia. Po śmierci ojca gospodarstwo to jest w wyłącznym jej posiadaniu, jedynie przez krótki okres czasu mieszkali tam jej  synowie.

Sąd podniósł, że to wnioskodawczyni zajmuje się utrzymaniem tego gospodarstwa, ponosi opłaty za media i płaci podatki, czyniła również nakłady mające na celu polepszenie stanu nieruchomości, dokonała licznych prac remontowych w wewnątrz i na zewnątrz budynku mieszkalnego i gospodarczego. Natomiast uczestnik postępowania nie mieszka w spadkowym gospodarstwie rolnym, co więcej od kilku lat nie odwiedza tej nieruchomości, nie interesuje się nią, gdyż przebywa na stałe za granicą. Ponadto uczestnik postępowania jest niepełnosprawny, sparaliżowany, wymagający opieki innych, zatem nie jest w stanie samodzielnie, z przyczyn od niego niezależnych, prowadzić gospodarstwa rolnego.

Twierdzenia uczestnika postępowania, że wróciłby do Polski jeśli otrzyma przedmiotową nieruchomość, Sąd Rejonowy uznał za niewiarygodne, gdyż uczestnik nie podejmował dotąd żadnych czynności wskazujących na powrót do kraju. Sąd ponadto podniósł, że uczestnik straciłby  wracając do kraju wsparcie finansowe i dostęp do odpowiedniej opieki medycznej, jaką ma zapewnioną w Wielkiej Brytanii. Zatem w świetle zasad doświadczenia życiowego jego twierdzenia o powrocie do Polski nie zasługują na uwzględnienie.

Sąd odniósł się również do wniosku uczestnika postępowania o fizyczny podział gospodarstwa na dwie nieruchomości, wskazując, iż jest on niezasadny, gdyż zgodnie z opinią biegłej podział gospodarstwa na dwie nieruchomości z uwagi na gęstą zabudowę w sąsiedztwie, warunki wiejskie, czynniki ekonomiczno-społeczne i zasady prawidłowej gospodarki jest wykluczony  gdyż ograniczyłoby to jego możliwości rozwoju.

Wysokość spłaty sąd rejonowy ustalił w oparciu o wysokość udziału w  przedmiotowym gospodarstwie , który dla pana Jacka (uczestnika) wynosi 3/4, w stosunku do wartości spadku ( 94.690 zł. x 3/4= 71.017,50 zł.).  Z uwagi na wysokość spłaty oraz na sytuację finansową wnioskodawczyni i konieczność zgromadzenia przez nią stosownych środków na spłatę, sąd odroczył płatność spłaty na okres 6 miesięcy.

Z rozstrzygnięciem tym nie zgodził się pan Jacek. Sąd okręgowy nie podzielił jednak jego zarzutów i oddalił apelację w całości. Konsekwencją takiego rozstrzygnięcia było zasądzenie od niego na rzecz wnioskodawczyni kwoty 1.200 zł. tytułem kosztów zastępstwa prawnego w postępowaniu przed sądem II instancji. A więc porażka !

*********

MOJA  RADA

Proponując sposób zniesienia współwłasności gospodarstwa rolnego musisz rozważyć wszelkie okoliczności, tak jak to robi sąd. Tak więc jeśli opinia biegłego będzie wskazywała, że podział gospodarstwa byłby sprzeczny z zasadami prawidłowej gospodarki rolnej , to jest to sygnał, że sąd będzie musiał przyznać gospodarstwo jednemu ze współwłaścicieli. Wtedy rozważasz swoje atuty, nie zapominając również o możliwościach finansowych związanych ze spłatą. Do najważniejszych atutów należy praca w spadkowym gospodarstwie oraz gwarancja jego należytego prowadzenia.