Dział spadku Lublin czyli samo życie

Maryla Kuna - adwokat14 sierpnia 2017Komentarze (0)

To będzie prawdziwa historia o zachłanności, bezwzględności i walce o majątek.

Majątek, to dla każdego coś innego; dla jednego ogromne dobra materialne, a dla innego 6 hektarów gruntu ornego pod miastem. Historia, którą chcę Ci opowiedzieć zaczyna się na początku 2010 r., kiedy ojciec mojej Klientki leży ciężko chory w szpitalu i dni jego są policzone. Wówczas dwoje z pięciorga rodzeństwa przywozi do szpitala notariusza, który sporządza umowę darowizny na rzecz dwójki rodzeństwa.

W kilka dni później ojciec umiera. Jednym z obdarowanych jest syn zmarłego, który jako jedyny swoje życie związał ze spadkowym gospodarstwem. Pozostałe dzieci jako bardziej zdolne  poszły do miasta się uczyć. Przyjeżdżały wprawdzie do domu, ale ponieważ były bardzo trudne warunki lokalowe, raczej były gośćmi.

Ten syn, który pozostał na gospodarstwie, w pewnym sensie postanowił zawładnąć jeszcze za życia rodziców tą ziemią. Gdy któreś z rodzeństwa domagało się dopuszczenia do współposiadania ziemi, nie wahał się stosować przemocy: wyganiał z domu, ubliżał, szarpał, niszczył rzeczy należące do niego. A ponieważ ziemia w całości była „zapisana” na ojca, który za życia deklarował, że na nikogo jej nie przepisze, postanowił wykorzystać jego ostatnie chwile przed śmiercią by „dopomóc” losowi. Prawdę powiedziawszy gdyby nie siostra, która również została obdarowana ,jego plan by się nie powiódł. Mówiąc po prostu, nie był w stanie czegoś takiego wymyśleć i przeprowadzić.

Ponieważ nie powiedziałam Ci z jakiego powodu spadkodawca był w szpitalu, więc nie możesz wiedzieć, że w chwili sporządzania umowy darowizny przez notariusza (!!!) był on w stanie wyłączającym świadome i swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli. Mówiąc po prostu – nie wiedział co robi.

Zapytasz jak to możliwe, że notariusz z taką osobą sporządza akt notarialny?

Też nie wiem. Mogę się tylko domyślać….

Możesz sobie wyobrazić, co się działo jak sprawa wyszła na jaw i okazało się, że pozostali spadkobiercy nic nie dziedziczą!

HORROR.

Kłótnie, poczucie krzywdy, wielka złość i nienawiść. W między czasie, trudno jest mi dziś sprecyzować kiedy wybuchł pożar, który zniszczył znaczną część zabudowań rodziców. Nic się nikomu nie stało, ale straty materialne były duże. Podobnie w ich sercach; pustka i osamotnienie. Wszyscy zdali sobie sprawę, że nie mogą na siebie liczyć. To trudne zdarzenie ich nie zjednoczyło, wręcz przeciwnie oddaliło od siebie. O pożarze wszyscy mówili, że to podpalenie.

Trzeba Ci wiedzieć, że najbardziej pokrzywdzoną osobą aktem notarialnym darowizny była żona zmarłego.

Wspomniałam wcześniej, że cała ziemia była „zapisana” na męża.

Musisz wiedzieć, że w 1971 r. weszła w życie ustawa uwłaszczeniowa. To był bardzo ważny akt prawny, który regulował własność ziemi. Otóż , jeśli rolnik spełniał określone warunki otrzymywał dokument, który nazywał się Akt Własności Ziemi potwierdzający własność należących do niego gruntów. Jeśli  właściciel ziemi pozostawał w związku małżeńskim i ziemia została zakupiona w czasie trwania związku małżeńskiego Akt Własności Ziemi powinien być wydany na oboje małżonków. W naszej sprawie tak się jednak nie stało. Albo był to  błąd urzędnika albo przeświadczenie spadkodawcy, że wszystko jest jego. Suma summarum żona nie została ujęta, ani w Akcie Własności Ziemi ani w akcie notarialnym darowizny.

Ale na to znalazła się recepta.

Moja Klientka wniosła sprawę o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem. To przywróciło wszystko do porządku; czyli sąd stwierdził, że ziemia należała do obojga małżonków. Po śmierci męża jego udział odziedziczyła żona wspólnie z dziećmi. Tak więc żona miała największy udział (bo 1/2 części swojej i 1/4 z części po mężu , zaś dzieci pozostałą część ). Nie cieszyła się jednak zbyt długo tym rozstrzygnięciem sądu, bo niedługo zmarła.

Dziś jesteśmy na etapie podziału spadku czyli tych 6 hektarów w 90% ziemi ornej. Każdy z rodzeństwa chce dostać ziemię. Wszyscy bowiem maja świadomość, że wprawdzie dziś jest to ziemia orna ale wokół rosną osiedla domków jednorodzinnych. Tylko czekać jak zmieni się plan zagospodarowania przestrzennego i będą to działki budowlane.A więc przy sprzedaży bardzo konkretne pieniądze. Emocje są ogromne.

Jedyną osobą, która nie chce zmian jest syn , który od wielu lat prowadzi spadkowe gospodarstwo i nikogo nie dopuszcza do współposiadania. W trakcie niniejszej sprawy w wyremontowanych przez niego budynkach znowu wybuch pożar. Tym razem zniszczył wszystko. Znowu mówi się o podpaleniu, jest nawet podejrzany. Wyrok jednak w tej sprawie jeszcze nie zapadł. Pomimo bardzo nagannej postawy, ten człowiek wzbudza moje współczucie, bo jego sytuacja jest najbardziej niewiadoma.

Jeśli sąd podzieli fizycznie gospodarstwo, czyli na części czyli po hektarze dla każdego (i jeszcze zostanie 1 działka), to jak on poradzi sobie po podziale, jak będzie żyć? Jest już starszym człowiekiem, nie ma żadnego wykształcenia, nie potrafił wykorzystać potencjału tkwiącego w ziemi uprawiając 6 hektarów, jak będzie żył mając np. 2 hektary.

Gdyby jednak sąd przydzielił mu całe gospodarstwo z obowiązkiem spłaty na rzecz rodzeństwa, to znowu kłopot. Nie ma on bowiem  żadnych oszczędności, dochody z gospodarstwa są zbyt niskie by otrzymał kredyt bankowy, tak więc  nie jest w stanie  spłacić rodzeństwa. Brak spłaty spowoduje wniesienie sprawy do komornika i finalnie sprzedaż w drodze licytacji gospodarstwa. I wtedy wszyscy stracą. Komornik sprzeda gospodarstwo poniżej jego faktycznej wartości, odliczy swoje koszty (dość spore), a reszta zostanie do podziału. I co nie bez znaczenia; ojcowizna która podzieliła rodzeństwo „pójdzie do ludzi”.

Z drugiej strony jest rodzeństwo, uczestnicy postępowania, którym wcale tak dobrze się nie powodzi. Czy mają zrezygnować ze swoich praw na rzecz nieporadnego lecz zachłannego brata? Sprawa zbliża się ku końcowi. Z niecierpliwością będę oczekiwała rozstrzygnięcia, tym bardziej, że tak naprawdę przepisy o podziale gospodarstw rolnych są bardzo restrykcyjne. Nie wiem co zrobi sąd.

Wiem, jesteś już po rozwodzie , ale to nie koniec . To początek Twojego nowego życia w pojedynkę ale również początek batalii o majątek. O sprawie o podział majątku jeszcze nie myślisz, musisz trochę okrzepnąć. Ale sprawy się dzieją…

Twój były zabrał samochód z którego również korzystałaś, bo mówi, że to jego , bo sam spłacał za niego raty i nadal będzie je płacił. Ty płacisz raty za lodówkę co przy ratach za samochód jawi się jako niewiele znacząca kwota . Mijają miesiące i w końcu któreś z Was wnosi sprawę o podział majątku.

Dziś opowiem Ci tylko jak mogą potoczyć się sprawy z samochodem i lodówką pod warunkiem , że taką koncepcję zaakceptujesz , a poza tym że ją zgłosisz w formie roszczenie w sądzie.

Wcześniej trzeba postawić jeszcze bardzo ważne pytanie: czy zabranie samochodu wbrew Twojej woli było zgodne z prawem i czy przysługują Ci jakieś roszczenia w związku z tym ?

A więc do rzeczy:

Dopóki byliście małżeństwem i każdy z Was spłacał zaciągnięte raty i pożyczki, które prowadziły do powiększania majątku dorobkowego , było  o.k.  Zakładam , że między Wami istniała ustawowa wspólność małżeńska, tak więc sąd nie będzie rozliczał tych spłaconych rat z czasów małżeństwa.

Sytuacja diametralnie się zmienia od momentu ustania wspólności majątkowej małżeńskiej   do chwili podziału majątku wspólnego. To może być okres kilku miesięcy ale również i kilku lat. Wspólność ustawowa ustaje z dniem uprawomocnienia się wyroku w sprawie o rozwód, również w sprawie o rozdzielność majątkową a także z chwilą zawarcia umowy notarialnej o rozdzielność majątkową.  Ten okres jest szczególny, bo wszystkie nakłady jakie w tym czasie czynisz na rzecz majątku wspólnego czynisz  ze swojego majątku osobistego . A to podlega rozliczeniu w sprawie o podział majątku. Takim właśnie nakładem z majątku osobistego na majątek wspólny  są spłaty kredytu i to zarówno za samochód jak i lodówkę. Tak więc zarówno Ty jak i Twój były mąż macie prawo zgłosić do rozliczenia kwoty jakie zapłaciliście za daną rzecz od dnia rozwodu do dnia podziału majątku.

Przykład:  Twój były od chwili rozwodu do dnia podziału spłacił 14 rat za  Wasz samochód w kwocie 7.343,29 zł.Tak więc ma on prawo domagania się od Ciebie zwrotu połowy tej kwoty , stosownie do udziału we współwłasności czyli  3.671,60 zł.

Ty zaś, skoro w tym samym czasie ( czyli 14 miesięcy ) spłacałaś lodówkę i zapłaciłaś 1.400 zł. masz prawo domagania się od byłego męża kwoty 700 zł. stanowiącej połowę spłaconej kwoty.

Oczywiście żadne z Was nie musi domagać się od drugiej strony takich rozliczeń , to jest uprawnienie, a tylko od Ciebie zależy czy z takiego prawa skorzystasz. Musisz jednak pamiętać, że bez Twojego wyraźnego żądania sąd nie będzie się zajmował takim roszczeniem. Do Ciebie będzie również należało udowodnienie  spłaty i jej wysokości. Sąd z urzędu nie podejmie żadnych czynności.

To tyle jeśli chodzi o nakład z majątku odrębnego na majątek wspólny.

Teraz kwestia zabrania samochodu;

Otóż, jesteś współwłaścicielką przedmiotowego samochodu, Twój udział to 1/2 części. A wobec tego przysługuje Ci prawo do współposiadania i korzystania z rzeczy wspólnej. Czyli , jeżeli Twój były mąż  narusza Twoje uprawnienia do współposiadania  lub pozbawia Cię takiego uprawnienia do korzystania z samochodu , to działa bezprawnie. A wobec tego może ponieść wynikające z tego naruszenia skutki prawne.

A jakie to są skutki?

Otóż, jest to roszczenie o wynagrodzenie za bezprawne korzystanie z rzeczy wspólnej przez innego współwłaściciela. Warunkiem niezbędnym aby takie roszczenie miało szanse powodzenia jest wykazanie przed sądem , że zostałaś bezprawnie pozbawiona możliwości korzystania z samochodu. To znaczy, że były mąż mimo Twoich protestów zabrał samochód lub nie chciał ustalić z Tobą sposobu użytkowania go. Jeśli natomiast okazałoby się , że były to  Wasze ustalenia co do samochodu lub w sposób wyraźny zamanifestowałaś, że Cię samochód nie interesuje , to tracisz tego rodzaju roszczenie. Późniejsze wyliczenie wynagrodzenia uzależnione jest od stanu faktycznego sprawy , bo nie ma tu stałej stawki. Jeśli np. brak samochodu łączył się z wydatkami na taksówkę , wynagrodzenie będzie inne niż gdy samochód ten potrzebny był Ci raz w miesiącu gdy chciałaś odwiedzić rodziców w innej miejscowości.

****

MOJA  RADA:

Przed napisaniem wniosku o podział majątku zastanów się  tak ” na zdrowy chłopski rozum” jakie roszczenia Ci przysługują. Nie musisz ich prawniczo nazywać , wystarczy, że będziesz czuła czego chcesz.  Prawnik pomoże Ci je nazwać i  zapisać jako żądanie.

 

Rozwód Lublin

Maryla Kuna - adwokat27 lipca 2017Komentarze (0)

Nie wiem czy wiesz , że zgodnie z obowiązującą procedurą cywilną zadaniem sądu orzekającego  nie jest dochodzenie do prawdy obiektywnej a tylko ocena przedstawionych przez strony dowodów !! To jest kardynalne stwierdzenie i musisz o tym zawsze pamiętać.

Poprzednio obowiązujące przepisy nakładały na sąd obowiązek takiego prowadzenia sprawy , by „prawda wyszła na jaw”. Czyli to zadaniem sądu było z własnej inicjatywy dopuszczanie i przeprowadzanie takich dowodów, które pozwalały dojść do prawdy.

Dziś już tak nie jest !  To na stronie spoczywa obowiązek zgłaszania wniosków dowodowych, które potwierdzą jej tezę. Jak wiesz w sprawie o rozwód strony  są dwie i prawdy są dwie. I to na Tobie spoczywa obowiązek udowodnienia swojej prawdy i przekonania do niej sądu. Tak więc w zależności od tego jakie dowody przedstawisz , czy w sposób właściwy wykorzystasz ich potencjał zależeć będzie wynik postępowania.Nie możesz liczyć na to, że sąd widząc że prawda jest po Twojej stronie lecz Ty nie radzisz sobie z prowadzeniem sprawy będzie Cię w jakikolwiek sposób wyręczał  lub pomagał. Nie licz na to, że sąd będzie Ci podpowiadał jakie powinnaś zgłosić dowody  lub będzie je dopuszczał z urzędu. Tak naprawdę sądowi tego robić nie wolno, gdyż każdy dopuszczony z urzędu ( czyli z własnej inicjatywy sądu ) dowód będzie działał na korzyść jednej strony a przeciwko drugiej, a sąd ma być bezstronny.

Co więc w takiej sytuacji?

Przede wszystkim PORADŹ SIĘ adwokata lub radcy prawnego prowadzących sprawy o rozwód. Żadne czytanie w internecie nie da Ci tyle co rozmowa z fachowcem. On powinien pokierować Tobą , powiedzieć Ci jakie dowody powinnaś zgłosić i na jakie okoliczności. Ja zawsze swoim Klientom opowiadam jak przebiega sprawa o rozwód, jak się do niej trzeba przygotować. Bo pamiętaj ; do każdej sprawy trzeba się przygotować , a do sprawy rozwodowej szczególnie. Tu są takie emocje, że czasami trudno jest zebrać myśli.

I kolejna sprawa  musisz wiedzieć, że sprawa w sądzie , to nie sesja terapeutyczna gdzie będziesz mogła w spokojnej atmosferze wyrzucić z siebie wszystkie żale. O nie! Sąd oczekuje zwartej wypowiedzi na temat faktów i dowodów na ich potwierdzenie.  Trzeba się więc  przygotować …. jak do lekcji. ( Pamiętasz jak to było ?)

Jeśli z jakiś powodów nie zdecydujesz się na wizytę u adwokata, to musisz pamiętać o 3 rzeczach;

PO PIERWSZE : najpierw podejmujesz decyzję czy chcesz się rozwieść bez orzekania o winie czy z winy współmałżonka.

PO DRUGIE : jeśli podejmiesz decyzję, że chcesz rozwodu z wyłącznej winy męża, to usiądź któregoś wieczoru w spokoju i ciszy , weź kartkę papieru i w punktach odpowiedz na pytanie -” co się stało , że dziś nie jesteśmy razem, na czym polegała wina męża. „

Przykładowe punkty mogą wyglądać tak:

1. pił

2. bił

3. zdradzał

4. nie dawał na utrzymanie rodziny

Pod każdy z tych punktów musisz podłożyć określoną treść ; czyli zeznając przed sądem musisz np. określić jak często mąż pił, kto był świadkiem , jak mąż się zachowywał pod wpływem alkoholu, czy interweniowała u Was policja itd. itd.

PO TRZECIE: dowody- czyli musisz zgłosić świadków i inne dowody na wskazane przez Ciebie fakty . Innymi dowodami są dokumenty takie  jak np. obdukcje lekarskie, pisma z prokuratury , listy , zdjęcia. Słowem to wszystko co potwierdzi winę Twojego męża w danym zakresie.

Często słyszę wtedy” ale ja nie mam żadnych świadków”. Bardzo często tak jest, bo nasze życie toczy się w czterech ścianach.  Ale zastanów się , komu się wyżalasz : mamie, koleżance  w pracy? To są również świadkowie . Oczywiście lepiej byłoby mieć bezpośrednich świadków zdarzeń , ale jak nie ma innych , to ci muszą wystarczyć.

W sprawie o rozwód sąd zajmuje się również innymi kwestiami rodzinnymi ale o tym może innym razem.

*************

MOJA  RADA

Aby nie stać się przekąską dla drugiej strony  ( szczególnie gdy jest reprezentowana przez fachowego pełnomocnika) i nie dać się pożreć , trzeba się do sprawy solidnie przygotować. Również pamiętaj o czytaniu wszelkich drukowanych pouczeń, które otrzymujesz z sądu przy okazji np. wezwania na rozprawę. Są tam bardzo ważne informacje.

I sprawa ogromnie ważna ; wypocznij przed sprawą, postaraj się wyspać , bo emocje będą duże….

 

Nie tak dawno temu zgłosiła się do mnie moja dawna Klientka ze sprawą o rozdzielność majątkową. To bardzo dzielna kobieta; praktycznie sama wychowała trzech synów, pożeniła ich i pomogła im się urządzić. Jej mąż 20 lat temu wyjechał na miesiąc do pracy za granicę, ale niestety zamiast za miesiąc wrócił po 20 latach. Przez ten cały czas praktycznie się nie odzywał.

Trudne to były lata; wszystko było „na jej głowie”,  alimenty płacił jej Fundusz Alimentacyjny, a trzej młodzi chłopcy chcieli  żyć jak ich koledzy. A do tego chyba jednak poczucie upokorzenia…, że można tak najbliższe osoby, bez jednego zdania wyjaśnienia pozostawić.

No, ale wrócił… i od razu zabrał się za sprawy.

Na pierwszy ogień poszła sprawa o rozdzielność majątkową. Pan domagał się orzeczenia rozdzielności majątkowej z dniem  wniesienia pozwu. Ta data była dla mnie dziwna. Bo jeśli się czegoś dorobił za granicą, to powinien wnosić o orzeczenie rozdzielności z datą wsteczną, by zarobione pieniądze lub dobra nie weszły do majątku wspólnego. Natomiast jeśli się niczego nie dorobił, to po co mu rozdzielność?

Zawsze kiedy wstępuję do takiej sprawy jako pełnomocnik zastanawiam się co się kryje za takim żądaniem . A więc zawsze o to pytam. W tym wypadku spodziewałam się, że Pan powie, że był wiele lat za granicą,  sam na wszystko zapracował i dlatego nie chce się dzielić. A tu padła odpowiedź, że nie wie dlaczego wniósł tę sprawę… Nawiasem mówiąc sprawę wnosił fachowy pełnomocnik i to z dużym doświadczeniem. Przed rozprawą wiadomo było, że Pan ubiegał się o zwolnienie od opłaty. To zawsze wskazuje na trudną sytuację materialną. Tak więc tym bardziej to było dziwne.

Moja Klientka przez te 20 lat czyniła nakłady na ich wspólne własnościowe mieszkanie; położyła panele w pokojach, wymieniła okna, położyła glazurę i terakotę, kilkakrotnie malowała mieszkanie. Wszystko to robiła z własnej pensji i pożyczek z zakładu pracy. W świetle prawa te wszystkie nakłady, chociaż czynione wyłącznie przez nią stanowiły ich majątek dorobkowy, bo swoje źródło miały w powstałej przez zawarcie małżeństwa wspólności ustawowej. Tak więc moja Klientka nie myślała o odzyskiwaniu jakichkolwiek nakładów, do czasu…. Pomysł podsunął Pan Mąż swoim pozwem. A w związku z tym wystąpiłyśmy o rozdzielność majątkową z datą wsteczną, czyli od czerwca 1995 r. bo wtedy Pan wyjechał za granicę.  I tu pełen sukces! Sąd orzekł rozdzielność z tak odległą datą wsteczną.

W tym momencie zmieniła się sytuacja prawna mojej Klientki. Te wszystkie nakłady, jakie czyniła na ich wspólne mieszkanie, stały się nakładem z jej majątku odrębnego na majątek wspólny. A wobec tego otworzyły jej drogę do żądania zwrotu połowy ich wartości. Bierze się to stąd, że jej mąż jest współwłaścicielem mieszkania i  ma obowiązek ponoszenia wydatków i ciężarów związanych z rzeczą wspólną proporcjonalnie do swojego udziału. Skoro zostały poczynione nakłady, które zwiększyły wartość rzeczy wspólnej, to współwłaściciel zobowiązany jest do zwrotu (w tym wypadku) połowy ich wartości. Byłoby to niemożliwe, gdyby istniała ustawowa  wspólność.

Mało tego, to orzeczenie o rozdzielności z dniem 1 czerwca 1995 r.daje jej prawo ubiegania się o zwrot (w sprawie o podział majątku wspólnego) połowy uiszczonego przez nią czynszu za mieszkanie za okres 20 lat! Bo to też jest nakład z jej majątku odrębnego na majątek wspólny.

Gdyby moja Klientka chciała, aby w sprawie o podział majątku sąd przyznał jej własnościowe prawo do lokalu, nie spłacałaby mężowi 1/2 wartości mieszkania, tylko zdecydowanie mniej. Sąd bowiem odjął, by od od wartości jaką miałaby spłacić mężowi: 1/2 wartości przeprowadzonych  remontów i 1/2 wartości zapłaconego czynszu.

Przykład: mieszkanie małżonków warte jest na wolnym rynku 300.000 zł. Tak więc moja Klientka chcąc zatrzymać mieszkanie dla siebie powinna spłacić męża kwotą 150.000 zł. Ale…… na  remont mieszkania wydała 40.000 zł. z tego połowę  musi zwrócić jej mąż czyli 20.000 zł. i przez 20 lat zapłaciła czynsz za mieszkanie w wysokości 120.000 zł. ( licząc „na oko” tylko dla tego przykładu po 500 zł. miesięcznie), gdzie mąż musi jej zwrócić 1/2 tej kwoty czyli 60.000 zł. W tej sytuacji  od kwoty spłaty 150.000 zł. należy odjąć 20.000 zł. z tytułu remontów i 60.000 zł. z tytułu czynszu, co daje wynik 70.000 zł.

Tak więc sama widzisz jak jedna decyzja może zaważyć na rozliczeniach majątkowych.

*****

MOJA  RADA

Pamiętaj „każdy kij ma dwa końce”. Każda decyzja niesie za sobą określone skutki. Jeśli tych skutków nie jesteś w stanie przewidzieć, bo masz za mało danych , nie podejmuj pochopnie decyzji. Gdyby mąż mojej Klientki rozważył  co zyska  a co może stracić wnosząc sprawę o rozdzielność majątkową , niewątpliwie by tego nie zrobił. Prawdopodobnie straci w sprawie o podział majątku 80.000 zł.

Piszę „prawdopodobnie”, bo sprawa o podział majątku ma dopiero wyznaczony pierwszy termin rozprawy.

Kilkaset tysięcy ludzi zaciągnęło kredyt hipoteczny we fankach szwajcarskich. Kupili swoje wymarzone mieszkania, spłacali zaciągnięte kredyty ale… ich małżeństwa nie wytrzymały próby czasu. Współczuję im serdecznie, bo patrząc na to dzisiaj, to podwójny dramat. Rozwód, to zawsze porażka, która na długo pozostaje w pamięci, a kredyt hipoteczny we frankach to MASAKRA.

Jeśli i Tobie się to przydarzyło, to nie mam dobrych wiadomości.

Protesty frankowiczów, (aby zmniejszyć ich ogromne obciążenia) to sprawa dość świeża, ale problem ma już wiele lat. Ponieważ już dość dawno okazało się, że w sprawie o podział majątku, kiedy sąd ustalał wartość własnościowego prawa do lokalu, wartość tego składnika okazywała się dużo niższa, niż zaciągnięty na ten cel kredyt hipoteczny. Rodziło się pytanie:

Jak podzielić sprawiedliwie majątek gdzie podstawowym składnikiem jest własnościowe prawo do lokalu i co zrobić z kredytem?

Na to ostatnie pytanie znajdziesz odpowiedź w moim poprzednim wpisie cztery prawdy o podziale majątku… Tak więc już wiesz, że kredyt pomimo podziału majątku pozostaje w pewnym sensie nadal również i Twoim obciążeniem. Ale mimo wszystko, co do zasady, ten kto dostaje mieszkanie, ten spłaca kredyt. Wobec tego kolejne pytanie:

W jakiej wysokości Ty dostaniesz spłatę i czy w ogóle spłata Ci się należy?

I tu SZOK!, bo spłata Ci się w ogóle w takiej sytuacji nie należy. Więc po wielu latach małżeństwa odchodzisz z niczym!!!

Ponieważ zaistniał problem jak dokonać podziału własnościowego prawa do lokalu na zakup którego zaciągnięto kredyt hipoteczny, sprawę rozstrzygnął Sąd Najwyższy. Dodam tylko, że nie chodzi tylko o kredyt zaciągnięty we fankach szwajcarskich, ale w ogóle o kredyt hipoteczny. Kredyt we fankach jest o tyle wyjątkowy, że poprzez wzrost kursu franka, kredyt bardzo wzrósł.

Tak więc Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że ustalenie wartości spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego wchodzącego w skład majątku wspólnego małżonków winno nastąpić poprzez pomniejszenie wartości spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu o wartość istniejącego na dzień orzekania przez sąd obciążenia hipotecznego. Dopiero tak otrzymana kwota odzwierciedla wartość przedmiotowego prawa (czyli mieszkania).

Przykład: Jeśli wartość mieszkania  na dzień orzekania o podziale majątku to kwota 170 .000 zł., a niespłacony kredyt hipoteczny wynosi na dzień orzekania  280.000 zł. To znaczy , że wartość obciążenia hipotecznego przewyższa wartość rynkową prawa do lokalu o 110.000 zł.

I co wtedy?

Jeśli jest to jedyny składnik majątku wspólnego podlegającego podziałowi, to sąd ustala wartość majątku wspólnego na kwotę 0 ( zero) złotych.  Konsekwencją takiego ustalenia jest orzeczenie, że żadna spłata Ci się nie należy!

Wiem.., to okropne, straszne i bulwersujące.  Spłacaliście wspólnie przez kilka lat kredyt, a teraz Ty nie dostaniesz z tego tytułu żadnej spłaty, nie dostaniesz żadnej spłaty z wyliczonej przez biegłego wartości mieszkania, a do tego w dalszym ciągu „wisi” nad Tobą kredyt !

Dlaczego Sąd Najwyższy tak rozstrzygnął ?

Ano dlatego, że przyjął, że takie rozwiązanie jest sprawiedliwe.

Popatrz:

Kredyt hipoteczny zaciągnęliście obydwoje. Posługując się naszym przykładem na dzień orzekania pozostało go do spłacenia 280.000 zł. Tak więc sąd w sprawie o podział majątku powinien orzec, że Ty masz spłacić 140.000 zł. i Twój były mąż również 140.000 zł. kredytu. On otrzymuje mieszkanie a Tobie ma spłacić 85.000 zł (wartość mieszkania to 170.000 zł.: 2 = 85.000).

To jest patrzenie na sprawę „po ludzku” nie po prawniczemu. Może wydawać Ci się bardziej sprawiedliwe, ale niemożliwe do przeprowadzenia z uwagi na obowiązujące przepisy o których dzisiaj nie będę mówiła.  Ale mimo wszystko, jeśli wszystko podliczysz, to się okaże , że po takim podziale zostałoby Ci do spłacenia 55.000 zł. ( 140.000-85.000 = 55.000), a przy takim rozwiązaniu jaki przyjął Sąd Najwyższy wychodzisz na tym ” na zero”. Więc chyba suma summarum Sąd rozstrzygnął dla Ciebie korzystniej.

*****

MOJA  RADA

Gdyby trafiła Ci się taka sytuacja, że masz kredyt hipoteczny we frankach, to nie uciekaj od sprawy o podział majątku, kiedyś to przecież trzeba będzie załatwić. Postaraj się natomiast wspólnie z byłym mężem zminimalizować koszty sprawy. Wiedząc już jak sąd rozstrzyga takie sprawy, ustalcie wspólnie wartość mieszkania, w ten sposób unikniecie kosztów opinii biegłego, w banku dowiecie się jaka jest wartość kredytu hipotecznego pozostałego do spłaty. I pozostają już tylko rachunki.

Zgodny podział majątku w sądzie, to opłata  tylko 300 zł. Zapewniam Cię, że warto spróbować.

Życzę powodzenia.