Lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnegoSprawa, o której chcę Ci dziś opowiedzieć bardzo mnie poruszyła. Może dlatego, że mam jeszcze w pamięci jak długo czekało się na „własne ” mieszkanie i jak długo trwało zbieranie wkładu na lokatorskie prawo do lokalu. Najczęściej to rodzice zakładali dzieciom książeczki mieszkaniowe, na które latami zbierali pieniądze, dzięki czemu dorosłe dziecko szybciej dostawało mieszkanie. Myślę, że w świadomości wielu osób, które w ten sposób otrzymały mieszkanie jest silnie zakorzenione przekonanie, że to jest „jego mieszkanie”.

W tej sprawie wnioskodawczyni przed zawarciem związku małżeńskiego otrzymała lokatorskie prawo do lokalu. Prawo to powstało z połączenia dwóch kawalerek. Kiedy wnioskodawczyni  wyszła za mąż wraz z nią zamieszkał jej małżonek i ich wspólne dzieci. Małżeństwo jednak się nie układało. Nie widząc innego rozwiązania wnioskodawczyni opuściła wspólne miejsce zamieszkania i wyjechała do pracy za granicą. Nie było jej 5 lat. Po powrocie mąż nie wpuścił jej do domu uniemożliwiając wspólne zamieszkanie. Nie było innego wyjścia; pozostał rozwód i podział majątku.

Rozstrzygnięcie w sprawie o podział majątku ją zszokowało!

Sąd przyznał spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu uczestnikowi postępowania z obowiązkiem spłaty na rzecz wnioskodawczyni. Przyjmując, że uczestnik postępowania korzystał z lokalu ponad swój udział , sąd określił wynagrodzenie należne wnioskodawczyni i je rozliczył (korzystanie z lokalu ponad udział wynikało z faktu uniemożliwienia wnioskodawczyni zamieszkania w domu po powrocie z zagranicy). Sąd rozliczył także płacone przez uczestnika należności czynszowe i dokonane nakłady.

Od tego orzeczenia apelację złożyła wnioskodawczyni, niestety ją przegrała. Przegrała również kasację.

A teraz od początku; postaram się omówić wszystkie „grzechy”, jakie zostały popełnione w tej sprawie – ku przestrodze i zapamiętaniu.

Po pierwsze określając wartość wkładu zgromadzonego na koncie lokalu mieszkalnego, sąd dopuścił dowód z opinii biegłego do spraw rachunkowości aby ustalić jaka jest aktualna wartość wkładu, gdyż wkład ten zgromadzony był ponad 30 lat temu. W apelacji od tego orzeczenia wnioskodawczyni nie kwestionowała sposobu obliczenia wartości lokatorskiego prawa do lokalu i to był błąd. Nie jestem w stanie powiedzieć jaka byłaby wartość wkładu wyliczona wg wskazań Sądu Najwyższego, ale podstawą wyceny spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego przy podziale majątku jest jego potencjalna cena rynkowa. Myślę, że ta cena byłaby wyższa niż wynikająca z przeszacowania przez biegłą.

Sprawa następna, to przyznanie  mieszkania uczestnikowi postępowania. Sąd stanął na stanowisku, że uczestnik od ponad 30 lat stale zamieszkuje w przedmiotowym lokalu wraz z dziećmi, partycypuje w kosztach jego utrzymania i dokonuje nakładów na lokal. Sąd podniósł również, że jego sytuacja majątkowa gwarantuje z dużym prawdopodobieństwem spłatę udziału wnioskodawczyni. Podobnie jak wnioskodawczyni, nie dysponuje on prawem do innego lokalu. Na jego korzyść przemawiała trudna sytuacja materialne wnioskodawczyni i małe prawdopodobieństwo, że podołałaby spłacie gdyby to jej przyznano prawo do lokalu mieszkalnego. Jak widzisz bez znaczenia pozostawał fakt, że środki na pokrycie wkładu mieszkaniowego zostały zgromadzone na książeczce mieszkaniowej wnioskodawczyni jeszcze przed zawarciem związku małżeńskiego.

Trudno w tym miejscu nie zadać pytania – dlaczego wobec tego nie rozdzielono tych dwóch kawalerek, tak by każdy z małżonków otrzymał małe bo małe, ale jednak mieszkanie?

Ano właśnie. W pierwszym rzędzie należy stwierdzić, że spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu może zostać podzielone. Ale takie roszczenie musi zostać wyraźnie wyartykułowane przez stronę postępowania. Sąd nie może się tego domyślać, bądź  sam decydować za stronę. W przedmiotowej sprawie uczestnikowi „chodził po głowie taki pomysł”czego wyrazem był wniosek uczestnika o zwrócenie się sądu do spółdzielni z pismem, czy możliwy jest podział tego lokalu na dwa mniejsze. Spółdzielnia odpowiedziała, że nie jest wykluczony, jednak jego przeprowadzenie jest uwarunkowane koniecznością dopełnienia szeregu formalności i koniecznością poniesienia  w związku z tym znacznych kosztów.

W aktach sprawy znajduje się informacja, że orientacyjny koszt robót związanych z rozdziałem lokalu na dwa mniejsze wyniósłby około 30.000 zł. I to był tak naprawdę ostatni moment dla wnioskodawczyni na zajęcie stanowiska, że żąda przyznania jej prawa do lokalu spółdzielczego, ewentualnie podziału tego prawa. W konsekwencji powinna wnosić o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego sądowego, który jednoznaczne wypowiedziałby się co do możliwości technicznych takiego podziału oraz kosztów z tym związanych. Sąd nie miał obowiązku przeprowadzania takich dowodów z urzędu wobec braku ze strony wnioskodawczyni i uczestnika postępowania żądania takiego właśnie sposobu zniesienia współwłasności.  Zgłoszenie tego żądania w postępowaniu apelacyjnym okazała się być spóźnione, w związku z tym nie było przedmiotem rozpoznania przez sąd.

Kolejnym zarzutem wnioskodawczyni pod adresem wydanego przez sąd rejonowy orzeczenia było ustalenie zbyt niskiego wynagrodzenia od uczestnika postępowania za korzystanie przez niego z lokalu mieszkalnego ponad jego udział. Wnioskodawczyni oczekiwała, że sąd weźmie pod uwagę, że opuszczenie przez nią mieszkania i wyjazd na 5 lat za grancę spowodowany był nagannym zachowaniem się uczestnika i de facto zmuszeniem jej do opuszczenia mieszkania. Liczyła więc, że wynagrodzenie będzie naliczone również za ten 5 letni okres.

Wnioskodawczyni zapomniała o jednym; że tą okoliczność powinna jeszcze udowodnić, czego tak naprawdę nie zrobiła. O ile w przypadku niemożności zamieszkania w domu po przyjeździe z zagranicy, wnioskodawczyni dysponowała dokumentami w postaci pism składanych na policję i do prokuratury oraz zeznaniami świadków, o tyle co do konieczności opuszczenia mieszkania brak było jakichkolwiek dowodów poza jej oświadczeniem. Tylko dla porządku powiem, że kwota wynagrodzenia za korzystanie z mieszkania przez uczestnika ponad jego udział, wyliczona została w oparciu o wysokość czynszu jaki byłby możliwy do uzyskania przy wynajęciu mieszkania.

Jak wcześniej wspomniałam sąd rozliczył także płacone przez uczestnika należności czynszowe czyli po prostu zasądził od wnioskodawczyni na rzecz uczestnika połowę opłat czynszowych za okres przez który wnioskodawczyni nie zamieszkiwała w przedmiotowym lokalu. Z rozstrzygnięciem tym wnioskodawczyni również nie mogła się zgodzić. Sąd jednak stał na stanowisku (utrwalonym w orzecznictwie Sądu Najwyższego), że okoliczność, że wnioskodawczyni nie korzystała z lokalu mieszkalnego nie zwalniała jej z obowiązku ponoszenia, w odpowiednim ułamku, opłat związanych z tym lokalem.

Wnioskodawczyni „przegapiła” jeszcze jedną okoliczność wiążącą się z pieniędzmi. Otóż składając zeznania wskazała, że otrzymała zwrot pieniędzy w kwocie 4.123.286 st.zł. ze swojej książeczki mieszkaniowej, które to pieniądze zostały przeznaczone na połączenie kawalerek, które utworzyły lokal będący przedmiotem postępowania. Po takim stwierdzeniu wnioskodawczyni powinna złożyć wniosek o rozliczenie nakładu dokonanego z jej majątku odrębnego na majątek wspólny. I roszczenie to udowodnić, bo nie wystarczy tylko stwierdzić fakt, ponieważ sąd w takiej sytuacji nie działa z urzędu. Sąd ustala wartość nakładów poczynionych z majątku wspólnego na majątek osobisty jednego z małżonków bez względu na inicjatywę dowodową uczestników postępowania, natomiast w drugą stronę to nie działa. ( czyli nie ustala z urzędu nakładów z majątku osobistego na majątek wspólny). Tak więc wnioskodawczyni „straciła” kolejne pieniądze.

Jak widzisz było trochę błędów ale również niepotrzebnych nadziei wynikających z nieznajomości prawa. Pamiętaj żeby każdy swój pomysł finansowy przekuć w żądanie rozliczenia przez sąd, bo bez Twojego wyraźnego żądania sąd nie podejmie żadnych kroków.

W styczniu tego roku Sąd Najwyższy wydał postanowienie, które rewolucjonizuje dotychczasowy sposób ustalania wartości wchodzącego w skład majątku wspólnego spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego, obciążonego hipoteką która zabezpiecza udzielony małżonkom kredyt bankowy.

Na czym ta rewolucja polega ?

Otóż, na pominięciu wartości obciążenia hipotecznego.

Już tłumaczę, ale najpierw tytułem wyjaśnienia powiem , że nie tak dawno temu popełniłam wpis pt.: Kredyt hipoteczny we frankach a spłata z mieszkania, czyli jak po wielu latach można zostać z niczym. W świetle powyższego orzeczenia Sądu Najwyższego przedstawiony w moim poście sposób ustalania wartości mieszkania jest już nieaktualny, na co zwrócił mi uwagę pan Paweł komentując ten wpis. Dziękuję, bo skorzystałam ja i przyszli czytelnicy, a to ważne bo czytelnicy ufają naszej wiedzy.

A więc do rzeczy:

Sąd Rejonowy orzekając w sprawie z wniosku pani Magdy z udziałem jej byłego męża Tomasza o podział majątku wspólnego ustalił, że w skład majątku wspólnego wchodzi między innymi spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego o wartości 350 000 zł. Sąd ustalił również, że oboje małżonkowie zawarli z PKO BP umowę kredytu hipotecznego w kwocie 89 230,77 franków szwajcarskich za który nabyli to prawo do lokalu. Stwierdzając, że udziały byłych małżonków w majątku wspólnym są równe, przyznał panu Tomaszowi własnościowe prawo do lokalu i zasądził  na rzecz pani Magdy spłatę w wysokości połowy wartości  tego prawa czyli 175 000 zł.

Sąd I instancji przyjął za miarodajną rynkową wartość spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu ustaloną przez biegłego na kwotę 350 000 zł. Nie uwzględnił okoliczności, że prawo to jest obciążone hipoteką na rzecz PKO BP S.A. zabezpieczającą spłatę udzielonego na zakup tego mieszkania kredytu. Wskazał, że w sprawie o podział majątku wspólnego byłych małżonków, sąd dokonuje podziału składników majątkowych (aktywów), natomiast nie rozstrzyga o zaciągniętych przez oboje małżonków w czasie trwania wspólności ustawowej niespłaconych jeszcze długach oraz nie dokonuje „podziału”zobowiązań byłych małżonków, w tym także poprzez potrącenie przyszłych zobowiązań.

Sąd Rejonowy podniósł, że oboje małżonkowie są stroną umowy kredytowej, co oznacza, że ich zobowiązanie ma charakter solidarny, a podział majątku nie wpływa na obowiązek dłużników osobistych spłaty tego kredytu zgodnie z umową. Przyszłe raty kredytu są zobowiązaniem niewymagalnym w chwili orzekania o podziale majątku, wymagalność poszczególnych rat powstaje bowiem dopiero w dniu ustalonym w harmonogramie spłat kredytu. Spłata wymagalnych rat kredytu przez oboje małżonków lub przez jednego z nich po dokonaniu podziału majątku wspólnego, może być podstawą do regresu między nimi jako dłużnikami solidarnymi na podstawie art. 376 kc oraz w razie sporu – podstawą dochodzenia rozliczeń z tego tytułu w postępowaniu sądowym, albowiem nie stoi temu na przeszkodzie art. 567 par. 3 w zw. z art. 688 w zw. z art. 618 par. 3 kpc.

To rozstrzygnięcie Sądu I instancji jest sprzeczne z dotychczasową linią orzeczniczą wszystkich sądów ale przede wszystkim z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego. W licznych orzeczeniach Sąd Najwyższy przyjmował, że przy szacowaniu składników majątku wspólnego należy uwzględnić obciążenie zmieniające rzeczywistą wartość tych składników majątkowych, w szczególności obciążenie o charakterze prawnorzeczowym, za które ponosi odpowiedzialność każdorazowy właściciel nieruchomości, zwłaszcza obciążenie hipoteką i prawami dożywocia. Wartość takich obciążeń odliczało się zarówno przy ustalaniu wartości składników  majątku wspólnego , jak i przy zaliczeniu wartości przyznanej jednemu z małżonków nieruchomości na poczet przysługującego mu udziału w majątku wspólnym.

Pomimo tego Sąd Okręgowy podzielił ustalenia faktyczne i oceny prawne Sądu Rejonowego i oddalił apelację pana Tomasza w zakresie zarzucającym niewłaściwy sposób ustalenia wartości mieszkania, bez pomniejszenia jej o pozostałą do spłaty część kredytu zabezpieczonego hipoteką .

Pan Tomasz  postanowił więc poszukać sprawiedliwości w Sądzie Najwyższym!

Na próżno !

Sąd ten omówił plusy i minusy  obydwu sposobów ustalania wartości własnościowego prawa do lokalu obciążonego hipoteką i suma summarum zaakceptował rozstrzygnięcie sądu rejonowego.

Tak więc czekam co będzie dalej, która z koncepcji ustalania wartości spółdzielczego prawa do lokalu zwycięży. Jak będą orzekać sądy, czas pokaże. Pamiętać jednak należy, że nasze prawo nie opiera się o wcześniejsze rozstrzygnięcia sądów – nie decyduje tu precedens lecz przepis ustawy. Bez wątpienia wiążące są uchwały pełnego składu danej izby (cywilnej, karnej itd.) lub uchwały zapadające w składzie 7 sędziów.  To rozstrzygnięcie z jakim mamy do czynienia w tej sprawie, to postanowienie. Tak więc nie wszystkie sądy muszą podzielać pogląd wyrażony w tym orzeczeniu i stosować się do niego.

W tej sprawie matka z synem walczą o spadek w postaci gospodarstwa rolnego.  Dla pana Jacka – spadkodawcy byli dziadkami. Jego udział w spadku to 3/4 części. Jego matka – pani Halina ma udział wynoszący 1/4 części, spadkodawcy byli jej rodzicami.

Ale od początku ;

Rodzice pani Haliny mieli sześcioro dzieci  i bardzo małe gospodarstwo rolne. Było więc oczywiste, że nie zostaną oni na gospodarce i muszą poszukać własnej drogi życiowej. Uczyli się i kształcili, a na koniec wszyscy za wyjątkiem pani Haliny poszli do miasta.

Lata mijały, pani Halina wyszła za mąż ale dalej mieszkała w tej samej wsi i pomagała swoim rodzicom w ich gospodarstwie. Kiedy zmarli obydwoje rodzice, pani Halina postanowiła uporządkować sprawy majątkowe. Wniosła więc sprawę o stwierdzenie nabycia spadku po obydwojgu rodzicach. Rozpoznając taką sprawę  sąd ustala kto najpierw zmarł i ustala krąg spadkobierców po danej osobie oraz udział jaki im przypada w spadku, a następnie procedurę tą powtarza w stosunku do drugiego spadkodawcy. W przedmiotowej sprawie sąd stwierdził, że najpierw zmarła matka pani Haliny i spadek po niej nabyli: mąż w 5/20 częściach oraz dzieci spadkodawczyni (czyli sześcioro osób), które dziedziczyły po 3/20 części. W punkcie drugim ustalił kto dziedziczy gospodarstwo rolne.

Musisz wiedzieć, że do lutego 2001 r. nie wszyscy mogli dziedziczyć gospodarstwo rolne z ustawy. Dziedziczyli gospodarstwo tylko ci, którzy w chwili otwarcia spadku (czyli śmierci spadkodawcy):

  1. stale pracowali bezpośrednio przy produkcji rolnej albo
  2. mieli przygotowanie zawodowe do prowadzenia produkcji rolnej , albo
  3. byli małoletni bądź też pobierali naukę zawodu lub uczęszczali do szkół, albo
  4. byli trwale niezdolni do pracy – (czyli mieli grupę inwalidzką)

Ta „wyliczanka” wskazuje, że te dzieci, które poszły do miasta i zdobyły zawód, a do rodziców na wieś przyjeżdżały tylko na wakacje – nie dziedziczyły gospodarstwa rolnego. Przyznasz,że to niesprawiedliwe. Przecież była to ich „ojcowizna”. Często tak naprawdę jedyny składnik majątku spadkowego. No cóż, takie były wówczas czasy i takie prawo.

Sytuacja zmieniła się po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, (tak, tak to ten sam Trybunał o którym dziś jest tak głośno)  który orzekł niezgodność z konstytucją cytowanego przez mnie przepisu  (1059 kc). Od tego czasu dzieci spadkodawcy dziedziczą  gospodarstwo rolne z ustawy bez względu na to czy mają wykształcenie rolnicze czy nie.

Ale do rzeczy – odnośnie gospodarstwa rolnego, sąd stwierdził, że nabyli je w częściach równych po 1/2  mąż spadkodawczyni (czyli ojciec pani Haliny ) i pani Halina.

W dalszej kolejności sąd stwierdził prawa do spadku po ojcu pani Haliny. Ponieważ sporządził on testament, cały spadek po nim przypadł jego wnukowi Jackowi. W przypadku dziedziczenia gospodarstwa rolnego na mocy testamentu nie obowiązywał artykuł 1059 kc. czyli nie trzeba było spełniać żadnych warunków aby odziedziczyć gospodarstwo rolne.

Po stwierdzeniu nabycia spadku po rodzicach pani Haliny okazało się, że pan Jacek ma udział wynoszący 3/4 części, zaś jego matka – czyli pani Halina 1/4 części. Do podziału było gospodarstwo o wielkości 0,81 ha.  Zarówno pan Jacek jak i pani Halina chcieli to gospodarstwo dla siebie.

W tym miejscu muszę dodać ,że kilka lat wcześniej pan Jacek wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie uległ bardzo poważnemu wypadkowi w wyniku którego został sparaliżowany. Do chwili działu spadku mieszkał wraz z rodziną za granicą, nie pracował , utrzymywał się z zasiłku dla niepełnosprawnych i zasiłku opiekuńczego. W związku ze swoją sytuacją zdrowotną od kilku lat nie był w kraju i nie interesował się przedmiotowym gospodarstwem. Jego matka natomiast po rozwodzie z jego ojcem zamieszkała w spadkowym gospodarstwie , czyniła liczne nakłady zarówno na dom jak i gospodarstwo.Sąd ustalił, że ma ona kwalifikacje rolnicze, gdyż ukończyła zasadniczą szkołę rolniczą , od wielu lat jest w posiadaniu przedmiotowego gospodarstwa rolnego, ponosi bieżące koszty utrzymania domu i płaci podatki.

Biegły wycenił  nakłady pani Haliny  na 29 830,00 zł.

Całe zaś gospodarstwo  wycenił na 94 690,00 zł. Kwota ta stanowi wartość spadku wycenianą z chwili  jego otwarcia -czyli z chwili śmierci spadkodawcy, a według cen aktualnych. Tak się wycenia wszystkie składniki majątkowe. Bo jeśli np. dom w chwili śmierci spadkodawcy był zniszczoną „ruinką” a na skutek nakładów jednego ze spadkobierców  poważnie zyskał na wartości, to taka wycena jest najbardziej sprawiedliwa. Czyli nakładów nie bierze się pod uwagę.

I jeszcze jedna uwaga odnośnie współwłasności; współwłaściciele ponoszą wydatki i ciężary związane z rzeczą wspólną  proporcjonalnie do wielkości udziałów. Oznacza to tylko tyle, że jeśli np. dach wymaga wymiany, to musi być wymieniony na koszt wszystkich współwłaścicieli stosownie do ich udziałów i bez znaczenia jest czy dany współwłaściciel mieszka w tym domu czy nie. Musi płacić. Tak więc to matka pana Jacka mogłaby domagać się od niego zwrotu wartości pewnych nakładów poczynionych przez nią a związanych przecież z rzeczą wspólną.

Na podstawie opinii powołanego w sprawie biegłego sąd ustalił, że podział przedmiotowego gospodarstwa rolnego , jak również działki siedliskowej nie jest zasadny z uwagi na całokształt czynników społeczno-gospodarczych, niewielką powierzchnię gospodarstwa, a także kierunki rozwoju określone przez Gminę.

Sąd więc musiał zdecydować komu przyznać w całości gospodarstwo.

Pan Jacek argumentował, że ma wyższy udział, wynoszący 3/4 części, zatem to jemu należy przyznać całą nieruchomość. Zwłaszcza, że po śmierci dziadka, do momentu gdy wyjechał za granicę to wyłącznie on zajmował się będącym przedmiotem spadku domem, opłacał podatki, czynił remonty. Natomiast jego matka nigdy nie interesowała się tym gospodarstwem ani swoimi dziećmi. Wyjeżdżała za granicę, nadużywała alkoholu, jego natomiast oraz jego rodzeństwo wychowywali rodzice ojca. Obecnie także większość czasu wnioskodawczyni spędza w Niemczech. Dodał ponadto, że chce wrócić do Polski i zamieszkać w przedmiotowy domu , gdyż jest on parterowy i w związku z tym mógłby się po nim swobodnie poruszać na wózku inwalidzkim. Zakwestionował nakłady poczynione przez jego matkę  twierdząc , że wykonali je jego bracia.

Sąd po rozważeniu całości materiału zgromadzonego w aktach uznał,że gospodarstwo rolne w całości przyzna wnioskodawczyni z obowiązkiem spłaty na rzecz uczestnika postępowania.

W uzasadnieniu sąd wykazywał, że zgodnie z przepisami pierwszeństwo do uzyskania gospodarstwa rolnego w całości uzyskuje ten ze współwłaścicieli, który je prowadzi lub stale  w nim pracuje, chyba że interes  społeczno-gospodarczy przemawia za wyborem innego współwłaściciela. Z tego też względu przyznał gospodarstwo wnioskodawczyni, bo to ona od wielu lat jest w posiadaniu gospodarstwa rolnego, które stanowi jej centrum życia. Po śmierci ojca gospodarstwo to jest w wyłącznym jej posiadaniu, jedynie przez krótki okres czasu mieszkali tam jej  synowie.

Sąd podniósł, że to wnioskodawczyni zajmuje się utrzymaniem tego gospodarstwa, ponosi opłaty za media i płaci podatki, czyniła również nakłady mające na celu polepszenie stanu nieruchomości, dokonała licznych prac remontowych w wewnątrz i na zewnątrz budynku mieszkalnego i gospodarczego. Natomiast uczestnik postępowania nie mieszka w spadkowym gospodarstwie rolnym, co więcej od kilku lat nie odwiedza tej nieruchomości, nie interesuje się nią, gdyż przebywa na stałe za granicą. Ponadto uczestnik postępowania jest niepełnosprawny, sparaliżowany, wymagający opieki innych, zatem nie jest w stanie samodzielnie, z przyczyn od niego niezależnych, prowadzić gospodarstwa rolnego.

Twierdzenia uczestnika postępowania, że wróciłby do Polski jeśli otrzyma przedmiotową nieruchomość, Sąd Rejonowy uznał za niewiarygodne, gdyż uczestnik nie podejmował dotąd żadnych czynności wskazujących na powrót do kraju. Sąd ponadto podniósł, że uczestnik straciłby  wracając do kraju wsparcie finansowe i dostęp do odpowiedniej opieki medycznej, jaką ma zapewnioną w Wielkiej Brytanii. Zatem w świetle zasad doświadczenia życiowego jego twierdzenia o powrocie do Polski nie zasługują na uwzględnienie.

Sąd odniósł się również do wniosku uczestnika postępowania o fizyczny podział gospodarstwa na dwie nieruchomości, wskazując, iż jest on niezasadny, gdyż zgodnie z opinią biegłej podział gospodarstwa na dwie nieruchomości z uwagi na gęstą zabudowę w sąsiedztwie, warunki wiejskie, czynniki ekonomiczno-społeczne i zasady prawidłowej gospodarki jest wykluczony  gdyż ograniczyłoby to jego możliwości rozwoju.

Wysokość spłaty sąd rejonowy ustalił w oparciu o wysokość udziału w  przedmiotowym gospodarstwie , który dla pana Jacka (uczestnika) wynosi 3/4, w stosunku do wartości spadku ( 94.690 zł. x 3/4= 71.017,50 zł.).  Z uwagi na wysokość spłaty oraz na sytuację finansową wnioskodawczyni i konieczność zgromadzenia przez nią stosownych środków na spłatę, sąd odroczył płatność spłaty na okres 6 miesięcy.

Z rozstrzygnięciem tym nie zgodził się pan Jacek. Sąd okręgowy nie podzielił jednak jego zarzutów i oddalił apelację w całości. Konsekwencją takiego rozstrzygnięcia było zasądzenie od niego na rzecz wnioskodawczyni kwoty 1.200 zł. tytułem kosztów zastępstwa prawnego w postępowaniu przed sądem II instancji. A więc porażka !

*********

MOJA  RADA

Proponując sposób zniesienia współwłasności gospodarstwa rolnego musisz rozważyć wszelkie okoliczności, tak jak to robi sąd. Tak więc jeśli opinia biegłego będzie wskazywała, że podział gospodarstwa byłby sprzeczny z zasadami prawidłowej gospodarki rolnej , to jest to sygnał, że sąd będzie musiał przyznać gospodarstwo jednemu ze współwłaścicieli. Wtedy rozważasz swoje atuty, nie zapominając również o możliwościach finansowych związanych ze spłatą. Do najważniejszych atutów należy praca w spadkowym gospodarstwie oraz gwarancja jego należytego prowadzenia.

Jeśli dowiesz się, że Twój dłużnik ma rozdzielność majątkową (czy to zawartą w formie aktu notarialnego czy orzeczoną wyrokiem) albo się rozwiódł, możesz zacząć działać !

Dlaczego?

Otóż dlatego, że taka sytuacja otwiera Ci drogę do wystąpienia do sądu z wnioskiem o dokonanie podziału jego majątku dorobkowego. Ze składników majątkowych jakie przypadną Twojemu dłużnikowi (a może będą tam i pieniądze) będziesz mogła zaspokoić swoje roszczenie. Pisałam już o tym w poście „Jak dobrać się do majątku dłużnika-jeden ze sposobów.” Musisz pamiętać jednak, że aby wystąpić ze sprawą o podział majątku Twojego dłużnika, wcześniej musisz uzyskać wyrok  stwierdzający Twoją wierzytelność. Czyli po prostu musi być wyrok, który wskazuje że sąd  zasądza od Twojego dłużnika na Twoją rzecz określone pieniądze.

Taka właśnie historia przydarzyła się panu Leonardowi i pani Barbarze.

Pan Leonard prowadził działalność gospodarczą, która niestety przynosiła straty. Jego żona natomiast była „zatrudniona na etacie.” Między małżonkami coraz częściej dochodziło do nieporozumień; pani Barbara żądała od męża aby zaprzestał prowadzenia działalności , bo to wpędza ich w coraz większe długi i zagraża rodzinie. Pan Leonard stał na stanowisku, że są to przejściowe problemy, które trzeba przeczekać. Ponieważ sytuacja się nie zmieniała małżonkowie podjęli decyzję o rozdzielności majątkowej. Uzyskali ją u notariusza, oczywiście z datą sporządzenia aktu notarialnego. Od tego czasu pani Barbara była już trochę spokojniejsza. Musisz jednak pamiętać, że długi jakie powstaną do daty sporządzenia aktu notarialnego są długami wspólnymi małżonków i nie ma tu znaczenia fakt zawarcia umowy o rozdzielność majątkową. Umowa rozdzielności działa na przyszłość, nie obejmuje okresu wcześniejszego. Tak więc pani Barbara zabezpieczyła się na przyszłość. Teraźniejszość jednak okazała się być bardzo trudna. Po chwilowej poprawie sytuacji , znowu zaczęło być źle. Pan Leonard coraz gorzej sobie radził z tą sytuacją; coraz częściej „zaglądał do kieliszka”. W rezultacie po pięciu latach od podpisania umowy o rozdzielność majątkową, do sądu wpłynęła sprawa o rozwód. Choć winę za rozkład pożycia bez wątpienia ponosił pan Leonard, małżonkowie rozwiedli się bez orzekania o winie.

W między czasie  spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, której dłużnikiem był pan Leonard wystąpiła do sądu ze sprawą o zapłatę. Spółka ta uzyskała nakaz zapłaty, który po uprawomocnieniu się został opatrzony klauzulą wykonalności na rzecz spółki. Pan Leonard nie odwoływał się od tego nakazu zapłaty, bo sprawa była oczywista. Tak więc spółka skierowała sprawę do komornika celem wyegzekwowania zasądzonej kwoty. W tym postępowaniu zajęte zostało spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu należące do obojga małżonków. Ten ruch dopiero pozwolił spółce na wystąpienie do sądu ze sprawą o podział majątku pana Leonarda i pani Barbary po to by zaspokoić swoje roszczenie z udziału przypadającego panu Leonardowi.

Ponieważ jedynym składnikiem majątku wspólnego małżonków było własnościowe prawo do lokalu, spółka będąca w tym postępowaniu wnioskodawcą wnosiła o dokonanie podziału majątku wspólnego pana Leonarda i pani Barbary w ten sposób, aby składnik majątkowy w postaci spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu przyznać panu Leonardowi ze spłatą na rzecz pani Barbary. Wnosili również o zasądzenie od obojga uczestników kosztów postępowania, w tym kosztów zastępstwa procesowego.

Przyznam, że to żądanie trochę mnie zdziwiło, gdyż ja uważałabym, że łatwiej byłoby zaspokoić się spółce ze spłaty jaka przysługiwałaby panu Leonardowi od byłej żony , a nie mieć kolejny problem ze sprzedażą mieszkania, by dopiero z uzyskanej kwoty zaspokoić swoje roszczenie.

Ponieważ sąd zawsze pyta o stanowiska wszystkich uczestników postępowania, zapytał również pana Leonarda. A pan Leonard chcąc przechytrzyć spółkę stwierdził, że uznaje wniosek co do zasady ale wnosi o przyznanie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu na rzecz byłej żony bez żadnych spłat na jego rzecz. Sprytnie! Pan Leonard uznał, że woli oddać wszystko byłej żonie, niż żeby cokolwiek z tego dostała spółka. Ale niestety jego intencje były również czytelne dla sądu.

Pani Barbara natomiast wnosiła o przyznanie jej spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu ze stosownym rozliczeniem z byłym mężem. Ponadto wnosiła o rozliczenie nakładów jakich dokonała na przedmiotowy lokal w postaci wymiany stolarki okiennej i drzwiowej oraz wykonania stałej zabudowy meblowej, uwzględnienie jej wierzytelności w stosunku do byłego męża z tytułu pokrycia za niego zobowiązań podatkowych w wysokości 30.150 zł. oraz rozliczenia wierzytelności z tytułu ciężarów poniesionych przez nią związanych z opłatami czynszowymi i energią elektryczną. W tym miejscu muszę dodać, że pomimo rozwodu pani Barbara i pan Leonard zamieszkiwali  dalej wspólnie w swoim mieszkaniu lecz pan Leonard nie partycypował w kosztach utrzymania mieszkania. Odnośnie zobowiązań podatkowych pana Leonarda, to spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu obciążone było hipoteką przymusową zwykłą w kwocie 40 243,61 zł. na rzecz Skarbu Państwa – Urzędu Skarbowego  jako zabezpieczenie spłaty należności podatkowych wynikających z działalności gospodarczej. Jak wcześniej zaznaczyłam pani Barbara spłaciła za męża kwotę 30.150 zł.

Bezspornym w sprawie był fakt dokonania nakładów na przedmiotowy lokal dokonany przez uczestniczkę postępowania w postaci wymiany stolarki okiennej i drzwiowej oraz stałej zabudowy meblowej. Również niewątpliwy był fakt poniesienia przez uczestniczkę postępowania opłat związanych z kosztami eksploatacyjnymi mieszkania oraz za energię elektryczną na łączną kwotę 17. 518,26 zł. Uczestniczka poniosła koszty, które obciążały oboje byłych małżonków, bowiem spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu stanowiło ich majątek wspólny, a ponadto oboje oni korzystali z mieszkania.

Zgodnie z art. 45 par. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego każdy z małżonków może żądać zwrotu wydatków i nakładów, które poczynił ze swego majątku osobistego na majątek wspólny. Niewątpliwie opłaty eksploatacyjne z tytułu posiadania wspólnego własnościowego prawa do lokalu obciążają obydwoje małżonków i fakt spełnienia tego świadczenia przez jedno z byłych małżonków rodzi jego uprawnienie do żądania zwrotu stosownej części od drugiego. Do chwili ustania wspólności małżeńskiej odpowiedzialność małżonków  za ich wspólne zobowiązania jest solidarna, natomiast z momentem ustania wspólności każdy odpowiada za swoje zobowiązania.  Skoro zatem pani Barbara po ustaniu wspólności ustawowej pokryła w/w należności na sumę 17.518,26 to połowę tej kwoty – czyli 8 .759,13 zł. winien ponieść uczestnik postępowania.

W toku postępowania pani Barbara wskazywała, że rozliczeniu w podziale majątku wspólnego winna podlegać również kwota 30.150 zł. jaką zapłaciła Urzędowi Skarbowemu jako spłata zaległych zobowiązań podatkowych pana Leonarda. Sąd jednak ten wniosek uznał za niezasadny. Z dokumentacji złożonej w toku sprawy wynika, że wszystkie tytuły wykonawcze  wystawione przez Urząd Skarbowy, stanowiące podstawę wpisu hipoteki i stwierdzające należności, które obecnie spłaca uczestniczka (pani Barbara) pochodzą z działalności gospodarczej prowadzonej przez jej byłego męża, które powstały w okresie po wyłączeniu przez uczestników postępowania wspólności majątkowej. Zatem pani Barbara dokonując spłat tych należności  za byłego męża poczyniła nakład ze swego majątku osobistego na majątek osobisty swojego byłego męża. A takich rozliczeń nie można dokonywać  w sprawie o podział majątku wspólnego tylko w odrębnej sprawie w trybie procesowym – o zapłatę.

Ustalając wartość majątku podlegającego podziałowi sąd wywołał opinię biegłego z zakresu szacowania nieruchomości z której wynika , że wartość spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu będącego przedmiotem tego postępowania wynosi 155.803 zł. Biegły ustalił ponadto, że wartość nakładów w postaci wymiany stolarki okiennej i drzwiowej oraz stałej zabudowy meblowej dokonanych przez uczestniczkę postępowania wynosi 12.464 zł. Jednakże biorąc pod uwagę, że biegły oceniał wartość lokalu wg aktualnego stanu, a nie wg stanu na datę ustania wspólności ustawowej małżeńskiej, należało pomniejszyć wartość  spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu o wartość nakładów, które zostały poczynione po ustaniu wspólności. 

Biegły w swojej opinii nie uwzględnił istniejącego obciążenia hipotecznego spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu będącego przedmiotem postępowania. Dział IV księgi wieczystej prowadzonej dla lokalu ujawnia hipotekę przymusową na kwotę 40.243,61 zł., jednakże należy pamiętać, że wierzytelność zabezpieczona tą hipoteką wygasła do kwoty 30.150 zł. wskutek spłacenia jej przez uczestniczkę postępowania. Zatem obciążenie hipoteczne jedynego składnika podlegającego podziałowi w tym postępowaniu powoduje konieczność  obniżenia jego wartości o sumę niespłaconej wierzytelności, a więc o 13.093,61 zł. ( 40.243,61-30.150=13.093,61 zł.)

Niespłacone długi, które obciążają majątek wspólny , przy podziale majątku wspólnego w zasadzie nie podlegają rozliczeniu. Jednakże inną kwestią jest ustalenie wartości przedmiotów wchodzących w skład majątku wspólnego i podlegających podziałowi. Przy szacowaniu składników majątku wspólnego należy uwzględnić obciążenie zmieniające rzeczywistą wartość tych składników majątkowych, w szczególności obciążenie o charakterze prawnorzeczowym, za które ponosi odpowiedzialność każdorazowy właściciel nieruchomości, zwłaszcza obciążenie hipoteką i prawami dożywocia. Wartość takich obciążeń odlicza się zarówno przy ustalaniu składników  majątku wspólnego , jak i przy zaliczaniu wartości przyznanej  jednemu z małżonków  nieruchomości na poczet przysługującego mu udziału w majątku wspólnym.

Sąd zatem ustalił, że wartość spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu wynosi ostatecznie 13o.245,39 zł. Dokonał tego odliczając od wartości tego prawa ustalonego przez biegłego czyli 155.803 zł. – wartość nakładów poczynionych przez uczestniczkę (stolarka okienna i drzwiowa itd) w kwocie 12.464 zł. oraz odjął pozostałą kwotę obciążenia hipotecznego w wysokości 13.093,61 zł.

Dokonując podziału majątku wspólnego sąd kierował się zgodnym wnioskiem uczestników, aby prawo do lokalu przyznać uczestniczce-pani Barbarze, jednakże sąd nie uwzględnił stanowiska pana Leonarda, aby na jego rzecz nie zasądzać spłat. Zrzeczenie się przez niego spłat stanowiłoby czynność podjętą z pokrzywdzeniem wierzyciela – czyli spółki, zatem sąd nie mógł dopuścić do takiego sposobu podziału majątku.

Sąd ustalił, że wartość całego majątku dorobkowego uczestników wynosi 130.245,39 zł. Zatem każdemu z uczestników winny przypaść składniki o wartości 65.122,69 zł.

Sąd zasądził tytułem spłaty od uczestniczki postępowania- pani Barbary na rzecz pana Leonarda kwotę 49.816,76 zł. Kwota ta została ustalona w ten sposób, że od połowy wartości prawa do lokalu – czyli 65.122,69 zł. sąd odjął połowę długu obciążającego oboje małżonków z tytułu opłat eksploatacyjnych w łącznej kwocie 17.518,26 zł. czyli kwotę 8.759,13 zł. przypadającą na uczestnika oraz połowę pozostałej do spłaty wierzytelności zabezpieczonej hipoteką przymusową na przedmiotowym prawie do lokalu w kwocie 6.546,805 zł. ( 13.093,61:2=6.546,805 zł.).

W tym postępowaniu sąd nie rozliczył kwoty 30.150 zł. jaką zapłaciła uczestniczka postępowania do urzędu skarbowego stanowiącą spłatę zobowiązań podatkowych uczestnika postępowania, ponieważ był to nakład z majątku osobistego uczestniczki na majątek osobisty jej byłego męża. Zobowiązanie to bowiem powstało po dokonaniu rozdzielności majątkowej.

Dzisiejszy wpis jest ku przestrodze; by pochopnie nie podejmować decyzji, bo to co dziś jawi się jako super rozwiązanie za rok może okazać się porażką.

Pewnie już to mówiłam, że w sprawie o podział majątku jeśli małżonkowie (a częściej jednak byli małżonkowie  są zgodni co do podziału składników majątkowych, to  zawierają umowę w formie aktu notarialnego u notariusza. W umowie tej dzielą się majątkiem tak jak wcześniej uzgodnili.  Natomiast gdy jest spór, to niestety muszą wnieść sprawę do sądu.

Historia którą chcę Ci opowiedzieć jest o małżeństwie, które podzieliło się majątkiem u notariusza. Po pewnym czasie Pani  jednak przemyślała sprawę i uznała, że to był duuuży błąd. Postanowiła więc „ratować sytuację”…

Wszystko zaczęło się od tego, że od pewnego czasu Pan zaczął podejrzewać żonę o romans. Nie wchodząc w szczegóły, małżonkowie postanowili się rozejść i podzielić majątkiem. A było czym się dzielić, bo małżonkowie „inwestowali w ziemię”. Nie były to przypadkowe inwestycje. Pani oprócz tego, że była nauczycielką była radną w gminie, gdzie zajmowała się między innymi gospodarką nieruchomościami i miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Tak więc była obeznana z tematem obrotu nieruchomościami i ich wartością. Chociaż małżonkowie byli bardzo przedsiębiorczy i zaradni, gdyż prowadzili działalność gospodarczą, której przedmiotem była działalność gastronomiczna i handlowa, nie stać ich było na tak ogromne inwestycje. Tak więc wspomagali się kredytami i pożyczkami od znajomych. Suma summarum – na dzień dokonywania podziału majątku u notariusza ich zadłużenie wynosiło około 500.000 zł.

Sama przyznasz, że sporo ale sporo było też gruntów.

Tu muszę na chwilę przerwać wątek o majątku, aby powiedzieć Ci kilka zdań o Pani.

Otóż, Pani miała matkę, która wychowała ją w uzależnieniu od siebie i posłuszeństwie. Gdy wyszła za mąż, zamieniła dominującą matkę na dominującego męża. Matka jednak nie chciała zrezygnować ze swojej  roli i cały czas „monitorowała „jej małżeństwo i wszelkie podejmowane przez nią decyzje. Pani zdawała sobie z tego sprawę, więc kiedy podjęła decyzję o rozwodzie i podziale majątku postanowiła nie wtajemniczać w to matki. Miała już dosyć mądrych rad i wtrącania się we wszystko.

Zależało jej przede wszystkim na tym, by wyjść z małżeństwa bez obciążeń finansowych z tytułu posiadanych zobowiązań. Strony uzgodniły więc, że Pan przejmując majątek ureguluje wszystkie zobowiązania finansowe, natomiast Pani będzie mogła zabrać samochód i rzeczy stanowiące wyposażenie zajmowanego domu według uznania i potrzeb. Małżonkowie wspólnie przygotowali niezbędne dla rozwodu i podziału majątku dokumenty.

Sprawa o rozwód przebiegła sprawnie i bez zakłóceń; strony zgodnie oświadczyły, że nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia, że się nie kochają i do siebie nie wrócą. W związku z takim stanowiskiem sąd orzekł rozwód.

W miesiąc po wniesieniu sprawy rozwodowej (ale jeszcze przed wyrokiem orzekającym rozwód) strony udały się do notariusza, gdzie umową ustanowiły rozdzielność majątkową oraz dokonały podziału majątku wspólnego. Na mocy tej umowy wszystkie nieruchomości (czyli grunty, był tam również grunt z budynkiem) przejął mąż. W umowie tej strony oświadczyły, iż porozumienie to zaspokaja w całości ich roszczenia z tytułu podziału całego majątku dorobkowego. Dla celów pobrania opłaty małżonkowie podali wartość przedmiotu umowy na kwotę  910.000 zł.

Jak się o tym dowiedziała matka Pani zaczęło się „trzęsienie ziemi”. Krzyczała na córkę, wyrzucała jej, że po takim podziale została „goła”, że jest nieodpowiedzialna, bo wszystko zostawiła mężowi. Po naradzie ze swoją koleżanką zadecydowała, że córka pójdzie do psychiatry. No i poszła; w miesiąc po rozwodzie opowiadała psychiatrze (w obecności matki) jakie to miała problemy małżeńskie, jak chcąc ratować małżeństwo zgodziła się na podział majątku. Opowiadała różne, z obiektywnego punktu widzenia nieprawdziwe rzeczy, choć może ona sama w to wierzyła. Tak czy siak, lekarz orzekł, że jest to reakcja sytuacyjna depresyjna i że Pani ma osobowość zależną.

W tym miejscu muszę dodać, że po rozwodzie Pani wraz z córką wyprowadziła się do swojej matki. Ale lekko nie miała; ciągle słuchała wyrzutów jaka jest beznadziejna i co zrobiła. Nie mogąc tego wytrzymać wyprowadziła się wraz z dzieckiem na stancję.

Po upływie pół roku od orzeczenia rozwodu Pan wypłacił z banku kwotę 430.000 zł. i przekazał ją byłej żonie na zakup mieszkania. Zależało mu bowiem, aby Pani nie wyjechała z córką do innego miasta, gdyż chciał zachować z dzieckiem stały kontakt.

Ten miły gest ze strony Pana prawie zbiegł się w czasie z pismem jakie otrzymał od byłej żony w którym uchylała się ona od skutków prawnych swojego oświadczenia woli złożonego u notariusza w umowie o podział majątku wspólnego, powołując się na podstęp. W treści pisma wskazywała, że podpisując akt notarialny była w głębokim przeświadczeniu, że jeżeli podpisze umowę jej małżeństwo nie ulegnie rozwiązaniu. Jednak w dwa tygodnie później wycofała swoje oświadczenie, wskazując iż jej stanowisko zawarte w tym piśmie jest niezasadne i nieaktualne. Byłemu mężowi powiedziała, że to pierwsze pismo było napisane pod namową matki i prosiła, by o cofnięciu  nic  matce nie mówić.

Jak widzisz w sprawie bez przerwy coś się działo; wizyty u psychiatry, odwołanie oświadczenia woli odnośnie podziału majątku u notariusza. Matka nie dawała za wygraną, nie mogła się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Uważała, że przez rozwód i taki podział majątku rodzina stała się pośmiewiskiem lokalnej społeczności, a córka straciła reputację jako nauczyciel.

Po zawarciu umowy o podział majątku wspólnego Pan rozpoczął prowadzenie działalności gospodarczej o profilu gastronomicznym i handlowym, a nadto przystąpił do sprzedaży posiadanych nieruchomości osiągając znaczny dochód.

TEGO BYŁO JUŻ ZA DUŻO !

Pani uzbrojona w prywatną opinię psychiatryczną wniosła sprawę  do sądu o podział majątku wspólnego.W treści złożonego wniosku podnosiła, że umowa o podział majątku dorobkowego, zawarta przez strony  była w istocie nieważna. Jako przyczynę nieważności wskazała sprzeczność z zasadami współżycia społecznego, stan wyłączający świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli oraz podstęp, którego dopuścił się były mąż. Wskazała, że wobec nieważności dokonanego uprzednio podziału, zachodzi konieczność ponownego rozliczenia majątku wspólnego stron.

Sąd dopuścił więc dowód z opinii biegłego sądowego – lekarza psychiatry oraz psychologa. Biegły stwierdził, że brak jest podstaw do przyjęcia, iż w dniu podpisywania umowy o podział majątku wspólnego wnioskodawczyni  (Pani)  znajdowała się w stanie zaburzeń psychicznych o charakterze psychotycznym, które w istotny sposób rzutowałyby na jej zdolność świadomego albo swobodnego powzięcia decyzji i wyrażenia woli. Biegły przyjął,że wnioskodawczynię cechuje osobowość pasywno-zależna, która jednakże nie ma wpływu na ważność zawartej czynności prawnej.

W tej sytuacji sąd oddalił wniosek o podział majątku wspólnego i obciążył wnioskodawczynię kosztami.

Sąd stanął na stanowisku, iż pomiędzy stronami został przeprowadzony umowny podział majątku wspólnego, co wyłącza co do zasady możliwość dokonania podziału w trybie postępowania sądowego. Następnie sąd skoncentrował się na wykazywaniu wnioskodawczyni okoliczności potwierdzających, iż działała ona z pełnym rozeznaniem przystępując do aktu notarialnego umowy o podział majątku. W tym celu wskazał na wspólne przygotowywanie dokumentów dotyczących sprawy rozwodowej i umowy o podział majątku, przywoływał zeznania świadków potwierdzających rozeznanie wnioskodawczyni co do przedsiębranych czynności.

Świadkowie ci, którymi byli bliscy znajomi wnioskodawczyni wskazywali, iż wnioskodawczyni godziła się na przejęcie przez uczestnika nieruchomości bez zagwarantowania w umowie jakiejkolwiek spłaty na jej rzecz właśnie ze względu na ogromne zobowiązania finansowe. Jako osoba zajmująca się w gminie gospodarką nieruchomościami miała wiedzę na temat ich wartości.Fakt , że w krótkim czasie po akcie notarialnym ceny na nieruchomości gruntowe bardzo wzrosły, nie może stanowić podstawy do zmiany ważnego aktu notarialnego. Zdaniem sądu dokonany przez strony podział majątku nie wiązał się z pokrzywdzeniem którejkolwiek ze stron.

Apelację od tego orzeczenia wywiodła wnioskodawczyni zaskarżając je w całości oraz wnosząc o jego zmianę poprzez ustalenie, że w skład majątku dorobkowego stron wchodzą nieruchomości o łącznej wartości 11.000.000 zł. (!) i ruchomości o łącznej wartości 206.540 zł. i orzeczenie obowiązku spłaty od uczestnika na rzecz wnioskodawczyni kwoty 5.603.270 zł. tytułem wyrównania udziałów w majątku dorobkowym,  jako wniosek ewentualny wnosiła o uchylenie zaskarżonego postanowienia w całości i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Sąd II instancji nie podzielił zarzutów apelacji i utrzymał zaskarżone postanowienie w mocy. Ponadto zasądził od wnioskodawczyni na rzecz uczestnika kwotę 3.600 zł. tytułem kosztów postępowania apelacyjnego.

Patrząc na to z boku trzeba powiedzieć, że Pani poniosła totalną klęskę. Przegrała sprawę w dwóch instancjach , zapłaciła  poważne kwoty tytułem kosztów postępowania sądowego , poniosła koszty swojego pełnomocnika ( też znaczne ). Jednym słowem straciła nerwy, czas i pieniądze. A co najbardziej dołujące, to świadomość , że podjęło się decyzję zbyt szybko , bez rozważenia całości sprawy. Pani myślała tylko o tym aby wyjść z  podziału majątku bez długów i to jej się udało. Ale straciła na tym prawie 5.000.000 zł.

***************

MOJA  RADA

Zanim podejmiesz decyzję o sposobie podziału majątku, przemyśl wszystkie możliwe sytuacje i potencjalne następstwa podjętych przez Ciebie decyzji. Jeśli okaże się, że źle wybrałaś, to pamiętaj, że tego nie da się odwrócić. Nie zadręczaj się jednak tym, nie kombinuj jak by to zmienić, bo skończy się to tak jak w opisanej sprawie; stracisz nerwy, czas i pieniądze.

Jeśli natomiast naprawdę padłaś ofiarą podstępu, błędu, groźby lub działałaś w stanie wyłączającym świadome albo swobodne podjecie decyzji i wyrażenia woli możesz to wszystko „odkręcić”. Wprawdzie jest to długa i trudna droga ale jedynie skuteczna.